Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 151 (1995-04).
Jeśli pies pogryzie człowieka, jest to sensacja co najwyżej mierna. Gdy zaś to właśnie biedne psisko zostanie pokąsane przez przedstawiciela homo sapiens, grzmią o incydencie wszystkie brukowce. Kierując się tą, skądinąd wcale logiczną, zasadą, Michael „Jurassic” Crichton wykoncypował był sobie dla swojej następnej powieści, o nic nie mówiącym polskim tytule „System”, następującą fabułę:
Niejaki Tom Sanders, żonaty i dzieciaty, cokolwiek podstarzały yuppie, od kilkunastu lat pracujący w pewnej firmie w Seattle, lojalny i naiwny kierownik wydziału z widokami na fotel wicedyrektora, wplątany zostaje - przy swej całkowitej niewiedzy - w wielce skomplikowaną intrygę właściciela i prezesa firmy, mającą na celu doprowadzenie do maksymalnie zyskownej jej fuzji z jakimś molochowatym wydawnictwem, czemu na przeszkodzie stoją popełnione w przeszłości błędy w zarządzaniu, których prostą konsekwencję stanowią aktualne problemy firmy z produkcją jej potencjalnie największego rynkowego przeboju, przenośnych CD-ROM-ów nowej generacji. Krótko mówiąc, potrzebny jest kozioł ofiarny. Pada na Sandersa. Operację - sprawnie i szybko - ma przeprowadzić protegowana prezesa, Meredith Johnson, awansowana miast Toma dawna jego kochanka, bezwzględny demon seksu i dolara. I tu następuje kluczowa scena powieści: Meredith, jakby nie było przełożona Sandersa, zaprasza go wieczorem do swego gabinetu na niedwuznaczne tete a tete, zaopatrzywszy się wcześniej w wino tudzież prezerwatywy. Tom, z przyczyn, których sam nie bardzo pojmuje, zatrzymuje się, że tak powiem, w pół drogi, i skonfundowany rejteruje. Lecz jego los został przesądzony: na drugi dzień już wszyscy wiedzą, że ta męska szowinistyczna świnia Sanders próbował zgwałcić piękną Meredith. (Sanders wciąż spisku nieświadomy.) Nieszczęśnik zostaje obsmarowany w lokalnej prasie, w pracy wszyscy się odeń odwracają, traci przyjaciół, zaufanie żony; wali mu się świat - system jest przeciwko niemu: Sanders jest winny ponieważ jest mężczyzną. Zdesperowany Tom idzie na całość: wynajmuje adwokata i wnosi oskarżenie o molestowanie seksualne w miejscu pracy przez przełożonego. To znaczy przełożoną.
Nie bez przyczyny tak szczegółowo to opisuję. Bo wszak nie o te CD-ROM-y tu chodzi, nie o typowo Crichtonowe fajerwerki informatyczne (bardzo realistyczny prototyp bazy danych wykorzystujący virtual reality), gadżety hi-tech, ani o brutalną walkę o władzę. Cała książka trzyma się na owym sporze, toczącym się na sali sądowej i poza nią - kto kogo mianowicie gwałcił - oraz zaiste przerażającej wizji świata sfeminizowanego (przy czym chodzi tu o feminizm kobiety w istocie maskulinizujący) i poddanego jakiejś orwellowskiej reedukacji w myśl doktryn political correctness. Toż to włos na głowie się jeży! Horror obyczajowy! A proszę pamiętać, że dzień dzisiejszy Stanów jest w jakimś tan stopniu naszym jutrem, nie raz się potwierdzała ta reguła przesuniętej fazy; i nas czeka to wychylenie społecznego wahadła.
