Dionizos rządzi Ameryką - będzie rządzić, jutro, pojutrze. Dionizos, bóg ekstatycznego chaosu, przyjemności przeciągniętej poza granicę zła i dobra, życia i śmierci - gdzież mógłby się odrodzić, jeśli nie w USA? Tak przynajmniej sądzą amerykańscy pisarze.
Coraz częściej trafiam na książki otwarcie przepowiadające ten powrót, niemal przywołujące Dionizosa. W 1992 Donna Tartt opublikowała wspaniałą „Tajemną historię”, w której studenci kultury starożytnej Grecji, odtwarzając dzikie misteria helleńskie, nie cofają się przed morderstwem. W latach 90-tych Tim Powers pisze swą trylogię - „Ostatnia odzywka”, „Data ważności”, „Sejsmiczna pogoda” - gdzie wojna o władzę nad duszą Ameryki rozgrywa się z udziałem Dionizosa przeszczepionego do Kalifornii wraz z pradawną odmianą winogron. Teraz otrzymujemy „Czarne światło” Elizabeth Hand, w którym celem i osią fabuły jest rytuał reinkarnacji Dionizosa w ciele awangardowego nowojorskiego reżysera - a rzecz dzieje się na początku lat 70-tych, w apogeum newage'owej rewolucji kulturalnej, w maksimum mocy Dionizosa.
I tło kulturowe, prawda obyczaju, mentalności epoki, prawda słów w świetnych dialogach - są to najlepsze elementy „Światła”. Hand opowiada lekko, w stylu potoczystej gawędy salonowej: o podnowojorskim miasteczku Kamensic i jego społeczności, składającej się prawie wyłącznie z podstarzałej bohemy amerykańskiej, rozmaitych przeterminowanych awangardzistów, aktorów niegdyś łamiących tabu, teraz grywających w operach mydlanych... Tacy właśnie są rodzice głównej bohaterki, nastoletniej Lit. Liberalne Kamensic okazuje się idealne dla rozwoju obyczajów i praktyk, za które kilkaset lat wcześniej mieszkańcy miasteczka trafiliby przed religijne trybunały.
Niestety w drugiej połowie „Światła” tracimy z oczu to tło. Nadal jest to proza efektowna i czyta się ją bez bólu, ale też bez zainteresowania. We wszelkich utworach mieszających realizm z nadprzyrodzonym autorzy winni pilnie baczyć, by nie przekroczyć granicznej proporcji „niemożliwego” do „zwyczajnego”. Potem bowiem czytelnik staje się niewrażliwy na magię, podobnie jak nie robi na widzu wrażenia tysięczny trup na ekranie.
A w „Świetle” wraz z Lit rzuceni jesteśmy w środek magicznych zmagań dwóch starożytnych stowarzyszeń magów, Benandanti i Malandanti (o nich traktowało też „Przebudzenie Księżyca”), niepojęte fenomeny czarów ciskają nas wskroś przestrzeni i czasu, cuda piętrzą się nad cudami, i możemy tylko przyglądać się im szeroko otwartymi oczyma - aż do brutalnego finału żądzy i krwi, gdy na scenę pada już cień samego Dionizosa.
Dionizos i Apollo rządzą człowiekiem - tak przynajmniej sądził Nietzsche. Dionizos ciągnie ku życiu dynamicznemu, rozbuchanej witalności, żądzom cielesnym i pierwotnym instynktom, władzy uczucia i przeczucia, skupieniu na „teraz”; Apollo - ku harmonii, porządkowi, kontemplacji piękna i władzy intelektu. Ten wywiedziony z tragedii greckiej podział objaśnia Nietzschemu całą cywilizację człowieka - objaśnia jednak także pewne podstawowe różnice między SF i fantasy. Fantasy, nawet ta z ducha chrześcijańskich mitologii Tolkiena i C. S. Lewisa, rośnie w cieniu Dionizosa: obowiązuje w niej zasada działania dla działania, postaci kierują się najczęściej uczuciem i przeczuciem, zwyciężają dzięki sile mięśni lub charakteru, rzadziej dzięki przewadze intelektualnej, świat bowiem w ogóle nie poddaje się tu rozumowej analizie i jest z gruntu statyczny, chaos stworzenia nie chce ulec porządkowi cywilizacji. SF natomiast to apollińska machina zimnego piękna.
