Duchy, VR i zło tego świata

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 260 (2004-05).

Książki nie stanowiące części żadnego cyklu stają się w fantastyce coraz rzadsze. Z trzech tu omawianych jedna jest początkiem wielotomowej serii SF, jedna - środkowym tomem trylogii fantasy, a ta, od której zacznę - cóż, dla objaśnienia zależności między kolejnymi tytułami tryptyku Tima Powersa muszę się uciec do porównania z figurą geometryczną. Proszę sobie wyobrazić trójkąt równoramienny, którego wierzchołkami u podstawy są powieści „Data ważności” i „Ostatnia odzywka” - wówczas wierzchołkiem górnym będzie „Sejsmiczna pogoda”.

Co jest o tyle ważne, że bez znajomości dwóch „tomów pierwszych” lektura „Sejsmicznej pogody” właściwie nie ma sensu, a w każdym razie przez sto-dwieście stron będzie czytelnika mocno konfundować. Pojawiają się, co prawda, nowe postaci, ale cała intryga, jej główni aktorzy i wszystkie prawa świata ponadzmysłowego - pochodzą z „Daty” i „Odzywki”.

Powers pisze współczesne, erudycyjne fantasy, ściśle zszywające materialną rzeczywistość Stanów Zjednoczonych XX-XXI wieku - ich popkulturę, technologie użytkowe i miejski folklor - z rzeczywistością pozaempiryczną: religiami, mitologiami, przesądami, Jungowskimi archetypami. Nie ma, powszechnego w horrorach i urban fantasy, ostrego podziału na zimny, racjonalistyczny świat nowoczesny oraz to, co pochodzi sprzed czasów rozumu. U Powersa do świata duchów wprowadza nas np. Thomas Edison. Od spirytualisty wymaga się tu manipulowania polem elektromagnetycznym z wprawą inżyniera elektryka.

Osią fabuły „Sejsmicznej pogody” są próby wskrzeszenia Scotta Crane'a (znanego z „Odzywki”), Króla Rybaka zachodniej Ameryki, władcy świata niewidzialnego, zamieszkanego przez duchy i bogów. Gdy choruje Król Rybak, upada kraj; w czas jego śmierci trzęsie się ziemia. W „Pogodzie” Powers mitologizuje kolejną metropolię-symbol: San Fransisco. Słynne kalifornijskie winnice to domena samego Dionizosa. Najciekawszą postacią okazuje się kobieta cierpiąca na schizofrenię nieodróżnialną od opętania: obie diagnozy są równie prawdziwe. W sumie jednak jest to książka dla fanów Powersa i zdecydowanie nie najlepsza w jego dorobku.

Autor ten buduje narrację, a zwłaszcza dialogi, z gęstej sieci kolokwializmów, ezoterycznych odwołań do literatury, historii i rozmaitych mitologii oraz amerykańskiej popkultury. Ich sens nazbyt często ginie w tłumaczeniu. Dla czytelnika nie prowadzącego w głowie ciągłego „śledztwa nad tekstem” duże jego partie pozostaną kompletnie niezrozumiałe.

„Gamedec. Granica rzeczywistości”, zbiór opowiadań Marcina Przybyłka o Torkilu Aymore, ustawia poprzeczkę znacznie niżej; zbyt nisko. Składa się on z tekstów w części publikowanych na łamach „NF”. „Gamedec” oznacza „game detective”: detektywa rozwiązującego zagadki wirtualnych gier. Lektura zbioru pozostawia wyraźny posmak retro - zamierzony lub nie, czasami wychodzący na dobre, częściej na złe. Niezręczne neologizmy niczym z SF sprzed pół wieku, dosłowne wyjaśnienia starych pomysłów, samo wyobrażenie świata gier ledwo nadąża za MMORPGs. Torkil stanowi entą wersję samotnego detektywa-kobieciarza. To, co Przybyłek prezentuje jako zaskakujące Aymore'a nowości, w SF (także polskiej) było już wykorzystywane nieraz. Czy naprawdę można jeszcze dzisiaj od kogokolwiek oczekiwać zdumienia problemem nieodróżnialności rzeczywistości od VR?

Fabuły opowiadań opierają się na bardzo prostych schematach, same w istocie przypominają scenariusze gier - jakkolwiek byśmy ten zabieg nazywali, nie staną się dzięki temu bardziej interesujące. Również zagadki rozwiązywane przez gamedeca są zbyt proste i przewidywalne, by zaskoczyć czytelnika; czasami trudno powiedzieć, za co właściwie klienci płacą Torkilowi. To mogłyby być rewelacje dla zupełnego nowicjusza w SF i RPG, ale nie dla profesjonalnego detektywa VR. Bohaterowi brak zresztą nie tylko bystrości, ale i głębi: te teksty znacznie lepiej sprawdziłyby się jako scenariusze komiksów. Jest zresztą w estetyce świata Przybyłka coś, co nieodparcie kojarzy mi się z mangą i anime.

