Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 175 (1997-04).
Za opowiadanie „Hiszpańscy żebracy” Nancy Kress dostała Hugo i Nebulę. Postanowiła rozwinąć je w powieść; do tej powieści dorobiła jeszcze kontynuację. Opowiadanie jest lepsze od rozwinięcia, a to od kontynuacji - nie dochodzi jednak do kompromitacji pierwotnego pomysłu, co przydarza się autorom stosującym podobne strategie. Obie książki nie schodzą poniżej pewnego poziomu, warsztatowo i fabularnie są całkiem niezłe, przyjemnie się je czyta, choć bez wątpienia brak im świeżości i głębi opowiadania. Czyżby wybór dłuższej formy narzucał autorowi schematyzm postrzegania i opisu i zabraniał jakiejkolwiek oryginalności?
Kress w omawianych powieściach na plan pierwszy wysunęła problem walki klas. W opowiadaniu stanowiło to zaledwie tło dla rozgrywek psychologicznych pomiędzy bohaterami, w czym Kress jest naprawdę dobra; w socjologii, ekonomii i polityce natomiast najwyraźniej nie zdołała przeskoczyć Marksa z Engelsem. Założenia wyjściowe są następujące: rozwój inżynierii genetycznej pozwala na dokonywanie modyfikacji w genomie planowanych dzieci; im modyfikacje większe, tym zabieg droższy. Ekonomiczne rozwarstwienie społeczeństwa utrwala się więc przez wytworzenie kast - podgatunków homo sapiens. Na samym szczycie piramidy znajdują się Bezsenni. Im bardziej podrasowano twoją inteligencję, pamięć itd., tym lepiej zarabiasz, ergo tym lepsze poprawki fundujesz swemu dziecku - w ten sposób społeczne przepaści pogłębiają się. Wizja jest wewnętrznie logiczna i, trzeba przyznać, jej ziszczenie w bliższej czy dalszej przyszłości jawi się jako niepokojąco prawdopodobne.
Tu jednak kończy się opowiadanie. I pomysł. Fabuła obu powieści ogranicza się do dodawania w tej drabinie prowadzącej od małpy do Boga kolejnych szczebli. Bezsenni projektują Superbystrych, Superbystrzy konstruują semiorganiczne nanomechanizmy zmieniające człowieka w istotę potencjalnie autotroficzną - do tego próby opisu przemian społecznych, jakie to za sobą pociąga. Nadto rzecz jest irytująco amerykanocentryczna, wprost roi się tu od mott z Lincolna, cytatów z konstytucji USA, paralel do wojen o niepodległość i secesyjnej; reszta świata występuje w charakterze wirtualnej scenografii.
W kwestii inżynierii społecznej, której z takim zapałem oddaje się każda kolejna kasta nadludzi - pomimo wysiłków autorki, odwołującej się m.in. do „Wydziedziczonych” Le Guin - od uproszczeń aż boli głowa. Mam do Kress żal o zmarnowanie, przynajmniej częściowe, tak ważkiego tematu, jakim jest wpływ genomodyfikacji na ludzką cywilizację. Może po prostu rzecz ją przerosła. Z „twardą” SF bliskiego zasięgu jest dziś ten problem, że biorący się za nią pisarz musi być omnibusem, tzn. mieć pojęcie o aktualnym stanie nauki we wszystkich praktycznie dziedzinach oraz o rodzących się tam trendach. Nadto być oblatanym w polityce, ekonomii i najnowszej historii, a na koniec jeszcze „mieć nosa”.
Takich Lemów rodzi się dwóch-trzech na pokolenie. Reszcie pozostaje metoda Kress: trzymać się twardo jednego pomysłu i eksploatować go w kolejnych iteracjach do cna, po czym uciąć utopijnym rozwiązaniem. A wystarczy uświadomić sobie, że historia nie lubi symetrii, linii prostych, matematycznie opisywalnej stabilności układów zamkniętych. Jej żywiołem są dzikie sploty ludzkich żywotów, wynalazków, idei, zbrodni, pomyłek, krachów, przypadków. To w życiu, ale nie w SF: czytelnik by nie zniósł. Niech przynajmniej przyszłość będzie zrozumiała, skoro przeszłość nie chce być taka.
Jacek Dukaj
Nancy Kress Hiszpańscy żebracy. Żebracy nie mają wyboru. Tłum. Kinga Dobrowolska. Prószyński i S-ka 1996. Cena 14,90 + 14,40 zł