Książki drugie

Poniższy tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 265 (2004-10).

Dawno nie było w polskiej fantastyce tak łatwo o debiut książkowy. Słychać wobec tego postulaty wprowadzenia jakiejś reglamentacji, tudzież złote wspomnienia z czasów trudnego debiutu. Brzmi mi to trochę jak melancholijne utyskiwania dzieci PRL-u, które nie umieją sobie poradzić z sytuacją wolnego wyboru na wolnym rynku. Nie o to chodzi, że ukazują się tuziny książek złych - ale że pojawia się corocznie kilka dobrych. Jeśli jest to „psucie rynku”, to najbardziej zepsutym okaże się amerykański rynek książki.

Debiutować każdy więc może - zadaniem krytyki jest odnajdywanie i wskazywanie czytelnikom debiutów najwartościowszych. Cztery są obecnie wydawnictwa nastawione na polską fantastykę. Fabryka Słów i Ares 2 skupiają się na autorach skądinąd znanych; nowych łowią SuperNowa i Runa, przy czym ta druga poczyna sobie znacznie odważniej i z większym w ostatnim roku sukcesem. Ona wydała książki, które uważam za najważniejsze debiuty w polskiej fantastyce ostatnich lat: Wita Szostaka i Wawrzyńca Podrzuckiego. Podrzucki był wcześniej kompletnie nieznany; Szostak opublikował trzy opowiadania w „NF”, ale nikt nie powie, że „wypracował” on sobie nimi nazwisko.

Teraz ukazują się drugie ich książki. Zwykło się uważać, iż to one, nie sam debiut, stanowią dla autorów prawdziwy test ogniowy. Pytanie bowiem nie brzmi już: „Czy to jest dobra powieść?”, ale: „Czy to jest dobry pisarz?”. Inna jest też sytuacja samych autorów - debiut to sukces niejako z definicji, ale potem trzeba już przeskakiwać samego siebie, a to zawsze najtrudniejsze.

Czy Szostak „Poszarpanymi graniami”, a Podrzucki „Kosmicznymi ziarnami” przeskoczyli swoje debiuty? Nie. Lecz potwierdzają wysoką formę; poprzeczki są w ich zasięgu.

„Wichry Smoczogór” Szostaka mam za książkę wybitną i wyjątkową nie tylko w fantastyce, ale w literaturze polskiej w ogóle. „Granie” wracają do magicznego świata smoczogórskich górali, tyle że kilkaset lat wcześniej. „Magicznego świata” - ale rzecz w tym, że nie jest to ani ubaśniowiona rzeczywistość polskich górali, ani „fantasy podhalańska”, choć tak wskazują pierwsze skojarzenia; nie ma tam też żadnej magii wyróżnionej z dziedziny niemagicznej: okład mistyczny jest kompletny i obejmuje wszystkie aspekty życia (tak postrzegali świat np. australijscy aborygeni, w których opowieściach Biali nie potrafili odróżnić snu od jawy). Szostak pisze „z wnętrza” tej mitologii, przy czym stopień zanurzenia w niej jest różny. Najgłębiej osadzone były „Wichry”; „Granie” natomiast to powieść szkatułkowa, o trzech stopniach zagnieżdżenia: opowieści w opowieści w opowieści. I te najgłębsze zbliżają się do mitologicznej gęstości „Wichrów”. Zresztą taka struktura odpowiada strukturze Szostakowego uniwersum. „Przyszło mu do głowy, że cały ten świat, te Smoczogóry i wszyscy górale, też musi być przez kogoś wymyślony. I ucieszył się, bo to by oznaczało, że i on jest wymyślony”.

