Klucz do przyszłości

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w czasopiśmie „SFinks” (2002-03).

Wszystkie kultury potrzebują mitologii; także subkultury. Więcej: samookreślają się przez nią, nie mogłyby bez niej być sobą, tak samo jak naród nie jest narodem bez wyidealizowanej historii, a religia - religią bez transcendentalnego punktu odniesienia. Mitologia istnieje, nawet zanim zostanie świadomie sformułowana i wyartykułowana, przy czym odbywa się to zazwyczaj stopniowo, w dziełach cząstkowych. Przyjmuje wówczas rozmaitą postać: utopii; antyutopii; przypowieści o bohaterach uosabiających ideały owej kultury; psychoanalitycznej spowiedzi jej członka; bajkowych opisów kulturowej codzienności. „Cryptonomicon” Neala Stephensona zawiera większość składników mitologii wspólnej dla wychowanych w świecie komputerów i internetu nerdów.

Nerd” (tudzież „geek”) w polskim tłumaczeniu, skądinąd wcale dobrym, zwie się „jajogłowym”. Te słowa posiadają podobne, częściowo się pokrywające pola znaczeniowe, nie są jednak tożsame (przekład stuprocentowo wierny nie jest możliwy, chyba że w przypisach zamieścimy pełną encyklopedię obcej kultury). „Jajogłowy” kojarzy się z poważnym (łysym) naukowcem, teoretykiem abstrakcyjnych dziedzin wiedzy, zamkniętym w murach uczelni - „nerd” natomiast to raczej nastolatek, nie kujon, lecz szczery fascynat komputerów, tajemnic wszechświata, chałupniczy inżynier - umysł „ściśle” podchodzący do wszelkich spraw życiowych; cechy wspólne stanowią zaś bez wątpienia: nieatrakcyjność, nietowarzyskość, niedopasowanie do grupy rówieśniczej, nieumiejętność przystosowania się do praw rządzących życiem w (danej) społeczności, czy wręcz nieświadomość tych praw. Stephenson dodefiniowuje nerda jako kogoś, kto zgoła „nie wie, kiedy powinien być zażenowany”. Jak bardzo owe licealne klasyfikacje („nerds” kontra „jocks”; dziewczęta posiadają częściowo odrębne hierarchie) ważą na życiu Amerykanów i jak mocne są te presje, pokazały chociażby Littleton i inne masakry szkolne. Boom komputerowy pokazał coś innego: że to do nerdów należy przyszłość.

Stephenson od początku zamierzył sobie „Cryptonomicon” jako powieść dla tego pokolenia/grupy. Mówi o tym otwarcie: „Jeszcze 10 czy 20 lat temu czytelnicy science fiction to byli inżynierowie średniego szczebla, naukowcy i studenci - nie darzeni zbyt wielkim szacunkiem przez resztę społeczeństwa. A teraz nerds kierują wszystkim i, jak sądzę, to sprowokowało zmiany w science fiction. Nagle jest to ulubiona literatura nowej generacji tytanów biznesu”. Ale „Cryptonomicon” sam nie jest powieścią SF - jest natomiast powieścią napisaną przez człowieka wychowanego na SF dla ludzi wychowanych na SF; cyberpunkiem drugiej generacji, u której Gibson stoi na półce obok Tolkiena i nie ma już sensu komputerów i internetu ufantastyczniać, bo ta fantastyka ma korzenie w rzeczywistości, a rzeczywistość - w fantastyce. „To był właściwie eksperyment, chciałem zobaczyć, czy to w ogóle możliwe: czy administratora sieci unixowych można uczynić fascynującym bohaterem?”. Otóż okazuje się, że można.

Bohater nazywa się Randy Waterhouse, a jego dziadkiem był Lawrence Pritchard Waterhouse, jeden z najlepszych alianckich kryptologów czasu II wojny światowej. Tytuł nie kłamie: to jest książka o szyfrach. Metaforycznych (życie jest szyfrem, tylko dostrzeżenie kluczowych elementów i organizującego je wzoru pozwala na podjęcie właściwych decyzji) oraz dosłownych. Lawrence zmaga się z niemiecką Enigmą, jego wnuk zaś staje przeciwko rozmaitym potęgom prywatnego biznesu i rządów, gdy wraz z przyjaciółmi próbuje zbudować w sąsiedztwie Filipin Kryptę: gwarantujący absolutne bezpieczeństwo i anonimowość światowy bank informacji i e-pieniędzy. Na Filipinach walczył też podczas II wojny światowej Bobby Shaftoe: dziadek wspólniczki/kochanki Randy'ego. Tam też pracował nad tajnym projektem japońskiej armii Goto Dengo, wróg/przyjaciel Bobby'ego. Narracja podąża w dwóch liniach czasowych tropem owych czterech postaci. Już z samego tego streszczenia, objętości książki (700 stron w sporym formacie i nie najmniejszej czcionce) oraz faktu, iż jej autorem jest Neal Stephenson - można się domyśleć, z jakim rollercoasterem fabularnym mamy tu do czynienia.

