Bajki kosmiczne

Poniższy tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 264 (2004-09).

Tak, to są bajki. Okrutne, przesycone cynizmem, pełne przemocy, polityki, seksu i pieniądza, a przede wszystkim: futurystycznych gadżetów i scenografii kosmicznych, obcoplanetarnych - ale bajki: historie niemożliwe, których niemożliwość jest tak samo oczywista dla autorów, jak i czytelników.

Tylko że właśnie nie o prawdopodobieństwo ziszczenia się owych przyszłości idzie, lecz o gadżety. No dobra, upraszczam. Fantasy wygenerowała jeden świat kanoniczny, który obraca w mało różniących się wariantach większość pisarzy - bo czytelnicy tak lubią do niego wracać; świat sam żyje w ich wyobraźni. W science fiction, choć dalece mniej skanonizowanej, również wybiło się na niepodległość kilka światów, kilka przyszłości. Do najsilniejszych należą przyszłość cyberpunkowa - i „przyszłość kosmiczna”.

„Migotliwa Wstęga” Alastaira Reynoldsa i „Upadłe anioły” Richarda Morgana rozgrywają się w tej drugiej.

W obu powieściach ludzkość rozprzestrzeniła się po okolicznych układach gwiezdnych, kolonizując planety i przestrzeń kosmiczną; szybkość ekspansji pozostaje ograniczona do prędkości światła.

W obu akcja rozgrywa się na obcych planetach, i na tych planetach toczy się wojna - lecz technologie militarne niezbyt odbiegają od współczesnych (trafiają się ręczne lasery, ale bomba atomowa nadal najmocniejszym argumentem).

W ogóle zestaw dostępnych technologii jest dosyć podobny: standard space oper plus wynalazki własne. Tu Reynolds bije Morgana, bo chociaż nie wykorzystuje wszystkich wzmiankowych cudów, to widać rozmach.

W obu powieściach pojawiają się w tle Obcy, starożytne rasy o nieznanej potędze; w obu wizytujemy ich na wpół obumarłe statki; w obu ci Obcy toczyli w zamierzchłej przeszłości armageddoniczne boje z innym gatunkami. U Morgana są to tzw. Marsjanie - ptakopodobna rasa, która pozostawiła po sobie ruiny m. in. na Marsie. Pomysłowość Reynoldsa znowu jest tu wyższej klasy, choć znacznie więcej o jego Obcych można się dowiedzieć z „Przestrzeni objawienia”. Bo obie powieści stanowią tomy drugie luźnych cykli, powiązanych głównie właśnie światem. Związek „Aniołów” z „Modyfikowanym węglem” Morgana pozostaje silniejszy, jako że głównym ich bohaterem jest Takeshi Kovacs - ale nie zachowuje nawet ciągłości ciała.

Co da się powiedzieć również o bohaterze „Wstęgi”, który na przestrzeni tej powieści zmienia nie tylko ciało, ale i nazwisko, osobowość, pamięć. W obu przyszłościach działają technologie manipulacji i przenoszenia struktur umysłowych.

Różne są motory fabularne. Bohater Reynoldsa w pościgu zapędza się do innego systemu gwiezdnego, pchany niejasnym pragnieniem zemsty; równolegle śledzimy w retrospekcjach wątki podróży wielopokoleniowych statków kolonizacyjnych oraz wyprawy myśliwskiej mocodawcy bohatera. U Morgana prościej: na rozdartej wojną planecie odkryta zostaje starożytna Brama prowadząca w kosmos, do gigantycznego statku Obcych - kto położy na tym łapę, zostanie milionerem.

Czym Morgan zwycięża: jakkolwiek „filmowi” mogą się wydawać jego bohaterowie (odbicia popkulturowych archetypów „twardzieli”), jak efekciarskie ich dialogi - jest w nich życie, jest pasja w tej narracji pełnej kulawych metafor. Siła, która pcha protagonistów, wciąga także czytelników. A więc: czytadło; tak, o to chodzi - by zapomnieć się w lekturze, nic więcej.

