Cuda z recyclingu

Poniższy tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 268 (2005-01).

W historii SF można prześledzić następujące po sobie fale utworów wprowadzających do gatunku świeży motyw, pomysł, wizję przyszłości. Przeważnie stanowią one bezpośredni efekt zapowiedzi pojawienia się nowych technologii, przełomów w nauce. W ten sposób SF zasymilowała m. in. roboty, komputery, sztuczną inteligencję, inżynierię genetyczną, virtual reality czy ostatnio nanotechnologię. Każda taka fala posiada dwa grzbiety, dwie są fazy owego procesu: Zdumienie i Akceptacja. Gdy asymilacja się dopełnia, motyw wchodzi do gatunku na stałe, jako kolejny naturalny element tła (jakimi dzisiaj już są roboty czy AI).

I chyba nic w SF nie starzeje się tak szybko, jak utwory powstałe w Zdumieniu. Z jakimż uśmiechem wyższości i nostalgicznym poczuciem archaizmu czytamy dziś książki epatujące cudownymi możliwościami superkomputerów albo solipsystycznym paradoksem nieodróżnialności złudzenia od prawdy w VR? SF oparta na paradygmacie Zdumienia (zachwytu lub przerażenia) daje się czytać dopóki to, czym autor się zdumiewa, pozostaje nowością; gdy znormalnieje, te książki natychmiast tracą rację bytu.

Mam wrażenie, iż ofiarą tego właśnie efektu padła powieść Kathleen Ann Goonan „Jazz Królowej Miasta” - powstała ona w 1994 roku i w dwóch trzecich stanowi zapis Zdumienia nanotechnologią. Przez pierwsze 100 stron główna bohaterka, Verity, pozostaje na obrzeżu dotkniętego rewolucją nano świata, na odciętej odeń wsi. W swej ignorancji postrzega go wówczas przez filtr naiwnego mistycyzmu, co dodaje opowieści pewnej głębi i buduje aurę tajemnicy; te partie czytałem nawet z przyjemnością. Potem jednak Verity dociera do Cincinnati, Miasta Królowej, metropolii „przepisanej” na nano - i Goonan serwuje nam kilkaset stron mniej lub bardziej udanych opisów nanotechnologicznych cudów i koszmarów, gdy Verity błąka się po Mieście niczym Alicja po Krainie Czarów. Verity jest oczywiście Wybrana, by spełnić szczególną rolę w procesie nanoewolucji Miasta; odkrywanie tego sekretu przebiega na zasadzie chciejstwa fabularnego: gdy autorce to pasuje, podsuwa kolejną wskazówkę. Ten brak logicznej struktury i nużące eksponowanie spowszechniałych cudowności nie przeszkadzałyby w lekturze tak bardzo, gdyby Goonan potrafiła zająć uwagę czytelnika czymś innym - lecz nie ma czym.

Przypuszczam wszakże, iż Amerykanom „Jazz” wydał się bardziej atrakcyjny. Tradycyjnie USA-centryczny (prócz kilku zdań o Tokio i Hong-Kongu świat poza Stanami tu nie istnieje), ożywia na dodatek liczne postaci z kultury amerykańskiej, zwłaszcza z historii jazzu, i odwołuje się do mitologii baseballu. Na mnie to nie podziałało; wolę czytać o świecie po rewolucji bionano choćby w polskim wykonaniu Podrzuckiego.

„Utracona historia”, również napisana przez kobietę i z kobietą w roli głównej, opiera się na innym popularnym motywie SF: koncepcji historii alternatywnej. Mary Gentle jednak się nie Zdumiewa; ba, tu prawie do samego końca pierwszego tomu (bo „Historia” jest początkiem wieloksięgu) nie ma w ogóle mowy o światach równoległych - czytelnik ma frajdę samodzielnie odkrywając kolejne tropy. Gentle bowiem mądrze założyła, iż sama koncepcja historii alternatywnej jest mu dobrze znana, czuje się więc zwolniona z obowiązku wyjaśniania oczywistości, a tym bardziej nie próbuje epatować jej niezwykłością. Narzędzie nie jest oryginalne, pochodzi wręcz z literackiego recyclingu - cała więc sztuka w tym, JAK się go używa.

A to po pierwsze, po drugie i po trzecie jest powieść historyczna o Aszy, nastoletniej dowódczyni najemników w Europie AD 1476 - pragmatycznej, wulgarnej, egoistycznie ambitnej wersji Joanny D'Arc. Gdyby odjąć z książki wszystkie niezwykłości, w niczym nie umniejszyłoby to jej zalet (co najwyżej trafiłaby na inne półki w księgarniach i nie pisałbym o niej tutaj). Motorem jej fabuły jest nieustanna walka Aszy o utrzymanie swej kompanii kondotierów i swego statusu jako jej kapitana w feudalnym, patriarchalnym świecie. Wszystko przemawia przeciwko niej: urodzenie, płeć, wiek. Nie jest bynajmniej pozbawioną wad Dziewczyną z Misją - lecz tym goręcej jej kibicujemy. Zresztą jedna postać drugoplanowa z „Historii tajemnej” ma w sobie więcej życia niż wszyscy bohaterowie „Jazzu Królowej Miasta” razem wzięci.

Gorzki realizm w opisie w średniowiecznej codzienności (smród, brud, głód, choroby, łatwa śmierć, trudne życie), podawany stylem dwudziestowiecznego racjonalisty, musi się kojarzyć z „Księgą Sądu Ostatecznego” Connie Willis. Identyczna jest także klamra narracji współczesnego naukowca: cała powieść to rzekoma kompilacja sukcesywnie przekładanych z łaciny manuskryptów, przygotowywana do druku przez londyńskie wydawnictwo. Wyłaniający się z biografii Aszy kształt XV-wiecznej Europy stopniowo coraz bardziej odbiega od kształtu znanego nam z podręczników. W e-mailowej korespondencji ze swym wydawcą historyk tłumaczący owe manuskrypty próbuje wpasować nowy obraz w stare ramy, odwołując się do rozmaitych metodologii badań historii. Zabawne, jak długo mu się to powodzi - na jak chybotliwych zasadach okazuje się być zbudowana nasza wiedza o przeszłości.

Wydawca jednakowoż nie daje się zbajerować. „GOLEMY???!!! W średniowiecznej Europie?! Co następne? Zombie i półtrupy?!! To już fantasy! NA POMOC!” Albowiem w ostatecznym rozrachunku o granicach prawdy historycznej - tego, co za takową uznajemy - decydują zakodowane w kulturze, arbitralne kryteria realizmu i nieprawdopodobieńswa. Historia zaczyna się tam, gdzie kończy się fikcja literacka.

Czym by „Księga Aszy” nie była - historią alternatywną na fundamentach SF lub na fundamentach fantasy - jako po prostu literaturę czyta się ją świetnie.

Jacek Dukaj

Kathleen Ann Goonan „Jazz Królowej Miasta”, tłum. Piotr Budkiewicz, Zysk i S-ka 2004, cena: ?

Mary Gentle „Utracona historia”, „Pierwsza księga Aszy”, tłum. Zbigniew Gieniewski, Zysk i S-ka 2005, cena: ?