Philip K. Dick nie umarł w 1982 roku. Może się o tym przekonać każdy, kto w miarę sprawnie operuje łodygami krwawnika. Księga Zmian ukazuje nam prawdę innego obrazu rzeczywistości.
Pierwsze losowanie:
Fu, „Powrót”. „Powrót korzystny jest dla sięgania po szczęście. W odchodzeniu i powrocie nie ma błędu. W nadejściu przyjaciół nie ma błędu. Zawracanie z drogi i powracanie po siedmiu dniach. Dobrze jest mieć dokąd pójść”.
Dobrze jest mieć dokąd pójść. Czy Dick miał dokąd pójść? Nawet gdy wyjeżdżał z Kalifornii, zabierał Kalifornię ze sobą. Na pewno nie wchodziły w grę żadne wielkie miasta, na pewno nie Nowy Jork, nie Kolumbia Brytyjska. Najpewniej średniej wielkości miasteczko gdzieś w środkowych stanach.
Wahał się, odchodził i zawracał. Znana jego biografia pełna jest takich szarpnięć, niczym psa uwiązanego na łańcuchu; łańcuch go zawsze powstrzymywał. Trzeba było dopiero ogłoszenia światu śmierci, by Dick mógł go zerwać.
Czy miał dokąd pójść? Nie miał, oferta musiała przyjść z zewnątrz, w ostatniej chwili. Powiada interpretator: Tylko znając właściwy czas można powracać. Pojawieniu się właściwego czasu towarzyszą zwiastuny – jest to przybycie przyjaciół.
Uratował go ktoś z przeszłości, zapomniany przyjaciel. Być może porwał, samemu sfingował zgon Dicka. A być może od dawna już razem budowali fałszywy życiorys, przygotowywali przykrywkę... Księga wskazuje taką właśnie ścieżkę przemian:
Fu, Ziemia nad, Błyskawica pod. Zmienia się w – Rzeka nad, Ziemia pod: Pi, „Związek”.
„Zgoda przynosi pomyślność. Jeżeli w badaniu i wyjaśnianiu leży prawość, wtedy nie ma błędu. Niepokój nadchodzi później. Ociągającym się fortuna nie sprzyja”.
Interpretacja: W świecie otaczającym człowieka istnieją rzeczy prawe i nieprawe, obiekty i zdarzenia rzeczywiste ze swej natury i te o charakterze złudnym i nieautentycznym. Wszystko, co nas otacza, wszystko, czego doświadczamy, tylko w części ma naturę prawą i rzeczywistą, resztę stanowi fałsz, niegodziwość i złudzenie.
Z tego Dick świetnie zdawał sobie sprawę; nieustannie próbował się przebić przez rozmaite iluzje – doskonale więc potrafił zbudować własną. Był zmęczony, to wiemy. Z początkiem lat osiemdziesiątych nareszcie poczuł, że osiągnął jaki taki sukces, wypłynął na spokojniejsze wody; starał się zwolnić tempo. Powiada interpretator: By być prawym, najpierw trzeba zadbać o umysł, stać się spokojnym, przez co badanie i wyjaśnianie spraw codziennych nie przynosi błędu.
Plan musiał się zrodzić podczas któregoś z dłuższych okresów trzeźwości, chemicznej czystości umysłu; był to właśnie owoc spokoju, nie zaś gorączki.
Zmiana zachodzi w linii pierwszej i linii piątej heksagramu.
„Po krótkim błądzeniu Powrót bez żalu. Wielkie szczęście”. Czy to możliwe, by Dick mimo wszystko nareszcie odnalazł szczęście? Lecz to tłumaczyłoby, dlaczego nie pojawiają się kolejne jego książki: motor jego szaleństwa zatrzymał się, zabrakło paliwa, Dick pogodził się ze światem i samym sobą. Powiada interpretator: Naturalny i niewinny umysł nie został jeszcze zatracony, wciąż jest obecny. Zawiera wielkie szczęście.
A więc lata, dziesięciolecia nadużywania rozmaitych narkotyków, życia na granicy choroby psychicznej, zmagań z „doświadczeniem 2-3-74” – nie zdołało do reszty wyżegać z Dicka tej podstawowej tęsknoty do normalności. W istocie przecież do tego zawsze dążył – tylko że ponosił porażki.
Szaleniec nie pragnie niezwykłości – pragnie przeciętności, zwyczajności.
Prawdopodobnie była to następna kobieta. („Związek” symbolizuje obcowanie i wzajemną bliskość). Ktoś dobrze znany, najbliższy, lecz nie brany w rachuby. Kochanka? Od toksycznych miłości właśnie uciekał. Kto zatem?
Powiada interpretator: Prawdziwy Powrót polega na ponownym docieraniu do rzeczywistości, z której wyszliśmy w momencie narodzin.
Ona nazywa się Jane Charlotte Dick i w świecie fałszu, niegodziwości i złudzeń uważana jest za zmarłą, zmarła w miesiąc po narodzinach, siostra-bliźniaczka. Któż byłby bliższy Dickowi? kto ma nad nim większą władzę? Na czyje wezwanie porzuciłby bez wahania całe dotychczasowe życie, ludzi, przedmioty i sławę – i uciekł w świętą anonimowość? Jane nie żyje - lecz nie odwołujemy się teraz do prawdy zmysłów, lecz do jedynego naprawdę pewnego źródła informacji: „I Ching”.
„Skupiony Powrót. Nie ma żalu”. Skupiony powrót to przede wszystkim uniezależnienie się od wpływów otoczenia, które nie zawsze jest korzystne dla osiągnięcia szczęścia.
Rzeczywiście, skoro Dick wyrwał się z zaklętego kręgu swych trujących znajomych, przyjaciół, kochanek i żon – zapewne nie jest już tym Philipem Dickiem, który wytrząsał sobie z głowy „Ubiki” i „Valisy”, lecz za to zdolny jest osiągnąć duchową niepodległość wcześniej nigdy nieosiągalną.
Czy możemy się jeszcze spodziewać jakiejkolwiek nowej prozy Philipa Dicka? Ma teraz siedemdziesiąt pięć lat. Czysty umysł, nową, normalną rodzinę, inne nazwisko; czyta o sobie w gazetach, w internecie, widzi przeróbki swych wizji w telewizji – i w kinie, gdy chadza z dziećmi, wnukami w weekendy do mallu w swoim miasteczku. Wieczorami słucha muzyki ze starego adapteru. Studiuje historię III Rzeszy i czasy starożytne, wreszcie nauczył się biegle greki i aramejskiego. Zasypia przy oknie szeroko otwartym na łąkę i las. Siostra gasi światło i przykrywa go kocem.
Lecz czy można zmienić się tak całkowicie? W każdym razie nawet jeśli nadal pisze, nie publikuje, nie pod swoim nazwiskiem.
Co pisze?
Tui, „Radość”. „W radości tkwi szczęście. Korzystna jest poprawność”.
Nie byłby zdolny powrócić. Nie ma już tamtego Philipa Kindreda Dicka. Niech żyje w spokoju, kimkolwiek jest.
Człowiek w Wysokim Zamku odkłada na bok suszone Achillea millefolium.
Jacek Dukaj
Do odczytania prawdziwej historii Philipa K. Dicka użyto „I Ching” w wydaniu oficyny Elliot, Bydgoszcz 1990, w opracowaniu Jacka Kryga i Tadeusza Zyska.