Lektura obowiązkowa

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 159 (1995-12).

Zacznę nietypowo, bo od gratulacji i podziękowań dla wydawcy, a konkretnie Alfy, tudzież od wyrażenia niejakiego zdumienia z powodu podjęcia przezeń tak, wydawałoby się, samobójczej inicjatywy, jak wyłożenie pieniędzy na serię klasycznych utopii czyli niby anachronicznych i niestrawnych fantazji sprzed kilku czy kilkudziesięciu nawet wieków. (Edycja w twardej oprawie! Na papierze pierwszej klasy!) Szczerze mnie ciekawi stopień intratności przedsięwzięcia: kto to kupuje?

Seria zwie się - bardzo słusznie zresztą - „Rara Avis” a kolejną pozycją zaprezentowaną w niej jest „Nowa Atlantyda” autorstwa niejakiego Franciszka (a właściwie Francisa - jestem przeciwny podobnemu spolszczaniu obcych imion) Bacona. Ówże Bacon za swych czasów (XVI-XVII w.) znany był głównie z racji pełnionych na dworze angielskim funkcji, do historii zaś przeszedł jako filozof i ojciec nowoczesnej nauki. Był to bodajże najtwardziej stąpający po ziemi filozof w dziejach, bo niby marzyciel i teoretyk abstrakcji, a przecież w polityce szczwany lis, człowiek bezwzględny, nierzadko okrutny, o znikomej liczbie skrupułów.

Alfa zdecydowała się zestawić dwa jego utwory: „Nową Atlantydę”, niedokończoną utopię; oraz fragment otwierający „Wielką Odnowę”, traktat o metodologii dochodzeń naukowych, też zresztą nigdy nie doprowadzony przez autora do końca. Jest to skojarzenie ze wszech miar słuszne, jeśli miało się na celu prezentację owej wykoncypowanej wówczas przez Bacona niemal od zera metodologii, w zestawieniu z dotychczas dominującą dogmatyczną scholastyką, zaiste rewolucyjnej - a taki niewątpliwie był zamiar Alfy. Bo niewielu ludzi zdaje sobie dzisiaj tak naprawdę sprawę, iż nawyk myślenia opartego na dedukcji i indukcji, budowanie hipotez w oparciu o empiryczne dowody, to całe logiczne oprzyrządowanie - jest czymś nabytym, w żaden sposób dla człowieka nie naturalnym, i że w istocie zostało w pewnym momencie historii brutalnie transplantowane w żywy miąższ filozofii, a jednym z chirurgów był właśnie Bacon. Waląc prosto z mostu - jemu szło o to, żeby niczego nie musieć przyjmować na wiarę. Jeszcze bardziej upraszczając - to on z nauki ówczesnej, posługującej się instrumentarium godnym co najwyżej alchemika i usiłującej z trudem wydobyć z mroku zapomnienia dokonane w starożytności wynalazki i odkrycia; on - wraz ze swymi następcami - uczynił z niej proste i sprawne narzędzie poznania, skonstruowane podług jasnych i ostrych reguł. (Proszę sobie uzmysłowić ten dystans czasowy: sam Bacon miał wszak za prawdziwe teorie m. in. samorództwa oraz perpetuum mobile).

„Nowa Atlantyda” zaczyna się jak klasyczna utopijka: statek zgubiony na morzu, nieznana wyspa, na niej doskonałe społeczeństwo. Fabuła nieważna. Ważny „szczegół”: Dom Salomona. Jest to pierwszy zachowany w piśmie kompletny projekt nowoczesnego instytutu naukowego, uniwersyteckiej placówki badawczej. Można go uznać za trafną antycypację, choć ja wolę w nim widzieć zaczątek wieki później rozwiniętych koncepcji. Aczkolwiek dla współczesnych Baconowi była to niewątpliwie czysta fantazja, na dodatek według ówczesnych kryteriów cokolwiek nielogiczna i bezsensowna - dobrze jednak w ten sposób od czasu do czasu przypomnieć sobie o relatywności prawd, wydawałoby się, niepodważalnych. Bo już widzę jak dzisiejszy czytelnik chichocze nad jednym czy drugim fragmentem: a to nad pseudohistorycznymi wygibasami czynionymi przez Bacona dla uzasadnienia obowiązkowej dominacji chrześcijaństwa na owej wyspie szczęśliwej, a to nad wręcz bezczelnym podlizywaniem się autora królowi we wstępie do „Wielkiej Odnowy” (lecz cóż innego robią dziś naukowcy żebrząc o dotacje na badania?).

Prawdziwy rarytas znajdujemy jednakowoż w niepozornym, trzystronicowym dodatku do „Nowej Atlantydy”: jest to spis 33 zadań stojących przed nauką, których rozwiązanie Bacon postulował kryjąc się za atrapą literackiego Domu Salomona. Im bliżej roku 2000, tym więcej produkowanych przez przeróżne futurologiczne placówki podobnych list, możemy tam sobie przeczytać o lekarstwach na raka, AIDS i katar, skompletowaniu mapy genetycznej człowieka, lądowaniu na Marsie itd. Lem, nauczony przykrym doświadczeniem, w ogóle już się na ten temat nie wypowiada. A oto co Bacon, ów prekursor futurologii, prognozował niemal czterysta lat temu: Przedłużanie życia i Opóźnianie starości (zrealizowane w Kalifornii); Środki zniszczenia (zarówno narzędzia wojenne, jak i trucizny) (ha!); Stwarzanie nowych gatunków oraz Przemienianie jednych gatunków w inne (vide pszenżyto); Powiększanie przyjemności zmysłowych, Siła wyobraźni i jej oddziaływanie bądź na inną osobę, bądź na siebie samego, Pobudzanie wesołości i dobrego usposobienia (już nie tylko w Kalifornii); itd. Ale również: Łatwiejsze i nie tak obrzydliwe przeczyszczania. Fascynująca lektura, daję słowo; a przy tym dla fantastów na pewno obowiązkowa.

Jacek Dukaj

Franciszek Bacon „Nowa Atlantyda i Z Wielkiej Odnowy”, tłum. Wiktor Kornatowski, Jan Wikarjak, Alfa 1995 Rara Avis