Vernor Vinge uważany jest obecnie za jednego z wielkich wizjonerów SF: autora zdolnego odmalować pełne, oryginalne wizje przyszłości całej ludzkości i kompetentnego w swoich kreacjach – przez lata wykładał matematykę, jest twórcą teorii tzw. Osobliwości (omawianej zresztą w „NF”). Jego opowiadanie „True Names” z 1981 roku wymienia się jako jedno ze źródeł cyberpunka. W sumie pozostaje jednak Vinge znany głównie jako autor trylogii „The Peace War”, „Across Realtime”, „Marooned in Realtime”, a zwłaszcza najnowszej dylogii „Ogień nad otchłanią” i „Otchłań w niebie”.
Można ją nazwać dylogią, jako że rozgrywa się w tym samym świecie (wszechświecie) i w obu książkach pojawia się ten sam bohater, akcja „Otchłani” ma wszakże miejsce 30000 lat przez akcją „Ognia”. Należy dodatkowo ostrzec czytelników spodziewających się po „Otchłani” tego samego, co w „Ogniu”, galaktycznego rozmachu, wizji międzygwiezdnej sieci komputerowej i zagadek rozwoju cywilizacji w niepojmowalne potęgi. Otóż „Otchłań” wypada w kontraście jednak skromniej.
Tym niemniej jej fabuła obejmuje m. in. wieloletnie wyścigi gwiezdnych flot, bitwę kosmiczną, eksplorację obcego świata i ewolucję jego cywilizacji, a w retrospekcjach – milenia budowy międzygwiezdnego imperium. Nadal więc jest to epika pełną gębą, pomijając nawet objętość powieści: 600 stron drobnego druku. Bo też pod względem konstrukcji fabuły (a Vinge, jak wielu autorów hard SF, lepiej radzi sobie z budowaniem światów niż ludzkich charakterów) „Otchłań” cierpi na tę samą wadę, co „Ogień”: po wciągającym w opowieść zawiązaniu akcji i przed efektownym finałem, musimy przebrnąć przez dwakroć za długą część środkową.
Nie ukrywam, że wyżej stawiam w porównaniu „Ogień”, za rozpiętość i różnorodność wizji – „Otchłań” wszak także posiada wielki atut: cywilizację Pająków. Vernor Vinge lubi i umie tworzyć egzotyczne, a przy tym wiarygodne w swych podstawach obce kultury i tym razem pokazał jedną z ciekawszych wizji w SF, na dodatek bowiem do całkowicie obcej biologii Pająków dołożył zagadkę astrofizyczną, w postaci ekscentrycznej gwiazdy OnOff, wyłączającej i włączającej się w kilkudziesięcioletnich cyklach. Podczas fazy Off zamarza atmosfera na planecie Pająków. Jak cywilizacja rozwija się w takich warunkach? Oto przykład SF „co by było, gdyby” w najlepszym wydaniu.
Najciekawszy zdaje mi się tu wszakże nie tyle sam opis, co sposób opisu tych Obcych. Otóż Vinge chyba celowo wybrał stworzenia o aparycji maksymalnie odpychającej (wyobraźmy sobie najbardziej odrażającego pająka i przemnóżmy to przez 10), aby pokazać klasyczny paradoks „zrozumienia nieludzkiego”. Czy można zrozumieć obcego nie stając się nim? Tyle pojmiemy, na ile sami go w percepcji uczłowieczymy. Podrasowani neuralnie tłumacze obserwującej Pająków z ukrycia ludzkiej floty opowiadają obcą cywilizację świadomie dobieranymi metaforami z kultury Homo sapiens. Prawie więc do samego końca jawią się nam Pająki przesympatycznymi, trochę staroświeckimi postaciami rodem z klasycznej literatury angielskiej (o nazwiskach: Underhill, Unnerby, Victory Smith), w istocie bardziej ludzkimi od wyrachowanych i maszynopodobnych ludzi. Można więc tę powieść czytać zgoła jak ćwiczenie z epistemologii.
Jest w niej znacznie więcej smaczków kulturowych i technologicznych i w sumie muszę uznać „Otchłań” za udane połączenie tradycji hard SF ze space operą, godne polecenia nie tylko miłośnikom fantastyki. Pozostaje jednak pewien niedosyt i wrażenie lekkiego znużenia. Być może Vinge sam jest sobie winien: nie oczekuje się od niego jedynie utrzymania poprzeczki na wysokim poziomie, ale stałego jej podnoszenia. Autorzy w danych konwencjach najlepsi ścigają się już tylko sami z sobą.
Jacek Dukaj
Vernon Vinge „Otchłań w niebie”, tłum. Janusz Ochab, Prószyński i S-ka 2003, cena: 49.00 zł.