Ten straszliwy erudyta powrócił i znowu wypruwa flaki z Historii, biedaczka już nawet nie próbuje się bronić, krwawe ochłapy latają na wszystkie strony; leży nieruchomo, wielkie, bezwładne cielsko. Tylko czemu ja przy tym bez przerwy chichoczę?
Zanim zajmę się najnowszym jego dziełem, muszę wyznać, iż należę do tych nielicznych, którym spośród powieści Umberto Eco „Wahadło Foucaulta” podobało się tak samo, a może i jeszcze bardziej, co „Imię róży”. To prawda, fascynują mnie teorie spiskowe; ale leży za tym upodobaniem głębsza symetria gustów. Zarówno bowiem umysł wyszukiwacza spisków, jak i dociekliwego historyka czy dziennikarza politycznego, charakteryzuje się pewną elastycznością wnioskowań, skłonnością do dostrzegania związków wszystkiego ze wszystkim, w jednym ciągu kauzalnym znaleźć się tu mogą: przepis na sos grzybowy, epidemia dżumy, cena obrazu Picassa i wzrost aktywności Słońca; kto wie, może rachunek od dentysty Hitlera wyjaśni tajemnicę zabójstwa JFK? Prawda o przeszłości kryje się w sekretnych związkach między chaotycznie rozsypanymi po zbiorach wiedzy zapisami wydarzeń. W zależności od tego, jak my, dzisiaj, połączymy ze sobą owe wydarzenia, taki obraz historii się nam wyłoni - ale w ostatecznym rozrachunku, cóż decyduje o wyborze takiego, nie innego wzorca, jeśli nie wspólne, podświadome przekonanie, gdzie leży granica tego, co „prawdopodobne”, co „mogło naprawdę się zdarzyć”? Lecz potem przychodzi taka zgraja chorobliwie inteligentnych maniaków historii, jak w „Wahadle Foucaulta”, i z tych samych elementów układa, miast sceny dyplomatycznej, satanistyczną orgię.
Najnowsza powieść Eco, „Baudolino”, pozwala nam spojrzeć na ten kalejdoskop od drugiej strony, zaobserwować historię in statu nascendi, poznać jej postać „prawdziwą”, przed zaszyfrowaniem. Skąd cudzysłów? Ano, bohater i narrator, tytułowy Baudolino, to kłamca doskonały: cokolwiek wymyśli, nie tylko wszyscy inni bez wahania mu wierzą - sam sobie wierzy, i rychło przestaje odróżniać pamięć prawdy od pamięci kłamstwa. Historii niezamąconej więc tu przed nami Eco nie odkryje (bo i jakim cudem?); przejdziemy wszakże ostry kurs Eco-logii, nauki o mechanizmach deformacji przeszłości.
Baudolino, chłopski syn, urodzony poliglota, wzięty w opiekę przez Fryderyka Barbarossę i wysłany przezeń na nauki do Paryża, zyskuje wpływ na głównych aktorów politycznej sceny średniowiecza, a to podsuwając im godne Zagłoby fortele, a to dokonując bezpośrednich fałszerstw i mistyfikacji. Zaczyna od objawień świętych, regulacji praw cesarskich, wyświęcenia Karola Wielkiego, spreparowania relikwii Trzech Królów i sporządzenia słynnego listu księdza Jana (opisu rzekomego chrześcijańskiego królestwa w Indiach) - a potem jest jeszcze efektowniej. Sam proces sporządzania owego listu stanowi dokładne odbicie deszyfracyjnych wysiłków historyków-amatorów z „Wahadła”: ot, zebrało się na przytulnej stancji paru paryskich żaków, różnej wiary i różnego pochodzenia, zaczęli nocne dyskusje na tematy najważniejsze (czy jest próżnia, czy nie ma; czy Jezus narodził się i umarł także na innych światach etc.), nie żałując sobie wina ni haszyszu rychło przeszli od słów do czynów, tzn. do pióra - i nuże Tworzyć Historię.
Nie rozumiem głosów oskarżających „Baudolino” o stawianie czytelnikowi zbyt wysokiej poprzeczki. Żadnych wielkich wymagań co do wiedzy historycznej Eco nie ma; by rozpoznać przewrotność opisywanych intryg, wystarczy podstawowe obeznanie ze średniowieczem. Jest to natomiast bez wątpienia najlżej napisana spośród powieści Eco, w ciągłym przymrużeniu oka. Sam bohater i sposób jego opowiadania powodują, że trudno powstrzymać uśmiech, a co parę stron wybucha się wręcz głośnym rechotem - przekomiczny jest na przykład pierwszy rozdział, skreślona własną ręką Baudolina w bełkotliwym protojęzyku opowieść o jego dzieciństwie i spotkaniu z cesarzem.
Jakże więc podsumować tę książkę? „Historia w krzywym zwierciadle”? Wydaje mi się, iż Eco starał się raczej pokazać, że historia sama jest krzywym zwierciadłem; że nie istnieją odbicia prawdziwe.
Jacek Dukaj
Umberto Eco „Baudolino”, tłum. Adam Szymanowski, Noir sur Blanc 2001, cena: 39.00 zł