Magia fantasy

Poniższy tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 186 (1998-03).

Pojawiają się ostatnio w „Nowej Fantastyce” próby analizowania fantasy za pomocą narzędzi wypracowanych dla science fiction. Przyjmuje się milcząco, że skoro fantasy to też fantastyka, to muszą w niej obowiązywać te same reguły gry, co w siostrzanej fantastyce naukowej.

Klinicznym przykładem jest tu Jacek Dukaj („Filozofia fantasy”, „NF” 8-9/97 ), któremu magia w fantasy „podważa fundamenty”, więc usiłuje on ratować walącą się budowlę przeprowadzając informatyczną analizę czaru iluzji. Podstawą jego rozważań o modyfikowaniu w czasie rzeczywistym jest milczące uznanie Pierwszego Prawa Dukaja, które głosi, że każda magia ma być wyjaśnialna w obrębie praw fizyki. Ponieważ znakomita większość tekstów fantasy nie chce się temu podporządkować, więc może Dukaj z czystym sumieniem stwierdzić, że fantasy jest nienaukowa, a ponieważ nauka jest logiczna, więc literatura niezgodna z nią logiczną być nie może, ergo nielogiczna fantasy jest złą, nieudolną literaturą. I tak udowodnienie oczywistej i nie wymagającej dowodu niezgodności magii z prawami fizyki jest gwoździem, którym Dukaj przybija wyrok skazujący fantasy na wieczną podrzędność względem fantastyki technicznej.

Bezradność krytyka wobec fantasy można by uznać za jego osobisty problem, jako że nie funkcjonuje on w świadomości czytelniczej - w końcu rzesze wielbicieli Tolkiena nie wracają do księgarń pełni oburzenia, że w żadnym atlasie nie udało im się znależć Śródziemia, a podręczniki biologii milczą o elfach i trollach. Mimo że absurdalna, cybernetyczna analiza czaru iluzji jest jednak charakterystyczna dla postulatów analizy fantasy opartych na prawach nauk ścisłych. Dukaj wybrał sobie model informatyczno - fizykalny i wymachuje brzytwą Ockhama tnie w tekście Białołęckiej wszystko, co nie pasuje do założonego modelu. 1 A kiedy okazuje się, że nic nie pasuje, to winnym jest oczywiście nie źle dobrany model, a badana literatura. Informatyzacja fantasy jest przypisywaniem problemów istniejących w obrębie jednego systemu - całkiem innemu. Jeśli już czar musi być fizykalnie wytłumaczalny (a musi?), to dlaczego jako modyfikowana w czasie rzeczywistym projekcja obrazu, a nie, na przykład, bezpośrednie oddziaływanie na umysł obserwatora, na podobieństwo hipnozy? Podejmuję tutaj dyskusję ze zwolennikami wsparcia oka szkiełkiem, gdyż powszechnie milczące założenie o homogeniczności SF i fantasy, jeśli je dłużej lansować, grozi wejściem do podręczników i wtedy potrzeba będzie nowego Kopernika, żeby to wszystko odkręcić. Trudno, ktoś musi powiedzieć, że król jest nagi, a fantasy programowo nienaukowa.

Postulowanie logiki nauk przyrodniczych jako fundamentu literatury jest w ogóle posunięciem dość ryzykownym. Gdyby tak największe perły światowej literatury „potraktować gorącym żelazem logiki”, to nie ostaliby się nawet klasycy realizmu czy naturalizmu, mimo programowej zgodności z naukami przyrodniczymi i logiką dziejów, a strach pomyśleć, co pozostałoby po weryfikacyjnych zabiegach inkwizytora Dukaja z poezji. Oczekuję niecierpliwie na dogłębnie fizykalne wyjaśnienie fenomenu krzaków gorejących, rozstępujących się mórz, zmartwychwstających Łazarzy i chodzenia po wodzie. Podobne problemy z motywacją fantasy prezentowała Karolina Lewicka („NF” 3/97) piszac, że można uznać fantasy za rodzaj baśni, gdyż ma ona jej podstawową cechę, czyli całkowitą fikcyjność, założoną z góry „orientację na wymysł”. W przeciwieństwie do, dla przykładu, realistycznych w każdym przecinku „W pustyni i w puszczy”, opowiadań izraelskich Marka Hłaski czy „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego, gdzie smoki nie występują, czarami nikt nie rzuca, więc wszystko to musi być prawda.