Ponieważ jednak fantasy nadal grzęźnie w konwencji infantylnej, Dionizos rzadko obejmuje tu pełnię władzy, jak u Jacqueline Carey w Trylogii Kusziela. Mamy tu alternatywną Europę opartą na oryginalnej wersji chrześcijaństwa: z krwi Jezusa i łez nierządnicy Magdaleny narodził się Elua, który wraz z zastępem aniołów osiadł na ziemiach mniej więcej odpowiadających Francji, ustanawiając tam dynastię D'Angelinów. Kultura pięknych potomków aniołów oparta jest na przykazaniu Elui „Kochaj, jak wola twoja”. Pozwala to Carey zbudować posthelleńską cywilizację wyrafinowanych koneserów przyjemności i miłości cielesnej, we wszystkich jej odmianach, z rytualną prostytucją i sadomasochizmem włącznie. Postacie noszą tu imiona jak Izabela L'Envers de la Courcel, co u amerykańskich pisarzy samo w sobie stanowi niechybny znak dekadencji. Pierwszy tom, „Strzała Kusziela” to historia dzieciństwa i młodości Fedry nó Delaunay, anguisette, dworskiej kurtyzany czerpiącej rozkosz z cierpienia i upokorzenia. (Także sfera seksualna dzieli się na część apollińską - zafascynowaną pięknem fizycznym, naturalnym, radosnym erotyzmem; oraz dionizyjską - uprzedmiotawiającą drugą osobą dla osiągnięcia coraz intensywniejszych doznań).
Utwory zbudowane wokół perwersji seksualnej zazwyczaj okazują się śmiertelnie nudne dla wszystkich prócz promila odbiorców akurat podzielających daną perwersję (tu: masochizm), dla których jest to wówczas sztuka „kultowa”. „Strzałę Kusziela” ratuje fabuła opleciona wokół bizantyjskich intryg, w jakie Fedra się angażuje jako dysponentka tajemnic wykradanych z buduarów polityków.
Istnieją wyraźne podobieństwa między Trylogią Kusziela Carey i „Księgą Nowego Słońca” Wolfe'a. Ambicje Wolfe'a wyrastają znacznie ponad poziom ekscytującego czytadła i dzieli te książki różnica dwóch klas, lecz znajdziemy w „Strzale” ten sam klimat, ten sam schemat narracyjny, tam opowiadał swe życie kat, tu - kurtyzana bólu; nawet styl Carey próbuje naśladować elegancką, wieloznaczną frazę Wolfe'a.
Wiele w tzw. literaturze kobiecej jest cech dionizyjskich (pierwsza bachantka literatury fantastycznej to bez wątpienia Kathe Koja). Apollińską SF tworzą natomiast prawie wyłącznie mężczyźni. „Światło” oraz „Strzała” zostały napisane przez kobiety, z kobietami w rolach głównych i nie ma w ich pierwszoosobowej narracji żadnego dystansu. „Biłam go bez litości. Nie przestawałam, a po chwili nawet nie czułam już liny w rękach. (...) Kiedy patrzyłam na mężczyznę, nie czułam żalu, obrzydzenia ani grozy. Wydało mi się naturalne, że leżał tam w takim stanie. Gdyby rzucić go na runo leśne (...), stopiłby się z zeschłymi liściami, bladymi grzybami, masą żołędzi i ślimakami zaplątanymi wśród korzeni drzewa”.
Jacek Dukaj
Elizabeth Hand „Czarne światło”, tłum. Ewa Helińska, Zysk i S-ka 2005, cena: 32.90 zł
Jacqueline Carey „Strzała Kusziela”, tłum. Maria Gębicka-Frąc, MAG 2004, cena: 35.00 zł