Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 180 (1997-09).
Nieporozumienie sięga samego tytułu (w oryginale: „The Physics of Star Trek”); zważywszy na nikłą popularność w Polsce tego serialu wydawca nazwał książkę „Fizyką podróży międzygwiezdnych”. Nie jest to żadne kompendium na temat możliwych do zastosowania metod podróży międzygwiezdnych, ale recenzja ze „Star Trek”, napisana z punktu widzenia profesora fizyki. Pełno tu cytatów z filmu, odwołań do poszczególnych scen, anegdot, zapewne bardzo interesujących dla fanów „Star Trek”. Stąd też anonsowana na okładce przedmowa Stephena Hawkinga: on też zalicza się do ich grona.
Dwie trzecie książki poświęca Krauss rozważaniom nad pomysłowością tudzież nierzetelnością scenarzystów serialu i wypączkowanego zeń cyklu filmów kinowych. Na zaczerpniętych z nich przykładach prezentuje prawa fizyki, od newtonowskiej reguły akcji i reakcji, aż do mechaniki kwantowej. Tłumaczy na przykład, dlaczego statek „Enterprise” nie może „uciec” spod horyzontu zdarzeń czarnej dziury i dlaczego - gdy w filmie mimo wszystko to czyni - jego załoga nie powinna słyszeć żadnego efektownego „trzasku”. Podobne lapsusy wydają się Kraussa bawić; stara się bawić nimi czytelnika.
Ostatni rozdział stanowi właśnie spis dziesięciu największych wpadek twórców serialu, którzy pozwalają swym bohaterom m.in. widzieć w próżni światło lasera (to niemal obowiązkowy błąd w filmach SF) czy osiągać temperatury niższe od zera absolutnego. Rozdział przedostatni natomiast to analogiczna lista zagadek stojących przed współczesną fizyką, ilustrowanych, a jakże, przykładami ze „Star Trek”. Krauss zachwyca się przy okazji profetycznymi zdolnościami jego autorów, antycypujących istnienie nie odkrytych jeszcze podówczas cząstek; osobiście jestem zdania, iż dowodzi to jedynie ubóstwa wyobraźni językowej fizyków i scenarzystów, produkujących te same neologizmy dla nazwania obiektów o podobnych własnościach.
Co się tyczy metod międzygwiezdnych podróży, to Krauss serwuje nam opis i krytykę bodaj wszystkich stosowanych w serialu. Zasadniczo wyróżnić można trzy: tzw. napęd czasoprzestrzenny, rutynowo stosowany przez „Enterprise”, tunele czasoprzestrzenne oraz tzw. transporter (odpowiedniejszą polską nazwą, byłby chyba „teleporter”), działający w granicach danego systemu słonecznego. Dwa pierwsze Krauss uznaje za teoretycznie możliwe do ziszczenia. Istnieją, powiada, rozwiązania ogólnej teorii względności dopuszczające podobne gry z naturą (nawet podróże w czasie), lecz energetyczny koszt ich realizacji byłby tak kolosalny, że praktycznie z miejsca je dyskwalifikuje.
Najwięcej kłopotów sprawia ów transporter, teleportujący członków załogi statku z orbity na powierzchnię planety i z powrotem. Jak zeskanować człowieka do poziomu struktur subatomowych nie zabijając go przy tym? Jak odtwarzać organizm z elektronów, neutronów i protonów? Liczba koniecznych do zapisania i przesłania informacji jest tu niewyobrażalna. Czy w ogóle może być to informacja kompletna? Na długo przed filmem „Star Trek” rozważał ów problem Stanisław Lem w „Dialogach”.
Jacek Dukaj
Lawrence M. Krauss Fizyka podróży międzygwiezdnych. Tłum. Ewa L. Łokas, Bogumił Bieniok. Prószyński i S-ka 1996. Cena 9,80 zł. Na ścieżkach nauki.