Ośmielę się przypomnieć, że cała literatura, od realizmu po fantasy, SF nie wyłączając, jest fikcyjna2, a jej podstawą jest wynikająca z tradycji, czyli powszechnej, niepisanej umowy między autorami a czytelnikami, retoryka. Jeśli już chcemy mówić o jakiejś logice, to tylko o wewnętrznej logice tekstu, która ma się nijak do doświadczeń rzeczywistości pozatekstowej. Jak w duchu racjonalizmu można odczytać teksty Brunona Schulza, iberoamerykański realizm magiczny czy „Wilka stepowego” Hermana Hessego? To dotyczy zresztą nie tylko mechaniki literackich światów, ale także psychologii bohaterów. Franz Kafka jest twórcą postaci o wyjątkowo nieprawdopodobnych motywacjach psychologicznych, ale jednocześnie „Przemiana” i „Proces” są całkowicie koherentne, a zachowania protagonistów są prawdziwe i racjonalne według wewnętrznych porządków tekstów.

Błędem, który powtarzają za Rafałem Kochanowiczem kolejni krytycy, jest rozpatrywanie fantastyczności fantasy w kategoriach cudowności. Cudowność zakłada dystans obserwatora wobec cudownego, wymaga istnienia co najmniej dwóch światów: jednego racjonalistycznego, empirycznego, ironicznego wręcz - i drugiego, w którym latanie na miotle czy dywanie należy do codzienności. Taki model kultury dopuszcza istnienie Dukajowej magii nadzmysłowej , która jest magią współczesną3, świadomą i z wyboru. Magia współczesna jest interpretowaniem w kategoriach nadzmysłowych zjawisk, które panująca ideologia określa jako paranormalne lub ignoruje przecząc ich istnieniu. Przykładem wykorzystania magii z wyboru są powieści: „Dziecko Rosemary” Iry'ego Levina i „Egzorcysta”Williama Blatty'ego. Taki dualizm wskazany jest w horrorze, gdzie groza jest wprost proporcjonalna do stopnia nieprzystawalności zapyziałego, swojskiego miasteczka i najazdu demonów, ale nie w świecie Conanów i hobbitów, gdzie, z wyjątkiem postmodernistycznych kolaży w stylu Andrzeja Sapkowskiego, postacie nie zachowują ironicznej rezerwy w stosunku do własnego świata. Dystans umożliwiający postrzeganie smoka czy czaru w kategoriach cudowności możliwy jest wyłącznie między światem przedstawionym a czytelnikiem, a i to tylko wtedy, gdy ten ostatni nie zna konwencji fantasy.

Trzeba więc znależć klucz do logiki fantasy, tajemniczy modyfikator, który sprawia, że jest to literatura, na której tępią się narzędzia sprawdzone w różnych wiwisekcjach tekstów SF, że o metodach analizy współczesnych dzieł głównonurtowych już nie wspomnę. Stwierdzenie typu światem fantasy rządzi motywacja fantastyczna, która sprawia, że wszystko jest w nim możliwe i dozwolone są przyznaniem się do bezradności. Dziwne jest, że tylu wnikliwych tropicieli tajemnych mechanizmów rządzących krainami magii i miecza nie poszło tropem najbardziej oczywistym: fundamenten fantasy jest magia4, a więc tajemnic jej literackiego funkcjonowania należy szukać tam, skąd magia pochodzi i skąd - poprzez liczne zapożyczenia i naśladownictwa - jest czerpana: z tekstów etnografów i antropologów kultury, opisujących funkcjonowanie społeczeństw pierwotnych.

Tymczasem traktuje się magię jak piąte koło u wozu zamiast widzieć w niej kierownicę. Gdyby Dukaj zajrzał do mitologii ludów germańskich, wśród których wilkołactwo i metamorfoza berserkera w byka czy niedźwiedzia były na porządku dziennym, to nie zaplątałby się beznadziejnie w dialektyczne rozważania na ten temat. Magia jest tym dla fantasy, czym gnostyczna, racjonalistyczna nauka dla fantastyki naukowej - systemem ideowym i logiczno-motywacyjnym. Tak więc irracjonalność magii w fantasy żadnego fundamentu nie podważa, gdyż to właśnie ona jest fundamentem.