Zarazem jednak właśnie konstrukcja szkatułkowa i to rozbicie narracji osłabia siłę opowieści o tajemniczym losie rodu Koźliców i nie pozwala na zapomnienie się w miękkiej frazie góralskiej gawędy, którą tak wspaniale odtworzył Szostak, nie uciekając się do żadnej stylizacji na gwarę - wystarcza mu składnia, rytm, melodia. Muzyka w Smoczogórach jest siłą pierwotną i w „Wichrach” rzeczywiście jedność formy z treścią była zupełna; „Granie” przemawiają bardziej do rozumu. Szostak, pokorny erudyta, koduje w poszczególnych podopowieściach rozmaite filozofie życiowe, by przyznać w końcu wyższość drodze dialogu. „Dopiero w rozmowie może się coś cennego dokonać, a nie poza nią. A Koźlice tacy już byli, że wszyscy gadali, a prawie żaden nie słuchał”. Paradoksalnie, bo przecież właśnie książka jest narzędziem samotności i dialogu zaprzeczeniem doskonałym: zamkniętym przekazem jednokierunkowym.

Przychodząc po „Wichrach”, „Granie” siłą rzeczy nie wywierają takiego wrażenia; a przecież i tak będzie to zapewne najlepsza polska fantastyka 2004 roku.

„Kosmiczne ziarna” Podrzuckiego stanowią natomiast bezpośrednią kontynuację jego debiutu - niech nie sięga po nie, kto nie zna „Uśpionego archiwum”. Do przedstawionych tam bohaterów tu dołączają nowi, akcja wychodzi poza Drzewa (ponadatmosferyczne megastruktury z uwolnionego bionano), na powierzchnię Ziemi. Możemy podziwiać jeszcze większą pomysłowość gadżetową i scenograficzną Podrzuckiego, gdy prowadzi nas przez tę eklektyczną przyszłość, rozpiętą między prymitywizmem i futur-technologiami. Widać już wyraźnie, że autor rozplanował sobie historię, świat i teorie, na których się opiera, z wystarczającym rozmachem, by rozegrać tuziny scenariuszy w kilku różnych konwencjach.

W „Archiwum” bowiem bohaterowie przemierzali w drużynie wnętrze Drzewa z w miarę jasną misją; teraz brak tak wyraźnej linii fabularnej, brak w ogóle głównego bohatera. Narracja skacze między postaciami, coraz wyraźniej prowadzonymi na sposób „filmowy”: dialog, działanie, dialog. Na szczęście te dialogi nadal bywają dowcipne i językowo zakręcone. Lecz zanika prawie zupełnie znany z „Archiwum” gęsty, organiczny opis, który tworzył niepowtarzalny klimat świata Yggdrasill.

W sumie „Ziarna” sprawiają wrażenie napisanych szybciej i mniej starannie - ale też jest to narracja wyraźnie żywsza, „amerykańska”. Pewne rozwiązania autor starannie zaplanował; inne pojawiają się przed postaciami omal jak deus ex machina. Najważniejszy jest tu ruch fabularny: bardziej niż „SF o świecie”, jest to już więc typowa „SF przygodowa”. I z przyjemnością stwierdzam, że Podrzucki okazuje się kompetentny w obu zakresach. Przypomina mi w tym Davida Brina (też naukowca w cywilu).

Na początku, gdy autor uczy się z książki na książkę i zmienia tak szybko, zamknięcie się w tym samym świecie, tej samej tematyce, stylu, z tymi samymi bohaterami - bywa bardzo niebezpieczne. Odbiera szansę na napisanie prawdziwej „książki drugiej” - zmusza do udawania kogoś, z kogo się już wyrosło. Szostak narzucił sobie luźniejsze więzy i swobodniej się w nich porusza; Podrzucki się szarpie i wyrywa na wolność. Na kolejną książkę Szostaka czekam spokojny; za Podrzuckiego trzymam kciuki.

Jacek Dukaj

Wit Szostak „Poszarpane granie”, Runa 2004, cena: ?

Wawrzyniec Podrzucki „Kosmiczne ziarna”, „Yggdrasill” tom 2, Runa 2004, cena: ?