Gwiezdnych imperiów czar

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 213 (2000-06).

Mijały lata i kolejne tomy Cyklu Barrayarskiego Lois McMaster Bujold, a ja wciąż pozostawałem w całkowitej nieświadomości zalet tych powieści, tak przecież wielkich, że uczyniły z nich „najczęściej nagradzany cykl w dziejach SF”. Żeby to jedna Hugo! - ale na autorkę nagrody sypią się nieprzerwanie. Niewątpliwie zatem musi istnieć jakiś stały pozytywny wyróżnik, cecha przemożnej atrakcyjności. Co to takiego? Nareszcie, w zręcznie podgrzewanej atmosferze oczekiwania na nową trylogię Lucasa, przyszło olśnienie: Bujold pisze po prostu „Gwiezdne Wojny” lat 90-tych.

Są te barrayarskie opowieści space operą o sporej galerii wyrazistych bohaterów, z sympatycznym protagonistą na czele, rozgrywającą się „gdzieś w Galaktyce”, o tle rozległym i barwnym, bo rozbudowanym do dziesiątek obcych planet i kultur, epicko rozciągniętym na kiloparseki sześcienne. Obok napędów FTL i inżynierii genetycznej, mamy tam Cesarza, ksiażąt i prawa feudalne. Konflikty miedzygwiezdne cechuje tu ta sama widowiskowość absurdalnej batalistyki: taktyka bitew morskich transponowana w kosmos i podbudowana standardowymi techbajerami. Jedyna różnica to brak elementu mistycyzmu.

Pomimo całej ich jawnej umowności, bajkowości - jest w tych skonwencjalizowanych na modłę fantasy sagach coś niezaprzeczalnie urokliwego, zwłaszcza dla ludzi od dziecka chowanych na SF. Nic dziwnego, że gdy pojawia się tu autorka posiadająca talent nieco większy niż Anderson (Kevin), Weber czy inni Zahnowie, rychło zdobywa sobie popularność. Bujold wydaje się zresztą przejawiać nieco większe ambicje, stara się wplatać w swe powieści wątki feministyczne, podbudować lekko psychologię postaci. Rodzimy wydawca początkowo również podchodził do nich poważniej, lecz po pierwszych tomach tłumaczenie i redakcja szybko spadły do poziomu charakterystycznego dla polskich przekładów space oper.

„Towarzysze broni” są piątą pozycją w już czternastotomowym cyklu, trzecią, w której głównym bohaterem jest kaleki geniusz wojskowy Miles Vorkosigan. Tym razem rzecz dzieje się na Ziemi (takiej dyplomatycznej Genewie Galaktyki), gdzie wywiady wszystkich mocarstw prowadzą ze sobą wielce skomplikowaną grę. Miles, występujący tam w dwóch postaciach - jako barrayarski lord oraz admirał Naismith - błyskawicznie zostaje w nią wplątany; rychło zamieszanie rośnie, gdy na scenie pojawia się klon Milesa. Czytelnik powinien czuć się usatysfakcjonowany: otrzyma stosowną porcję intryg i kontrintryg, pościgów, strzelanin i nagłych zwrotów akcji, nawet gustowny romansik i szczyptę dylematów moralnych.

Jacek Dukaj

Lois McMaster Bujold „Towarzysze broni”, tłum. Bartosz Grudowski i Piotr Szymczak, Prószyński i S-ka 1998, cena: 24.00 zł