Poświęcam czas na krytykę, bo widzę potencjał. To nie jest literacka porażka, nie czyta się też „Gamedeca” źle. Autor się wyraźnie rozwija. Zaczął z nie najwyższego pułapu, lecz z czasem rozpoznaje kolejne konsekwencje i komplikacje rozgrywanych przez siebie założeń - najlepsze w zbiorze jest opowiadanie ostatnie. Wygląda to trochę tak, jakby Przybyłek samodzielnie powtarzał całą drogę ewolucyjną gatunku. Ponieważ zapowiada kilkanaście tomów przygód gamedeca, zapewne dotrze do rozwiązań oryginalnych. Tymczasem pozostaje mu życzyć powodzenia w dalszym ćwiczeniu pióra.

„Szczury i krety” Tomasza Piątka znajdują się na przeciwnym biegunie większości estetycznych i literackich skal. Druga część trylogii fantasy autora znanego wcześniej z opowieści realistycznych zawiera jeszcze więcej sadyzmu, perwersji i czarnego jak węgiel humoru niż część pierwsza - a sądziłem, że to niemożliwe. Dobrze, że Piątek serwuje nam tę prozę w tak drobnych porcjach (po 150 stron); dawki mocniejsze byłyby zaiste nie do zniesienia. Klasyczna fantasy opisuje bajkową walkę z równie bajkowym złem - jakimiś orkami, ghoulami, demonami - a tu Piątek pokazuje nam zło prawdziwe: wszystko najgorsze, do czego zdolny jest człowiek. Zło w takim stężeniu, iż ulega wytrąceniu z przesyconego bólem świata i tworzą się jego kryształy: postacie, sceny, myśli tak chore, że budzą awersję zgoła organiczną, jelita się prostują i żółć do gardła podchodzi. Oho, najwyraźniej sam zaraziłem się fizjologiczną metaforyką Piątka.

Ceniąc więc książki potrafiące „wykręcić” umysł czytelnika, stawiam bez wahania „Ukochanych Poddanych Cesarza” obok najmocniejszych czarnych psychotropów literatury. To jest siłą fantasy Piątka - nie fabuła, która w „Szczurach i rekinach” postępuje naprzód ledwie trzy kroki. Rzec o fabule „Poddanych”, iż jest płynna i wciągająca, byłoby bezczelną przesadą.

Połowę tomiku wypełniają dialogi z przesłuchań kolejnych postaci - prawie każda bowiem zostaje w końcu o coś oskarżona - składające się głównie z radosnych opisów czekających je tortur. Totalitaryzm Cesarstwa posunięty jest do absurdu; to państwo zinstytucjonalizowanego cierpienia i nieczułości - gorzej: to kultura cierpienia i nieczułości. A że dostrzegamy w tej kloacznej makabrze z krainy baśni prawdę naszego świata - na tym polega przerażające zwycięstwo Piątka.

O ile jednak cenię i lubię chorobliwą prozę np. Kathe Koja, o tyle „Ukochani Poddani Cesarza” zdobyli jedynie mój zimny szacunek; nie sądzę, bym kiedykolwiek do nich wrócił. Czy jest coś bardziej jałowego od nihilistycznego cierpienia?

Im bliżej końca, tym częściej Piątek skręca w narrację wierszowaną - jego bohaterowie rymują zgodnie z tradycją jednej z prowincji Cesarstwa - wpadając w rytm ni to dziecięcej wyliczanki, ni ulicznego rapu. Temat? Oczywiście okrucieństwa, perwersje i wszelki gnój duszy. „Pamiętam, jak dziadek obciął babce nogę, siekierą odrąbał, opatrzył niebogę. Babka się poddała, nic nie uciekała. Tak to samo było, tylko trochę długo, kiedy odrąbywał on jej nogę drugą”. I tak całymi stronami. Z pewnością nie jest to powieść, do jakiej przyzwyczajeni są fani Tolkiena i naśladowców - lojalnie ostrzegam: nie dajcie się zwieść etykietce fantasy. (A już w żadnym razie nie jest to fantasy dla dzieci!)

Gdyby jednak Tolkien był mieszkańcem totalitarnego piekła Korei Północnej, wymyśliłby zapewne właśnie taką mitologię fantasy - teodyceę prostą i brutalną jak cięcie katowskiego miecza. Skąd zło na świecie? Z ludzi - ludzie są źli z natury, od urodzenia, w sposób konieczny. Dobro to nieobecność zła; samo, jako takie, nie istnieje. Ontologia Piątkowego świata jest tu bardzo konsekwentna: ludzie zostali stworzeni przez czystych i nieśmiertelnych elfów ze żmii i kretów, i po śmierci na nie się rozpadają. Z plugastwa powstaliśmy, w plugastwie żyjemy, plugastwo rodzimy, amen.

Jacek Dukaj

Tim Powers Sejsmiczna pogoda, tłum. Mirosław Jabłoński, Zysk i S-ka 2004, cena: ?
Marcin Przybyłek Gamedec. Granica rzeczywistości, SuperNowa 2004, cena: 26.00 zł.
Tomasz Piątek Szczury i rekiny, Ukochani Poddani Cesarza tom 2, Runa 2004, cena: ?