Biurokracja: istota myśląca

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 228 (2001-09).

Jak powiada klasyk, szaleństwo nie bierze się z niedostatku logiki, lecz z jej nadmiaru. Metoda, której zawdzięcza Lem nieustającą aktualność swych utworów oraz renomę „wizjonera ostatecznego”, polega na doprowadzaniu koncepcji - krok za logicznym krokiem, z nieubłaganą konsekwencją, przekraczając dotychczasowe granice wyobraźni - do absolutnego krańca. Pomyśleć, co było nie do pomyślenia - oto prawdziwe zadanie fantastyki, sport ekstremalny umysłu.

„Pamiętnik znaleziony w wannie” opisuje świat, w którym do ostateczności doprowadzono ideę tajności. Tym samym jego mieszkańcy wspinać się muszą na szczyty rozmaitych sztuk epistemicznych. Każdy w Gmachu jest szpiegiem i każdy podejrzewa każdego. Słowo „paranoja” traci sens w ucieleśnionym śnie paranoika. Pojęcie „szyfru” gubi znaczenie, gdy nie istnieje nic, co nie byłoby zarazem znakiem czegoś innego. Jedynie na ścieżce teorii spiskowych można się tu posunąć jeszcze dalej, bo w Gmachu od spisków istotnie się roi, a teoria spiskowa, jako domyślny wzorzec głębszego poziomu rzeczywistości, nie potrzebuje żadnego oparcia w faktach i zależnościach jawnych.

Czymże innym jest nauka, jeśli nie poszukiwaniem w naturze ukrytych wzorców? To samo zdrowe dążenie do odnalezienia ładu w nieładzie stoi za dociekaniami fizyków, astrologią, co i spiskową teorią dziejów. „Coś dziwnego jest w tym, iż każda, byle dość złożona idea daje się narzucić Gmachowi i przyjąć jako jego zasada”. Nie ma takiego chaosu, w którym oko ludzkie nie dostrzegłoby znanego mu już kształtu.

I takim też Rorschachowym rozmazem prezentuje się czytelnikowi sama powieść Lema. W zależności od preferencji, nastawienia i osobistych doświadczeń, rozszyfruje on „Pamiętnik...” jako Kafkowskie studium biurokratycznego absurdu, Gombrowiczowską rozprawę na temat formy, przypowieść filozoficzną, zapis społecznego obłędu, sensacyjną zagadkę, na którą rzeczywiście istnieje jedna słuszna odpowiedź, metaforę zdegenerowanego totalitaryzmu etc. Wskazać interpretacji prawidłowej nie sposób (bo i co znaczy w tym kontekście „prawidłowa”?), niemniej niektóre są bogatsze od innych. Gombrowiczowskie korzenie widać nie tylko w karykaturyzmach behawioru, dręczącym narratora poczuciu nienaturalności zachowań, ale także w manierze językowej (te wszystkie zdrobnienia, infantylizacje, archaizacje) oraz przekonaniu o niepodległości Formy jako bytu równorzędnego Materii, jeśli od niej nie mocniejszego. Sposób, w jaki Lem rozwija tę estetyczną obsesję w ścisłą teorię ontyczną, robi szczególne wrażenie. Doprowadziwszy do ekstremum strategie wzajemnej infiltracji, Gmach i Antygmach istnieją bowiem już tylko jako biurokratyczne struktury, jako FORMA, całkowicie niezależna od budulca: choć każdy składa się w stu procentach z wrogich agentów, to jako całość - pozostaje sobą, planuje i przeprowadza działania mające na celu owych agentów eliminację. Świadomość, inteligencja takiego bytu - kryją się w sieci powiązań międzyludzkich, tylko i wyłącznie w strukturze; podczas gdy sami ludzie pozostają doskonale wymienni: jak cząstki elementarne, statystycznie przewidywalni - i taki też jest los głównego bohatera. Stanowi to jedną z najbardziej fascynujących, ale i przerażających koncepcji stworzonych przez SF.

„Pamiętnik...” doczekał się w polskiej fantastyce naśladownictw, jeśli chodzi o scenografię i klimat: takimi spłaszczonymi odbiciami Gmachu są moim zdaniem Snergowy Schron z „Robota” i tytułowy Schron z powieści Jabłońskiego. Jest zresztą więcej podobieństw z „Robotem”: tak jak niekłamane były chwalby marksizmu u Snerga, tak i komplementacje komunizmu z „Obłoku Magellana”, „Astronautów”, czy z prologu „Pamiętnika...” właśnie - nie wydają się bynajmniej do końca nieszczere i wymuszone.

Jacek Dukaj

Stanisław Lem „Pamiętnik znaleziony w wannie”, Dzieła Zebrane, Wydawnictwo Literackie 2000