Postulat Dukaja, że rozpatrując społeczno-psychologiczne konsekwencje istnienia magii trzeba się cofnąć do Kartezjusza, to swoisty powrót do przyszłości - myślenie magiczne jest znacznie starsze niż pomysły autora „Rozprawy o metodzie”. Zresztą znakomita większość światów fantasy doskonale broni się przed tego typu zarzutami, sytuując się wcześniej niż nasza historia (patent Howarda) albo należy doświatów równoległych (np. cykle „Świat czarownic”, „Shannara” czy „Trzy serca i trzy lwy” Andersona). Wiąże się to z wyraźnym wskazaniem zasadniczych różnic w prawach rządzących światem realnym i rzeczywistością literacką. Logika filozofii racjonalistycznej nie jest jedyną logiką, wcześniej liczne kultury przez wieki funkcjonowały opierając się na logice mitu, która dzisiaj może wydawać się absurdalna. W przeciwieństwie do klasycznej nauki XIX-XX w. (...) logika mitologiczna ma charakter metaforyczny, symboliczny5. Zgodnie z nią człowiek „pierwotny” nie wyodrębniał siebie z otaczającego świata przyrody i swoje własne cechy przenosił na obiekty natury, którym przypisywał życie, ludzkie namiętności, świadomą celową działalność gospodarczą, umiejętność przybierania ludzkiej postaci, organizację na wzór społeczeństwa itp6. Te cechy myślenia mitycznego dostatecznie uzasadniają istnienie entów, kamiennych trolli i innych stworów związanych z żywiołami czy zjawiskami przyrody. Uzasadniają one także wszelki dialog między człowiekiem a zwierzęciem, przedmiotem materii - dla nas - nieożywionej czy istotą nadnaturalną.

Ponadto nieostrość myślenia pierwotnego przejawiała się również w nieprecyzyjnym rozgraniczaniu podmiotu i przedmiotu, tego co materialne i tego, co idealne (tzn. przedmiotu i znaku, rzeczy i słowa, istoty i jej nazwy), rzeczy i jej atrybutów, jedności i wielości, statycznego i dynamicznego, stosunków przestrzennych i czasowych7. Tak więc można było być jednocześnie człowiekiem i wilkiem, logika mitu nie uznaje bowiem zasady wyłączonego środka. Silny związek imienia z osobą czy rzeczą w świecie Ziemiomorza nie jest patentem Le Guin, a wynika ze znajomości antropologii kulturowej. Czary - zarówno w fantasy, jak i gdziekolwiek indziej - opierają się na tożsamości nazwy i przedmiotu, części i całości, obrazu człowieka i jego samego. W kulturze magicznej wykonanie czynności o charakterze symbolicznym posiada właściwie taki sam status, co wykonanie czynności techniczno-użytkowej8. Przykładem działania powyżej wskazanych tożsamości może być laleczka voodoo - jest obrazem jakiejś osoby, zawiera jej część (włos, paznokieć) i nosi jej imię, a więc to, co zrobimy laleczce, natychmiast spotyka i ludzki oryginał.

Magia nie jest tanim trikiem, lecz synkretycznym systemem filozoficzno-ideowym, dlatego jego wpływ na literaturę spod znaku magii i miecza nie ogranicza się do jarmarcznych efektów pirotechnicznych, ale przede wszystkim określa strukturę świata przedstawionego. Społeczeństwa pierwotne dla obserwatora wewnętrznego były równie statyczne jak światy fantasy, gdyż każdy wynalazek, każda innowacja została wprowadzona in illo tempore, w początku czasów, przez bogów i herosów kulturowych. Sensem życia człowieka pierwotnego było powtarzanie odwiecznych rytuałów: siania wiosną, jesiennych zbiorów, świąt przesilenia zimowego itp. Pogoń za nowinkami technicznymi, moda na postęp jest charakterystyczna dla czasów współczesnych. Rewolucyjne zmiany następowały jedynie dwukrotnie: na początku czasu, przy stworzeniu świata i przy końcu czasu, gdy następował rozpad znanego porządku i zagłada istniejącego modelu kultury.

