1992: próba raportu

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 182 (1997-11).

Od czasu serii „Don Wollheim proponuje” Alfy antologie zachodniej SF przestały się właściwie u nas ukazywać; teraz Prószyński i S-ka próbuje wrócić do tej tradycji. Jako że Wollheim nie żyje, a zabrakło odwagi do dokonania samodzielnej selekcji, wybór padł na antologię utworów nominowanych do Nebuli - nie jest jasne, dlaczego akurat z roku 1992.

Zbiór składa się z ośmiu opowiadań, dwóch artykułów krytycznych, czterech wspomnieniowych, jednego wiersza i jednej mikropowieści. W zamierzeniu miało to zapewne posłużyć ukazaniu szerszego przekroju anglojęzycznej SF. Kłopot w tym, że wszelkie antologie są siłą rzeczy ograniczone do form krótkich, a zachodni autorzy SF, szczególnie obecnie, preferują powieści, coraz rzadziej „marnując” pomysły na nowele - stąd znaczna niereprezentatywność takich przeglądów. Tym też należy tłumaczyć włączenie artykułu pióra encyklopedysty SF Johna Clute'a, sumującego dokonania powieściopisarzy SF w roku 1992. Wylicza w nim z pół setki znaczących, jego zdaniem, tytułów; niektóre zdążyły się już ukazać w Polsce i wygląda na to, iż zachwyty Clute'a są mocno przesadzone. Odwrotnie w przypadku podsumowania dokonań kina SF - tu autor nie okazuje litości, za najlepszy obraz roku mając francuskie „Delikatessen”.

Przechodząc do beletrystyki - proporcje tekstów trafionych do chybionych układają się zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. Dobre lub bardzo dobre są: „Nawet królowa” Connie Willis (publikowana w „NF”), „Koniec rzeczy” Gregory'ego Benforda (fizyka przechodząca w metafizykę; pokrewne „Kociątko Schrödingera” Effingera i „W 'Rialto'” Willis oraz „Góra przyszła do Mahometa” Nancy Kress (doktor Judym w społeczeństwie ostro zestratyfikowanym ekonomicznie podług jakości posiadanego genomu).

„Miasto Prawdy” Jamesa Morrowa to świat z upowszechnionym uwarunkowaniem wymuszającym bezwzględną szczerość; mikropowieść ta ogłoszona jest jako atak na New Age, lecz w rzeczywistości zezwala na przeróżne interpretacje. Chyba nawet autor nie do końca wie, co napisał, rzecz jest filozoficznie bardzo żyzna. Natomiast za ewidentne pomyłki uznać należy płytką satyrę polityczną „Danny leci na Marsa” oraz infantylne „Okulary Lennona”.

Gdzieś pośrodku lokują się: znana z „NF” „Winlandia naszych snów” Kima Stanleya Robinsona, „Oddział lipcowy” S. N. Dyer (literacko przeciętny rachunek sumienia lekarki po przejściach) oraz straceńczo awangardowe „Życie jako układanka z kotami na wysoki połysk” Michaela Bishopa.

Ani jeden z wyliczonych tekstów nie daje się zaliczyć do hard SF podług definicji jeszcze sprzed kilkunastu lat. Tylko jeden rozgrywa się w scenografii kosmosu czy obcych planet; żaden w przyszłości odległej o więcej niż kilkadziesiąt lat. Żaden też nie epatuje futurystycznymi gadżetami. Brak śladów cyberpunku, fantasy czy horroru, wyjąwszy może finał „Oddziału”. Pod względem repertuaru stosowanych chwytów kreacyjnych, sposobu postrzegania świata, owego wspólnego większości fantastów kodu wyobraźni - amerykańska SF wydaje się dreptać w miejscu. Zastanawiające, bo to w krótkiej formie, gdzie wybuchają genialni debiutanci, a starzy mistrzowie ryzykują eksperymenty, zwykło się objawiać oblicze jutrzejszej fantastyki.

Gdyby szukać w tym dosyć przypadkowym zestawie jakiejś myśli przewodniej, można by zań uznać w ostateczności zagrożenia związane z inżynierią genetyczną. Temat ten pojawia się jako główny bądź drugoplanowy w trzech-czterech tekstach; w tym sensie antologia niesie informację, cokolwiek spóźnioną, o rozwoju trendów w zachodniej SF. Lecz nawet poddana krytyce czysto literackiej wypada dosyć dobrze - to znaczy: warta lektury.

Jacek Dukaj

Nebula '92 Wybór: James Morrow. Tłum. różni. Prószyński i S-ka 1997. Cena 16,50 zł.