Wiele osób, sytuacji, dialogów posiada w „Cryptonomiconie” charakter wręcz archetypiczny - jak przystało na dzieło sięgające zbiorowej podświadomości (sub)kultury. Takim archetypem nerda/jajogłowca jest Lawrence Pritchard Waterhouse. Pokazuje to wyraźnie, że komputery i cała ta scenografia hi-tech nie jest konieczna: decyduje umysł, sposób rozumowania, postrzegania świata. Randy odziedziczył to już w złagodzonej, zmienionej formie. Ale spójrzmy, jak Lawrence się zachowuje, jak reaguje, prześledźmy tok jego myśli - który Stephenson ukazuje nam nader często. Nieprzystosowanie społeczne i rozmaite zabawne dziwactwa to jedynie skutek uboczny. Czytając biografie np. geniuszów matematycznych, odkryjemy mocne symetrie psychologiczne między nimi a nerdami XX/XXI wieku, których archetyp stanowi z kolei Randy Waterhouse.

Archetypiczny jest jego spór z humanistą-liberałem Kivistikiem; w kontraście nasz unixowiec-indywidualista prezentuje się zgoła konserwatywnym, pre-Roosveltowskim kapitalistą. Te kilka stron (ss. 70-73) dialogu o technologii streszcza cały ów konflikt paradygmatów (filozofii, systemów społecznych, języków), którego skutki obserwujemy obecnie m. in. pod postacią zamieszek antyglobalistycznych. Archetypiczna jest droga życiowa Randy'ego: od fascynacji role-playing games, przez obsesyjne próby „uściślenia” i „uwiarygodnienia” życia-symulowanego-w-grze (tu objawia się gen dziadka), co wymusza naukę programowania, i tak oto Randy zmienia jedną fascynację na drugą, silniejszą - do pierwszych prób zarobienia na tej pracy/hobby, pierwszej jego firmy hi-tech, pod nieustanną klątwą zabsurdalizowanego prawa i prawników korporacyjnych, zmieniających biznes w jakieś pokręcone, kafkowsko-mrożkowskie RPG. Które wszakże kosztować może Randy'ego życie. Ekonomiczne podstawy e-biznesu opisane są ze szczególną precyzją, włącznie z uniwersalnym biznesplanem. (Ponownie Stephenson o sobie: „Zajmowałem się programowaniem od czternastego roku życia. Mógłbym znaleźć taką pracę i zostać milionerem; zamiast tego piszę książki”.)

Gdzie nie sięga archetypu, tam w każdym razie daje nam Stephenson galerię typów i cech charakterystycznych dla tej kultury. Jakie są nerdów poglądy na rozmaite kwestie - a gdy się w nich nie zgadzają, to w jaki sposób o tym dyskutują; jak przenosi się to na ich życie osobiste i wiąże ich uczucia; jak wpływają na społeczeństwo i jak społeczeństwo wpływa na nich. Panorama jest rozległa także pod względem geograficznym: USA, Wielka Brytania, Skandynawia, Australia, Pacyfik, nadto kraje i ziemie nieistniejące, jak sułtanat Kinakuty czy Wyspy Qwghlmiańskie. Wszystko to napisane jest soczystym, ironicznym stylem, trochę przywodzącym na myśl Josepha Hellera, zwłaszcza we fragmentach wojennych; nawet opowiadając największe tragedie, nie zmienia Stephenson maniery „gawędziarza epoki informacji”. Samo sięgnięcie po tematykę II wojny światowej i Enigmy również jest w pewien sposób typowe: panuje obecnie moda na ten okres historii, wystarczy policzyć produkowane filmy i wydawane książki. W kolejnej powieści, „Quicksilver”, Stephenson cofa się zresztą o dalsze 300 lat.

Jak dotąd już chyba każdy się zorientował, że uważam „Cryptonomicon” za książkę bardzo dobrą i bardzo ważną, lekturę obowiązkową i to bynajmniej nie tylko dla miłośników SF, ale dla każdego inteligentnego człowieka, który chce nadążyć za tą wciąż przyśpieszającą falą - falą przyszłości, która nagle staje się współczesnością; oto otrzymuje klucz do zrozumienia kulturowych szyfrów jutra. Nie jest to jednak w żadnym razie powieść doskonała. Jak zwykle u Stephensona, kuleje zakończenie: ostatnie 100 stron pisane było jakby na Fast Forward, powieść „kiśnie”, rozpędzona fabuła prawie się rozbija, wiele koncepcji (Krypty zwłaszcza) jest pozostawionych w zawieszeniu, bohaterowie porzuceni w niepewności. Nie da się tak opasłej epopei zamknąć puentą stosowną dla opowiadania.

Jacek Dukaj

Neal Stephenson „Cryptonomicon”, tłum. Wojciech M. Próchniewicz, Prószyński i S-ka 2001, cena: 59.00 zł.