Podkreślam, że w światach fantasy magia działa niechybnie i to niezależnie od woli ofiary tego działania - u Białołęckiej iluzja płomienia jest prawdziwa (bezwyjątkowo intersubiektywna w każdym razie), autosugestią są tylko poparzenia, które ów ogień powoduje. W fantasy panuje magia synkretyczna profesjonalna9, czy też - jak to nazwał autor „Irrehaare”- rytualna, która determinuje panujący model kultury. Jest ona powszechnie obecna i dostępna, chociaż istnieją grupy (czarodzieje, wiedżmini u Sapkowskiego, smoki u Le Guin), które mają większe możliwości jej wykorzystania. Niemniej przekonanie o istnieniu magii wśród protagonistów tekstów fantasy występuje powszechnie i nie jest to nawet kwestia wiary, bo ta łączy się z wyborem: można wierzyć lub nie. W sposób oczywisty wpływa to na mentalność i sposób postrzegania świata, zwłaszcza że świat duchów i upiorów jest w fantasy równie prawdziwy jak świat żywych, przy czym granica między nimi jest nieostra i łatwa do przekroczenia. To prowadzi do odpowiedzi na pytanie Dukaja: gdzież są te zastępy kartografów Hadesu? To oczywiste, gdzie - żaden z nich nie wrócił. Wędrowiec w lesie będzie uciekał z krzykiem na widok ducha nie dlatego, że nie zgadza mu się on z Kartezjuszem, ale dlatego, że w Śródziemiu każdy wie,że przejaw ektoplazmy zwany Nazgulem jest znacznie bardziej niebezpieczny od krasnoluda czy elfa.

Tak intrygujący Dukaja brak przełożenia między gestem i zaklęciem a odległym i często spektakularnym efektem wyjaśnialny jest za pomocą melanezyjskiego terminu mana10. Mana jest magiczną siłą powszechną w kulturach pierwotnych: każde skuteczne działanie jest możliwe tylko dzięki wykorzystaniu owej siły, która, choć obecna wszędzie, może być skoncentrowana w przedmiotach - te wszystkie magiczne laski, zaczarowane miecze i inne Jedyne Pierścienie to wcale nie zamaskowane lasery czy generatory pól. Nosicielami mana mogą też być ludzie - herosi zdolni do wielkich wyczynów dzięki czerpaniu z wewnętrznej mocy. Wielki akt stworzenia kosmosu był możliwy tylko dzięki mana bóstwa; naczelnik klanu posiada również mana, Anglicy podbili Maorysów, gdyż ich mana było silniejsze, liturgia chrześcijańskiego misjonarza posiada doskonalsze mana od obrządków lokalnych. (...) Z punktu widzenia jakościowego jest to siła różna od siły fizycznej i dlatego też działa w sposób arbitralny. Dzielny wojownik zawdzięcza cechę dzielności nie swoim siłom czy zdolnościom, ale sile, której mu udziela mana zmarłego wojownika; owo mana mieści się w małym amulecie kamiennym, zwisającym u jego szyi, lub w kilku liściach przytroczonych do pasa, lub też w formułce, którą musi wypowiedzieć 11. Siła magiczna wypełnia cały świat fantasy i, choć tylko wybrani potrafią ją swobodnie kontrolować, to jej przejawy nie wywołują tam większego wstrząsu niż w nas wzbudza, też przecież niebezpieczna, siła grawitacji. Magia jest jedną z sił natury, a magowie to ludzie, którzy nauczyli się nią manipulować. Wyrażnie pokazują to zarówno opowiadania Ewy Białołęckiej, „Ziemiomorze” Ursuli Le Guin czy „Opowieść o Wojnie Dwóch Światów” Raymonda Feista.

Kilku zdań wyjaśnienia wymaga zarzut, że w fantasy nie ma religii. Brak ten nie jest wadą tekstów fantasy, ale kolejnym dowodem na precyzyjną rekonstrukcję w obrębie tego gatunku struktur myślowych społeczeństw archaicznych. Stanowiąca ideowy fundament fantasy magia profesjonalna jest bowiem przedreligijnym systemem, który od religii różni kilka dość zasadniczych cech. Nie mogąc streścić tu opasłych rozpraw wskażę tylko jedną, dość znaczną różnicę: moc w religii pochodzi od Boga czy bogów, a to znaczy, że jest kapryśna, nie ma wszak sposobu, by zmusić Najwyższą Istotę do określonego działania. W odróżnieniu od tego magia ma charakter praktyczny: wykorzystanie wszechobecnej mana jest dostępne, oczywiści po spełnieniu określonych warunków, dla każdego. Jest to sytuacja analogiczna do korzystania z prądu - należy włączyć telewizor do sieci i stosować się do instrukcji. Tu nieostrożność grozi porażeniem prądem, tam zamienieniem w żabę. Ponadto brak zinstytucjonalizowanej religii we współczesnym rozumieniu nie oznacza nieobecności symbolicznych elementów światopoglądowych - często istnieją bogowie, których wsparcie może zwiększyć efekt wybranych rytuałów, podobnie zresztą jak użycie niezwykłych przedmiotów.

