Mainstream nie mówi o sobie „mainstream”, tak samo jak ludzie zdrowi nie wyróżniają siebie jako „ludzi zdrowych”. O tzw. głównym nurcie nigdzie nie dyskutuje się równie gorąco, co na konwentach fantastycznych. Niezależnie od przewag literackich, gołym okiem widać, kto wobec kogo ma tu kompleks. Mamy pretensję m. in. o hipokryzję głównonurtowców: gdy już jakiś utwór fantastyczny zauważą, chętnie odmawiają mu fantastyczności i przypisują do swojej tradycji, „bo jest zbyt dobry”. Uderzmy się we własne piersi: czyśmy nie winni podobnego grzechu?
„Kyś” Tatiany Tołstoj w założeniach świata jest fantastyczny, że bardziej nie można: kilkaset lat po Wybuchu, w mieścinie leżącej na gruzach Moskwy egzystuje społeczność wygeneratów i ludzi, dotkniętych rozmaitymi efektami (długowieczność, dodatkowe kończyny, organy etc.). Czyż nie jest to konspekt z szuflady Strugackich, Bułyczowa? A jednak niewielu miłośników SF postawi „Kysia” na tej samej półce, co np. „Piknik na skraju drogi”.
Przede wszystkim dla Tatiany Tołstoj fantastyka rzeczywiście jest jedynie „sztafażem”, który ma służyć wyakcentowaniu przesłania, a sam w sobie nie musi nawet trzymać się kupy. Po drugie, jak rzekłby inż. Mamoń, tu nic się nie dzieje - fabuły starczyłoby na skromną nowelkę, przez pierwsze 100 stron bohater ledwo wychodzi z domu do pracy. Znaczy się, mainstream, tfu.
Baczmy, gdzie sami sobie zakreślamy granice! Bo „Kyś” to bardzo dobra literatura. Czytałem z przyjemnością, im dalej, tym większą. Wciągał mnie język, rytm, melodia narracji, możliwa tylko w słowiańszczyźnie, ów gawędziarski „skaz”, który właśnie albo odrzuci, albo zahipnotyzuje i uwiedzie. (Jak wielka w tym zasługa tłumacza?) Brak ruchu fabularnego przestał mieć znaczenie: tę powieść budują dygresje, wewnętrzne monologi-dumania bohatera, chłopskie przypowieści pełne poetyckich wulgaryzmów godnych Wilqa. W ogóle trudno się przy „Kysiu” nie śmiać.
Dla Rosjan jest to z pewnością śmiech gorzki; my czytamy z pewną narodową Schadenfreude (czy uprawnioną?). Otóż i ów postkastroficzny świat, i rubaszną formę wybrała autorka w celu wykarykaturzenia specyficznej mentalności postradzieckiej; w celu zmitologizowania rosyjskiej współczesności. „Skąd to się bierze? Dlaczego wszystko u nas mutuje, dosłownie wszystko! Mało że ludzie, ale język pojęcia, znaczenie! Co? Rosja! Wszystko wywrócone na nice!” Tak, fantastyka ma moc uwypuklania prawdy w rozbudowanych metaforach - w opowiadaniach, powieściach, które są jednymi wielkimi metaforami. Dlaczego nikt jeszcze nie ujął w taką metaforę Polski XXI wieku? Potrzebny jest odpowiedni klucz. Tatiana Tołstoj wybrała prymityw, spojrzenie „od dołu”, od ludu, chłopstwa i prowincji. Ta mentalność jest najważniejsza, w niej wszystko, co w Rosji dobre i złe, ma swoje korzenie. „A i co my wiemy o życiu? Jak tak pomyśleć? Kto mu kazał być, temu życiu? Dlaczego słońce po niebie się toczy, dlaczego mysza się tłucze, drzewa do góry rosną, rusałka w rzece pluska, wiater kwieciem pachnie, a człek człeka kijem tłucze po łbie? Dlaczego niekiedy nawet tłuc nie ma chęci?” Prymityw, śmiech, karykatura - a co, jeśli taki jest pułap mentalny 90% wyborców w zabużańskich demokracjach? Śmiech więźnie w gardle.