Dwa cytaty. Mówi dwudziestoparoletni bezkompromisowy geniusz informatyki, szef działu oprogramowania u Sandersa: Zatrudniamy czterdzieści procent kobiet, więcej niż inne działy, ale ciągle słyszę, dlaczego nie zatrudniamy ich więcej. (...) Kiedy zaczynałem pracę (...) było tylko jedno pytanie. Czy jesteś dobry? (...) A dzisiaj zdolności stanowią tylko jeden element. Teraz musisz mieć odpowiednią płeć albo kolor skóry (...). A jeżeli okaże się, że jesteś niekompetentny, nie można cię zwolnić. Jak widać, punkty za pochodzenie nie są wyłącznym wymysłem socjalizmu. I cytat drugi: Mężczyźni często rozmawiali między sobą o składaniu pozwów przeciwko kobietom za fałszywe oskarżenia. (...) Ale były to jedynie rozmowy. Wszyscy dobrze pamiętali o obowiązujących nowych zasadach. Nie uśmiechaj się do dziecka na ulicy, chyba że jesteś w towarzystwie swojej żony. Nigdy nie dotykaj obcego dziecka. Nigdy nie bądź sam na sam z czyimś dzieckiem, nawet na chwilę. Jeżeli dziecko zaprosi cię do swojego pokoju, nie idź tam, jeśli nie będzie obecna inna dorosła osoba, najlepiej kobieta. Na przyjęciach nie pozwól, aby mała dziewczynka siadała ci na kolanach. (...) Jeśli zobaczysz nagiego chłopca lub dziewczynkę, szybko odwróć wzrok. A najlepiej - odejdź. Należało też zachowywać się ostrożnie w stosunku do własnych dzieci, ponieważ jeżeli małżeństwo zaczynało się psuć, z oskarżeniem mogła wystąpić własna żona. (...) Był to świat zasad i kar nieznanych kobietom. Albowiem tragedią nie jest niesłuszne skazanie za podobne przestępstwa, nawet nie proces - ale samo oskarżenie. Zostałeś oskarżony - nigdy nie zetrzesz tego piętna. Utrata pracy, rozwód, odebranie praw do dzieci, depresja, zwykle alkoholizm i rynsztok albo dziewięć gramów ołowiu. Czy tak będzie wyglądać nasza przyszłość, posiadacze chromosomu Y?
Nie mieszkając w USA, nie jestem w stanie precyzyjnie stwierdzić w jakiej mierze są to tylko ostrzegawcze ekstrapolacje Crichtona, a w jakiej tamtejsza rzeczywistość. Chociaż - jak zwykle zresztą - jest on w tych swoich spekulacjach bardzo wiarygodny, przytacza przykłady, statystyki, prawnicze precedensy. Wydawca pisze, że to „powieść o walce płci”; raczej o dominacji jednej nad drugą, a swój sukces zawdzięcza ona właśnie owemu prostemu przenicowaniu schematu, odwróceniu ról. W Stanach stała się wręcz Biblią zakompleksionych macho, wywołała - ku uciesze autora i jego banku - prawdziwą burzę, wojnę ideologiczną; jedni widzą ją jako głos rozsądku, drudzy (drugie) jako antyfeministyczny paszkwil. Rzecz jasna, takiego bestselleru Hollywood przegapić po prostu nie mogło; w rekordowym tempie powstała ekranizacja z Michaelem Douglasem i Demi Moore. Tytuł oryginału, zarówno filmu, jak i powieści, Disclosure, oznacza odkrycie, odsłonięcie jakiejś tajemnicy, wyjawienie rzeczy do ujawnienia nie przeznaczonej: demaskację. W istocie my w Polsce wciąż się znajdujemy na etapie demaskacji wyzysku sekretarki przez szefa. Jeszcze kobiety mężczyzn do sądu nie pozywają za ucałowanie dłoni, pochlebny komentarz wyglądu czy opowiedzenie kawału o babie, co przyszła do lekarza. Znajdujemy się o to jedno wychylenie wahadła w tyle. Ale, jak wiadomo, zegara historii zatrzymać nie sposób.
Jacek Dukaj
Michael Crichton „System”, tłum. Sławomir Kędzierski, Amber, 1994, Srebrna Seria.