Z powyższych analogii nie wynika wcale, jakoby fantasy „podszywała ” się pod mit korzystając z autorytetu antropologii kulturowej. Wręcz przeciwnie, ostrzegam ewentualnych entuzjastów rozpatrywania „Hobbita”czy „Shannary” jako rekonstrukcji świata ludów archaicznych, że idąc tym tropem natrafią szybko na więcej anachronizmów i niekonsekwencji niż korelacji. Dla przykładu można wskazać, że poziom kultury materialnej światów fantasy odpowiada średniowieczu, a najczęstszym ustrojem jest oświecona monarchia, natomiast nie jest znana kultura magiczna, która osiągnęłaby ten poziom rozwoju ekonomiczno-społecznego. Jak powiedział etnografowi pewien Buszmen: Po co mamy uprawiać rośliny, skoro na świecie jest tyle orzeszków mongongo.

Fantasy jest spójnym, kompletnym gatunkiem artystycznym i nie ma sensu szukać dla niej uwiarygodnienia poza nią samą. Fantasy zaczerpnęła z mitu system ideowo-motywacyjny oraz pewne rozwiązania dotyczące ontologii i epistemologii świata (aksjologii także, ale to osobna historia), ale razem z całym tym dziedzictwem mieści się w obrębie sztuki. Skoro, jak błyskotliwie zauważyła Karolina Lewicka, prawa rządzące światem baśni (...) przyjmujemy jako naturalną konsekwencję bajkowej konwencji, to analogicznie fantasy powinniśmy przyjąć jako naturalną konsekwencję jej własnej konwencji. Ma rację Dukaj pisząc, że większość współczesnych pisarzy fantasy to naśladowcy, bezrefleksyjnie korzystający z rozwiązań wypracowanych przez prekursorów, ale to samo można powiedzieć o całej sztuce. W końcu po to jest tradycja i normy, żeby mniej utalentowani mogli z nich korzystać, a geniusze przełamywać. Żeby jednak przełamywać normy i tworzyć nowe systemy semantyczne, trzeba być świadomym znaczeń i kontekstów tkwiących w istniejących konwencjach.

Piotr Dębek

Przypisy:

1 Na temat absurdów informatyzacji wszystkich aspektów rzeczywistości proponuję artykuł Stanisława Lema „Czy grozi nam bariera informacyjna” z nr 11/1993 „PC Magazine po polsku” oraz polemizujący z nim list Zbigniewa Zębatego z numeru 2/1994 tegoż czasopisma.

2 Por. m.in.: Henryk Markiewicz, Główne problemy wiedzy o literaturze, t. 3, Kraków 1996, rozdz. Fikcja w dziele literackim, a jego zawartość poznawcza, oraz Michał Głowiński, Gry powieściowe, Warszawa 1973, rozdz. Powieść i prawda.

3 Por. Michał Buchowski, Magia i rytuał, Warszawa 1993.

4 Możliwy jest oczywiście wariant „fantasy bez magii”, ale wtedy mamy do czynienia z science fantasy w stylu „Świata Roccanona” Le Guin - hybrydą z pogranica fantasy i SF, Hybrydą, wyjątkowo oryginalną zresztą, jest też oczywiście „Irrehaare” - cybernetyczne fantasy, gdzie magia ma krzemowe korzenie.

5 Ibid.,s. 207

6 Eleazar Mieletyński, Poetyka mitu, Warszawa 1981, s.203.

7 Ibid., s. 203-204.

8 Michał Buchowski, op. cit., s. 30.

9 Ibid.

10 U różnych ludów siła magiczna była oczywiście nazywana inaczej: u Siuksów wakan, Irokezów orenda, Pigmejów megbe, Masajów ngai itd. Termin mana jest jednak dość powszechnie stosowany w etnografii.

11 Mircea Eliade, Traktat o historii religii, Łodż 1993, s. 24.