Koło fortuny

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 167 (1996-08).

Otóż najpierw należy uświadomić sobie, że taki człowiek żyje z tego, co pisze. Chce mieć pewność, że jeśliby opuściła go wena albo agent, nie będzie zmuszony iść na żebry. Nie ma związku, który by mu wystrajkował socjalne; nie ma miesięcznej pensji; nie może pójść na chorobowe. Cóż wiec robi? Zaczyna pisać cykl.

„Koło Czasu” Roberta Jordana liczy do tej pory siedem tomów. Jordan zapowiedział, że będzie go ciągnął do śmierci. Zważywszy, iż kolejne części są coraz dłuższe (ostatnia 1200 stron) i wypuszczane regularnie co rok - jasno widać, iż mamy tu do czynienia z Waligórą pióra pokroju Kraszewskiego. Nędza mu już raczej nie grozi, bo osiągnął wreszcie szóstym tomem „Koła Czasu” szczyty listy bestsellerów, co dało mu gwarancję sprzedaży dalszych tomów i wznowień tomów poprzednich. Strategia ta, która ze strony pisarza wygląda na eksploatację złotonośnej działki, czytelnikowi prezentuje się jako odmiana chińskiej pułapki na palec: nie można się wycofać, można jedynie zatrzymać się lub brnąć dalej. Należy zatem pilnie baczyć, komu i czemu pozwalamy się w ten sposób złapać.

To jest fantasy, fantasy klasyczna, ortodoksyjna. W każdym razie tak się zaczyna; czytając tom pierwszy („Oko Świata”, w dwóch częściach) bez problemu wychwytujemy liczne kalki prosto z „Władcy Pierścieni”. Jordan twardo trzyma się tu szablonu. Lecz to się zmienia; powoli, ale jednak. Streszczając: pięcioro przyjaciół musi opuścić swą leżącą gdzieś na krańcu cywilizowanego świata wioskę i ruszyć w niebezpieczną podróż; ściga ich przy tym połowa armii Złego. Przeznaczenie; misja do wypełnienia; nadciągające zagrożenie; mroczne tajemnice.

Wszelako po drugim tomie („Wielkie Polowanie” + „Róg Valere”) zaczynają pojawiać się wątpliwości. Oto inwazję na krainę baśni przeprowadza totalitarnie zorganizowany naród o orientalnej obyczajowości (rzecz ściągnięta z Feista, ale w Polsce ukazuje się to w odwrotnej kolejności), całkowicie indyferentny w stosunku do rozpoczynającej się świętej wojny z Shai'tanem. Nasi bohaterowie zaczynają zabawy z podróżami przez światy równoległe i rozszczepione rzeczywistości. W tomie trzecim idzie to jeszcze dalej: główny bohater popada w obłęd; coraz więcej postaci wkracza w strefę moralnej niejednoznaczności, rozmywają się w niepokojącą szarość; skomplikowany, wielce rozbudowany, nieomal naukowy system wyzyskiwania magicznych mocy owocuje przeróżnymi zadziwiającymi artefaktami, np. amuletem uginającym dookoła użytkownika pole probabilistyczne. A i sama konstrukcja Jordanowego świata powoli zaczyna odbiegać od standardu fantasy, już to dlatego, że tylko kobiety władne są dysponować Mocą nie popadając przy tym w obłęd, już to z racji obsadzenia przez nie wielu kluczowych politycznie stanowisk, już z uwagi na przyjęty przez autora obyczaj, każący mężczyznom pokornie podporządkowywać się ich żądaniom w każdej bodaj kwestii.

Nie sposób jednak narzekać na statyczną akcję: jest to fantasy przygodowa co się zowie, i to sprawnie napisana; potrafi wciągnąć, przywiązać do swych młodocianych herosów - dla czytelników nie zaznajomionych z gatunkiem, zwłaszcza tych młodszych, może stanowić atrakcyjny pomost do tytułów bardziej ambitnych. Książki te zostały pomyślane i napisane jako bestsellery - tak, by znaleźć maksymalnie dużą grupę nabywców.

W polskim wydaniu cyklu bez trudu można wskazać progresję także w innych, niezależnych od Jordana, dziedzinach. Podnosi się jakość tłumaczenia (którym zajmuje się jedna i ta sama osoba - rzadkie to, a godne pochwały); po zmianie redaktora widać w „Smoku odrodzonym” znaczną poprawę i w jego pracy. Jedynie mapa wykazuje niepokojące tendencje do degeneracji - należy trzymać się tej z tomu pierwszego, ona jest jednak najprecyzyjniejsza i najbardziej czytelna. Nie są to nic nie znaczące szczegóły: decydując się na śledzenie takiego cyklu, dokonujemy wyboru na wiele lat, i powinniśmy wpierw poczynić prognozy na podstawie dostępnych nam danych. Dochodzące z Zachodu informacje o zwyżkującej popularności „Koła” wyglądają w tym kontekście obiecująco: utrzymuje się tendencja wznosząca. Gdy chodzi o cykle fantasy, nie jest to częsty przypadek.

Jacek Dukaj

Robert Jordan: Koło Czasu. Oko Świata, cz. 1/2 (tom I); Wielkie polowanie i Róg Valere (tom II); Smok odrodzony (tom III, cz. 1). Tłum. Katarzyna Karłowska. Zysk i S-ka 1994, 1995.