„Obłęd rotmistrza von Egern”, debiutancki zbiór opowiadań Szczepana Twardocha, to przykład prozy charakterologicznej rodem z XIX wieku. Dzisiaj jest niezmiernie rzadko spotykana, ponieważ wymaga operowania jednoznacznymi kategoriami: że ktoś jest łajdakiem, albo człowiekiem odważnym, albo utracjuszem, albo romantykiem, albo głupcem.
Pomiędzy czytelnikiem współczesnym i XIX-wiecznym stoją dwie bariery. Po pierwsze, brak nam narzędzi do intersubiektywnego opisu ludzkiego postępowania. Skoro nie ma w kulturze zgody co do czynów „złych” i „dobrych”, próżno oczekiwać bardziej subtelnej typologii; a niewiele przymiotów natury człowieka jest etycznie obojętnych. Po drugie, nawet gdyby istniała taka umowa językowa (jak istnieje w gatunkach skonwencjonalizowanych lub ufundowanych na realiach anachronicznych), zamknięcie postaci w jej ramach jest odczytywane jako przejaw psychologicznego prymitywizmu. To już nawet nie chodzi o to, że nie ma ludzi jednoznacznych; chodzi o to, że sama próba bezpośredniego opisu cech charakteru trąci kiczem.
Oto dogmat: ludzie nie posiadają charakterów - oni się tylko tak lub inaczej zachowują. Zachowanie jest pierwotne wobec opisujących je słów.
Twardoch wychodzi ze stanowiska dokładnie przeciwnego, ignorując tradycje XX-wiecznego relatywizmu. Najpierw jest charakter człowieka - który istnieje w sposób równie obiektywny, co inne jego cechy: wzrost, waga, kolor oczu - a dopiero z niego wypływają człowieka czyny. To rodzaj idealizmu i autor stara się nawrócić nań czytelnika, to znaczy na tyle wciągnąć go w świat, język i sposób opowieści, by stały się one dlań naturalne i aby chociaż przez krótki czas myślał on tymi kategoriami. Między innymi po tym odróżniamy od masowej literaturę bardziej ambitną, tzn. stawiającą przed czytelnikiem wyzwania. Dobrą definicję podał w „Buncie mas” Ortega y Gasset: „Obecnie pisarz, kiedy bierze do ręki pióro, by napisać coś na znany mu gruntownie temat, powinien pamiętać o tym, że przeciętny czytelnik, dotąd tym problemem nie zainteresowany, nie będzie czytał dla poszerzenia własnej wiedzy, lecz odwrotnie - po to, by wydać na autora wyrok skazujący, jeśli treść jego dzieła nie będzie zbieżna z banalną przeciętnością umysłu owego czytelnika”.
Twardoch na razie pręży muskuły narracyjne - styl ma wyraźny, język płynny, jak rzadko zdarza się u debiutantów, wie też, o czym chce opowiedzieć. A tłem większości utworów jest właśnie załamanie się hierarchicznego porządku świata, zastępowanego przez porządek egalitarystyczny, władzę mas, oraz wszystko, co z tego wynika, czyli m. in. redefinicja wartości, na których zbudowany był i które kultywował świat stary (np. honoru).
W niektórych opowiadaniach (tytułowym i „Annie”) wychodzi to lepiej, w innych gorzej („Cud domu brandenburskiego” odstaje od reszty). Twardoch bardzo łatwo tworzy żywe, ciekawe postaci, trudniej mu zbudować z nich fabuły, których pretekstowość nie byłaby oczywista dla czytelnika. Przejawia ciągoty ku oracjom i dygresjom na fascynujące go tematy (szermierka, teoria rewolucji), łamigłówkom historycznym (von dem Kreuz jako Delacroix, Schlossbriantt jako Chateaubriand, kąsający księży pies Hegel). Pod tym ciężarem ugięła się „Otchłań”: mimo że najdłuższe opowiadanie zbioru, to i tak zbyt krótkie, by w naturalnym rytmie opowiedzieć wszystko, co chciał tu przekazać autor. Ów przymus spowiedzi wyobraźni właściwy jest młodym pisarzom, którzy przyszli do literatury z jasnymi ideami; widzę podobieństwo do Wojciecha Szydy.
W gruncie rzeczy mam to jednak za zaletę: spośród tylu mniej i bardziej utalentowanych debiutantów w polskiej fantastyce ostatnich lat, ilu w ogóle ma do powiedzenia coś od siebie? Zresztą narracja nigdy nie traci tu płynności charakterystycznej właśnie dla prozy XIX-wiecznej.
Opowiadania Twardocha rozgrywają się w świecie powszechników historii: nie w jakiejś konkretnej wersji Europy, lecz w Europie-w-ogóle, nie podczas konkretnej rewolucji, lecz - Rewolucji; bywa to jedynym wyznacznikiem fantastyczności opowiadania. Natomiast pierwszy tom powieści Dariusza Spychalskiego „Krzyżacki poker” gra z historią w sposób bezpośredni i dla Ortegi y Gasseta stanowiłby dobry przykład literatury masowej: daje czytelnikowi to, co on zna, lubi i czego oczekuje.
Clancy skrzyżowany z Sienkiewiczem: thriller militarny, w którym rolę Mocarstwa w Opałach przydzielono Rzeczypospolitej Trojga Narodów (Polski, Litwy i Ukrainy) - imperium kolonialnemu z wielkimi prowincjami m. in. w Afryce, gdzie w istocie rozgrywa się część akcji. Szlachta pustynna i spolszczeni Murzyni stawiają odpór hordom niewiernych, podżegając się przy miodach i mięsiwach okrzykami Zagłoby i Kmicica. Głównym wrogiem jest wszakże Zakon Krzyżacki, który chce się dzięki bombie atomowej wyzwolić spod jarzma Rzeczypospolitej, bo - serce rośnie! - od wieków jest naszym lennikiem i zakładnikiem potęgi Polaków. Nie sposób czytać tego bez uśmiechu satysfakcji. Od dawna spodziewałem się historii alternatywnych leczących polskie kompleksy. Spychalski, podobnie jak Komuda, świetnie gra na narodowych sentymentach.
Spójności konstrukcji historycznej jego świata po pierwszym tomie (krótkiej rozbiegówce, jeszcze bez wielkiej batalistyki) nie sposób ocenić, o przyczynach innego biegu dziejów Polski dowiadujemy się bardzo mało, głównie z przypisów; wydaje się, iż Rzeczpospolita rosła dzięki ofensywie islamu i szczęśliwym klęskom, np. wymuszającym równorzędną unię z Ukrainą.
Niestety, pod względem języka, fabuły i postaci „Poker” jest co najwyżej poprawny, poprawnością młodzieżowych powieści przygodowych i thrillerów politycznych pióra byłych sztabowców. Charaktery bohaterów określane są przez ich funkcje, dwa zdania opisują ich wygląd, życiorys i przeznaczenie fabularne; do takiej formy zdegenerowała się w popkulturze „proza charakterologiczna”. Zresztą tutaj nie ma bohaterów, są tylko postaci drugo- i trzecioplanowe. Narracja jest tak sucha i mechaniczna, że nie potrafię wskazać ani jednej cechy wyróżniającej styl Spychalskiego. I być może to właśnie jest przyszłość literatury masowej, podobnie jak w muzyce pop zwyciężają melodie generowane przez komputer.
Jacek Dukaj
Szczepan Twardoch „Obłęd rotmistrza von Egern”, Fabryka Słów 2005, cena: 24.99 zł
Dariusz Spychalski „Krzyżacki poker” tom 1, Fabryka Słów 2005, cena: 24.99 zł