Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 185 (1998-02).
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż wydawnictwo Amber nie lubi czytelników swych książek i wszelkimi możliwymi sposobami stara się ich zniechęcić. Po pierwszej części „Dziejów czarownic z rodu Mayfair”, wydanej w czterech tomach, a każdy tłumaczony był przez kogo innego, kazało czekać na „Lashera” dwa lata. Ten liczy sobie już jeno dwa tomy i posiada jednego tłumacza, lecz i tak jest od „Godziny czarownic” sporo droższy. I choć nie występuje tu wewnętrzne pomieszanie w nazwach i imionach własnych podobne do tego z „Godziny”, gdzie ta sama postać wykazywała u poszczególnych translatorów różną płeć, to i tak można mówić o twórczym wkładzie tłumaczki w polską szkołę przekładu.
Lasher to imię demona, który w finale „Godziny” zyskał ciało, rodząc się z głównej bohaterki, czarownicy-neurochirurg Rowan Mayfair. Następnie porwał ją i starał się z kolei spłodzić z nią potomstwo swego gatunku, córkę konkretnie, by z niej odrodziła się cała rasa owego nibydemona, tzw. Taltosi. Co powodzi mu się częściowo: Rowan jednak ucieka, jej mąż zabija Lashera, ona sama swą z nim córkę, the end. I to jest całość głównego wątku powieści - objętość nabijają wątki poboczne i liczne retrospekcje, a część z nich czyta się naprawdę z zainteresowaniem (np. opowieść ducha Juliena).
Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, iż Rice przez większość 600 stron sypie garściami barokowych opisów i rozwlekłych gawęd o przyszłości drugoplanowych postaci. Nadto w „Lasherze” następuje wyraźny przeskok w nastroju i stosowanej przez autorkę konwencji, być może jest to nawet skok gatunkowy. Klasyczna, pięknie podana w „Godzinie” opowieść grozy została w „Lasherze” zreinterpretowana według prawideł SF i zracjonalizowana do cna. Żadne siły nadprzyrodzone, a ewolucja, biologia, genetyka. Stąd owo DNA demona, na serio analizowane przez naukowców. Skoro już jednak Rice weszła na to pole, powinna stosować się do obowiązujących tu reguł: energetyczna absurdalność błyskawicznego procesu rozmnażania i dorastania Taltosów bije w oczy.
Tłumacz nie nawykły do naukowego słownictwa dołożył swoje trzy grosze do pojęciowego miszmaszu. Pani Pustuła, najwyraźniej nie mając pewności co do poprawności dokonanego przekładu, pozostawiła w polskim tekście włamane całe sformułowania i zdania w angielskim oryginale - str. 61: Nie udało mi się przeprowadzić hodowli na ludzkich komórkach (haven't be able to culture it with any human cells). Co gorsza, dotyczy to dialogów. W przekładach prac naukowych istnieje wprawdzie zwyczaj podawania pewnych terminów, których spolszczona wersja nie utrwaliła się jeszcze jednoznacznie, także w oryginale - ale, na litość boską, w żadnym razie nie dotyczy to literatury pięknej! W ostateczności można było uciec się do przypisów tłumacza bądź redaktora, a „Lasher” prócz technicznego posiadał jeszcze redaktora merytorycznego!
Jacek Dukaj
Anne Rice Lasher, t. I i II. Dzieje czarownic z rodu Mayfair. Tłum. Hanna Pustuła; red. merytoryczna: Magdalena Makowska; red. techniczna: Liwia Drubkowska: korekta: Grażyna Henel. Amber 1997. Cena 22,80 + 23,80 zł.