Dziwny jest świat nastolatka

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Science Fiction” nr 34 (2004-01).

Się nie spodziewałem i proszę, przyjemne zaskoczenie. Akcja „Donnie Darko” rozgrywa się w czasie kampanii wyborczej Busha seniora (pierwszej), na archetypicznym „amerykańskim przedmieściu”, w archetypicznej „amerykańskiej rodzinie”, a tytułowym bohaterem jest nastolatek, który ma problemy z kontaktowaniem z rzeczywistością. W ciągu pierwszych pięciu minut filmu nawiedza go gigantyczny królik-upiór („Why are you wearing that stupid rabbit suit?” „And why are you wearing that stupid human suit?”), dostaje przepowiednię o rychłym końcu świata, a w jego sypialnię spada silnik Boeinga, chociaż żaden samolot wówczas w okolicy nie przelatywał. Dalej mamy m. in. „Filozofię podróży w czasie” i seksualną interpretację kreskówek o Smurfach. Kto lubi filmy „zakręcone”, nie zawiedzie się „Donniem”.

Fabuła rzeczywiście jest powikłana, a la Lynch, i obiecuje znacznie więcej, niż na koniec dostarcza: dla mnie zakończenie nie było satysfakcjonujące. Jako całość to w żadnym razie nie jest film doskonały, choć ma sporo zapadających w pamięć momentów perfekcji. Najlepsza jest tu wszakże owa specyficzna atmosfera, sposób oglądu świata, pokazujący najnormalniejsze rzeczy z życia nastolatka jakby oczyma zdumionego Obcego. Zapewne tak widzi to Donnie, bez przerwy na prochach, przepisywanych mu przez psychiatrę. Znajduję w tym jakąś psychologiczną prawdę o procesie dojrzewania.

Chwilami prawie ciarki przechodzą - chociaż to w żadnym razie nie jest mroczny film, raczej melancholijnie humorystyczny: te leniwe, słoneczne popołudnia na zielonych trawnikach przedmieści, te wszystkie słabości i dziwactwa ich mieszkańców, ironia zamiast nienawiści i groteska zamiast grozy...

Przez drugi plan przetacza się tu tabun znanych aktorów, na czele z Patrickiem Swayze, grającym lokalnego guru kiczowatej psychoterapii, a przy tym pornografa-pedofila. Ale najmocniej pamięta się Jake'a Gyllenhaala w roli Donniego; to taki mniej telewizyjnie przystojny Tobey Maguire o spojrzeniu Alexa z Kubrickowej „Mechanicznej pomarańczy”.

Zadziwiające, że takie filmy - oryginalne, wbijające się w pamięć, pobudzające wyobraźnię - potrafią przejść kompletnie bez echa, niezauważone; w Polsce chyba w ogóle nie sposób go obejrzeć. Można liczyć tylko na pocztę pantoflową, listy fanów w Internecie i oddolne rankingi: na IMDB wspiął się już do pierwszej setki.

„Donnie Darko” jest autorskim dziełem niejakiego Richarda Kelly'ego (o ile możliwe jest autorskie dzieło w Hollywood; produkowała to Drew Barrymore). Z niecierpliwością czekam na jego drugi film.

Jacek Dukaj