Cenię Feliksa W. Kresa jako jedynego w Polsce twórcę prawdziwie niepodległej fantasy - tzn. takiej, która nie jest ani naśladownictwem, ani pastiszem, ani kontestacją wytartych wzorców; Kres idzie całkowicie „obok” tych konwencji, rozwijając własne założenia. Zarazem jednak większości jego prozy po prostu nie lubię. Po lekturze „Grombelardzkiej legendy” nie zmieniłem zdania; nic dziwnego, zważywszy, iż mamy tu do czynienia ze zbiorem poprawionych/rozwiniętych starych tekstów Kresa. Nie pochwalam zresztą samej tej metody: wypuszczania co kilka lat remake'ów swoich własnych tekstów. Jest to cokolwiek nie fair wobec czytelnika, a i nie wszystkie niezgodności fabularne da się do końca usunąć, vide rola Dorlana w przywróceniu wzroku Karenirze.
Karenira jest główną (tytułową) bohaterką „Legendy”. Właściwie zamiast streszczenia intrygi powinienem dać listę dramatis personae. Po pierwsze, trudno o mocny kręgosłup fabularny w przypadku de facto zbioru opowiadań (widać, że były one pomyślane jako oddzielne utwory: w każdym od nowa czytamy tłumaczenia specyfiki gór grombelardzkich, opisy tych samych miejsc i ludzi etc.). Po drugie, to, co naprawdę interesuje Kresa, czemu poświęca najwięcej uwagi i co stanowi główną treść opowieści - to interakcje między bohaterami i ich psychologiczny kontekst. Gotów jestem sklasyfikować te teksty jako prozę stricte psychologiczną; fantastyczna scenografia i gadżety stanowią (prócz jednego wyjątku) wymienne obiekty psychodramy, MacGuffinowe machiny fabularne. Klasyczne rozwiązania intrygi (finały wędrówek, kulminacyjne starcia) nie interesują autora zupełnie, potrafi porzucić wątki w połowie, jak w „Czarnych mieczach”. Więcej uwagi ontologii swego świata poświęca dopiero pod koniec, a zaiste jest to konstrukcja o rzadkiej w fantasy misterności i oryginalności; niewielu twórców w ogóle odważa się kojarzyć magię z np. matematyką (Szerer zdaje mi się koncepcyjnie podobny światowi Suligi z „Miasta Twarzy”). Ale równie dobrze mógłby Kres tego wszystkiego nie wyjaśniać, jego bohaterowie tak czy owak poruszają się w - epistemicznej i etycznej - pustce, i w tym zagubieniu są najbardziej ludzcy.
Przyjrzyjmy się więc „Legendzie” jako właśnie powieści psychologicznej. Kres ma upodobanie do postaci mocnych kobiet, kreślonych z takim rozmachem i tak ostro, że aż nadwyrazistych, na granicy karykatury: główna bohaterka, Łowczyni; zbójniczka Kaga; księżna Werena. Kaga jest jedyną, przy opisie której nie sposób pominąć fantastycznych założeń Kresowego uniwersum: istnieją tam trzy rasy rozumne: ludzie, koty i sępy; i Kaga to „kot uwięziony w ciele człowieka”, przykład analogicznego niezgrania duszy z ciałem, co u transseksualistów. Pomysł genialny; „sępa w człowieku” czekałem już zgoła niczym kryminalnej puenty.
Dotąd „Legendę” raczej chwalę - skąd moja dla tej prozy niechęć? Język poprawny: nie przeszkadza w lekturze, ale też sam w sobie nie stanowi atrakcji; nadużywane zwroty (jak „Prawda, że...”) łatwo usunąć w redakcji. Pisarskie wyczucie traci Kres w trzech rodzajach sytuacji: erotycznych, walki oraz (samo)opisów bohaterów - przesada prowadzi do niezamierzonej śmieszności, co miało szokować - bawi. Irytują też mizoginistyczne stereotypy podawane z pełną powagą w odautorskich komentarzach.
Ale wszystko to są detale; powód mej niechęci jest bardziej podstawowy, choć i bardziej subiektywny. Otóż ja w ogóle nie jestem w stanie uwierzyć w Kresowych bohaterów. Ich psychika, zachowania oraz świat nie sumują mi się w żadną prawdziwą (prawdopodobną) całość. Być może gdyby Kres poprzestał na ujęciu ich w klamrę fantasy bajkowej... Ale on świadomie dąży ku efektowi przeciwnemu: deszcz i błoto, krew i ekskrementy, pot, brud, smród i wszelkie niskie atrybuty cielesności. Więc podchodzę serio. A dostaję jedno przerysowanie za drugim, perwersję za perwersją, sadyzm za sadyzmem. Bylibyż to jacyś wyjątkowi aberranci? Ależ nie, autor podaje ich jako normę, takie rzeczy dzieją się tam bez przerwy. I jakże ocenia to moralność, religia, w jakich ideałach szukają ludzie pocieszenia? W żadnych; religii brak; wartościowania etyczne ograniczają się do uniwersalnego: „to nie było ani dobre, ani złe - jedynie konieczne”. Doprawdy, zadziwiające, że w ogóle znane są tam pojęcia dobra i zła.
Rozpada się to, co winno być najsolidniejsze: psyche postaci. Jest to raczej komiks psychologiczny: ekstremalne ćwiczenia w niemożliwym. Mocne, efektowne - ale lepiej niech się czytelnik nad tym dłużej nie zastanawia.
Jacek Dukaj
Feliks W. Kres „Grombelardzka legenda”, MAG 2001, cena: 37.00 zł.