Reynolds wszakże nawet tego nie potrafi osiągnąć. Podziwiam jego świat, nie wierzę w ludzi. Po czym poznać, że autor nie panuje nad opowieścią, nie przemyślał jej dość dobrze? Że z czasem coraz więcej czasu poświęca na tłumaczenie zachowań swych postaci - fabuła wymaga, by robili to i to, ale nie mają po co, jak, dlaczego. Założenia nie zgadzają się z założeniami, trzeba wypełniać szczeliny urabianymi naprędce wyjaśnieniami. Końcowe partie „Migotliwej Wstęgi” to właśnie taka młotkiem składana kostka Rubika. Bo intrygę zaplanował sobie Reynolds piętrowo zawikłaną, piętrzącą oszustwa na oszustwach.

Po prawdzie „Upadłe anioły” można czytać niemal jak sequel „Dominium Solarnego” Tomka Kołodziejczaka, jeśli zmienić nazwy i dwa-trzy wynalazki. W istocie Kołodziejczak wnosi więcej pomysłów niż Reynolds i Morgan razem wzięci. Oni wszakże tworzą w kulturze anglojęzycznej (obaj Brytyjczycy) i to decyduje.

Uczmy się wszakże od Anglosasów tego, co dobre. ISA podjęła „Upadłymi aniołami” próbę wprowadzenia w Polsce systemu opartego na hardbackach i paperbackach: droższych, luksusowych edycjach w dużym formacie, w twardej okładce, o większej czcionce i na lepszym papierze - oraz edycjach tańszych, mniejszych, wypuszczanych ok. roku później. Zachodnia kolejność jest następująca: hardcover (ok. 26 USD), paperback (ok. 16 USD), pocketbook (ok. 6 USD). ISA dostosowuje się do kieszeni Polaków: jej hardback jest dwukrotnie tańszy od zachodniego. (W Polsce prawie wszystkie książki odpowiadają standardowi nieco mniejszych paperbacków - a mimo to bywają droższe od hardcoverowej edycji ISY!)

Trzymam kciuki, żeby się to przedsięwzięcie powiodło i inni wydawcy wzięli przykład z „Upadłych aniołów”. Zwłaszcza w fantastyce, gdzie wiele książek to prawie 1000-stronicowe kolubryny, dzielone sztucznie na kilka małych tomików, jak podzielona została „Migotliwa Wstęga” - dla nich hardcover stanowi formę idealną. (Szykuje się takie wznowienie cyklu Stevena Eriksona). Może spowoduje to również podniesienie poziomu redakcji - w MAG-u ostatnio ona spada, rośnie niechlujstwo (jedna ze stron „Wstęgi” została pomylona ze stroną z zupełnie innej książki).

Na koniec muszę się przyznać: lubię te bajki. Lubię wracać do tej przyszłości - zostałem zarażony jej estetyką. To są wizje-wytrychy: obca planeta, która, zanim postawisz na niej stopę, stanowi tajemnicę doskonałą - jej historia, biologia, ewentualne cywilizacje, krajobrazy, jakie ujrzysz, dźwięki, jakie usłyszysz, zapachy, jakie poczujesz... statki Obcych, kosmiczne grobowce kultur niepojętych, sprzed tysięcy, milionów lat... Czy nie przebiega cię dreszcz na sam widok - to znaczy na widoku wyobrażenie?

Jak dzieci, które wraz z zagubioną królewną wstępują do zaczarowanego lasu, gdy rodzice czytają im do snu cudownie mroczne bajki.

Jacek Dukaj

Alastair Reynolds „Migotliwa wstęga” (t. 1 „Pościg” + t. 2 „Odwet”), tłum. Grażyna Grygiel i Piotr Staniewski, MAG 2003, cena: 29.00 + 29.00 zł.

Richard Morgan „Upadłe anioły”, tłum. Marek Pawelec, ISA 2004, cena: 44.90 zł. (twarda okładka, format 24 x 16 cm.)