Swego czasu fantastyka z upodobaniem wykorzystywała motyw naiwnego dzikusa, wraz z czytelnikiem stopniowo poznającego tajemnice swego świata, dziedzictwo wyższych cywilizacji i okrutne prawa rządzące społeczeństwami; dzikus zaczynał na samym dole, docierał na wyżyny (wiedzy i władzy). Bohater „Kysia” startuje z poziomu prawie-analfabety. Czarna jest puenta autorki: po przeczytaniu setek książek okaże się bodaj jeszcze głupszy.
Debiutacka powieść Michała Orzechowskiego pt. „I” wykorzystuje ten sam schemat: cywilizacja człowieka zdegenerowała się po serii katastrof spowodowanych (rzekomo) przez nadużywanie prądu elektrycznego. Bohater wędruje od slumsów upadłej metropolii do wysokich enklaw ocalałej techniki. Lecz mamy tu także nadnaturalne moce joginów, kolaż mistyki i popkultury, dyskusje o moralności i genetyce - raz serio, raz żartem; trudno czytelnikowi rozgraniczyć te stylistyki, skoro nie potrafił tego autor. Kontrast z „Kysiem” jest porażający.
„I” to typowa „fantastyka naiwna”, której naiwność, w odróżnieniu od „Kysia”, nie została zamierzona. Świat: słaba kalka z klasyki postkatastroficznej. Fabuła: dynamiczna, lecz prościutka i czysto życzeniowa; takoż motywacje postaci, odgrywających konwencjonalne role. Język na granicy poprawności. (Autor na dodatek upiera się czemuś przy błędnej adiustacji dialogów). Podobne utwory zazwyczaj znajdowały ujście w Internecie; jednak proces normalizacji trwa, skala jakości drukowanej prozy się powiększa, dziś łatwo zadebiutować fantastyczną książką. I to o jak pięknym opracowaniu graficznym! Aż żal, że treść mu nie dorównała.
Fantastyka nieanglojęzyczna przecieka do Polski coraz szerszym strumieniem; przede wszystkim właśnie rosyjska. Sukces filmowej adaptacji uczynił jednak opłacalnym wydanie np. japońskiego „Ringu” - i oto Znak prezentuje nam dublet wschodni. Takie książki bywają ciekawe chociażby jako mierniki różnicy, jaką wprowadza do gatunku kulturowa egzotyka. No i tu się na „Ringu” zawiodłem: jak mało jest Japonii w tej opowieści! Oczywiście, nazwy, imiona, geografia - ale poza tym tylko dwa-trzy gesty, grzecznościowe odruchy i krótkie wspomnienie o okupacji. Nic dziwnego, że tak dobrze udał się hollywoodzki remake: historia może się rozgrywać w każdym kraju, gdzie znają wideo.
Powieść w ogóle mnie rozczarowała. Reżyserzy mawiają, iż znacznie łatwiej nakręcić wybitny film z przeciętnej książki niż film choćby dobry z arcydzieła. Reguła się potwierdza; wyjątki są nieliczne. „Ring”-książka to poprawny horror bez wielkich ambicji. Może oceniam surowiej niż powinienem, bo, znając film, nie czekałem w napięciu rozwiązania zagadki śmierci widzów tajemniczego nagrania; ale też przy długich fragmentach pseudonaukowego bełkotu cisnęły mi się na usta niecenzuralne wyrazy. „Ring” straszy, lecz prymitywnymi środkami - nawet jeśli w hi-tech.
Jacek Dukaj
Tatiana Tołstoj „Kyś”, tłum. Jerzy Czech, Znak 2004, cena: 35.00 zł
Michał Orzechowski „I”, ilustracje i opracowanie graficzne: Linas Domarackas, Wydawnictwo Nowy Świat 2004, cena: 24.00 zł
Koji Suzuki „Ring”, tłum. (z przekładu angielskiego) Katarzyna Jakubiak, Znak 2004, cena: ?