Mroczny czar dekadencji

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 161 (1996-02).

Lubię Wolfe'a. Szczególnie rozsmakowałem się właśnie w „Księdze Nowego Słońca”. Cykl tworzy tetralogia: „Cień Kata”, „Pazur Łagodziciela”, „Miecz liktora” i „Cytadela Autarchy” oraz epilog: „Urth Nowego Słońca”. Nie chciało mi się wierzyć w stwierdzenie autora, wyczytane w jakimś wywiadzie - że rozpoczął pisanie „Księgi” jako jednej powieści, a pociął ją na części dopiero potem, zmuszony do tego objętością rozrastającego się dzieła. Teraz wierzę: mamy do czynienia z zamkniętą całością, której walorów nie sposób w pełni docenić, nie przyswoiwszy jej sobie do końca.

Gene Wolf to wytrawny patolog. To pierwsza jego obsesja, która rzuca się w oczy: śmierć, rozkład, degeneracja. Kona Słońce, ginie Wszechświat. Główny bohater, a zarazem narrator, Severian, jest katem. Zostawszy Autarchą, posiądzie pamięci i osobowości wieluset zmarłych; zasymiluje śmierć. Śmiertelny wzrost jego entropii wewnętrznej (potęgująca się schizofrenia) pozostaje w symetrii do wzrostu entropii dookólnej: pogrążona w przeróżnych wizjach Urth - nieskończenie odległa w czasie Ziemia Wolfe'a - podlega procesowi totalnej anarchizacji, zmienia się w coś w rodzaju śmietnika Wszechświata.

Obsesję drugą, która ujawnia się powoli, sukcesywnie, stanowi dogmat nieprawdziwości postrzeganego obrazu człowieka, przedmiotu, struktury, idei. Jakościowo jest to zupełnie inne niż u Dicka, który był maksymalistą i za jednym zamachem podważał wszystko. Wolfe robi to inaczej: szczegółami, niedopowiedzeniami. Zazwyczaj zresztą owo fałszerstwo dotyczy ludzi, którzy rzadko kiedy okazują się tymi, którymi się wydawali na początku (najlepiej widać to w Urth, gdzie właściwie nie ma postaci, która już po kilkudziesięciu stronach nie obróciłaby się w swe przeciwieństwo). W kilku miejscach jaskrawo symbolicznie wykorzystuje maski i wypowiada się o ich różnorakich zastosowaniach.

Fabuła „Księgi” jest nazbyt skomplikowana, bym się porywał na streszczanie. Podstawowy wątek stanowi wędrówka Severiana, przyszłego Autarchy Wspólnoty. I wcale nie jest tak jak w sztampowych produkcjach fantasy, gdzie pastuch zostaje królem, ponieważ było mu to przeznaczone - tu zgoła na odwrót: Severian zostaje władcą przez przypadek, a wszystkie wcześniejsze jego przygody stanowią bezpośredni skutek tego późniejszego przypadku, ponieważ czas u Wolfe'a może płynąć w obie strony. Co zresztą umożliwia mu konstruowanie efektownych paradoksów i motanie intryg na jeszcze wyższym poziomie; maski, maski, maski... Zdawałoby się, że Wolfe'owi wręcz sprawia przyjemność sprowadzanie czytelnika na manowce. Dlatego też po lekturze połowy „Księgi” nie można mówić, iż zna się cykl w 50 procentach. W „Cytadeli” wyjaśnia się dwa razy więcej spraw aniżeli w trzech poprzedzających tomach razem wziętych.

W ogóle wynalazczość autora w zakresie przeróżnych naukowo-magicznych artefaktów, egzotycznych istot, koncepcji filozoficzno-kosmologicznych jest imponująca. A przecież to, co najgłębiej zapada w pamięć, to nie scenografia (a pokażcie mi równie oryginalną i bogatą) i nie fabuła (choć niewątpliwie precyzyjnie obmyślona), a atmosfera powieści. Mroczny czar dekadencji działa na czytającego niczym narkotyk. Perwersyjna uroda świata wyjętego z nocnych majaków oprawcy zapiera dech w piersiach. W wyobraźni niemal widzę unoszący się ponad tajemniczym, starożytnym Nessus, rozsmagany ciemno po niebie o zielonym Księżycu, potworny sztandar-szkielet z malowideł Beksińskiego. Śmierć, rozkład, dekadencja, zapomnienie, bezlitosna entropia. To naprawdę jest u Wolfe'a na swój sposób piękne.

Byłbym nieuczciwy nie wspominając tutaj o pracy tłumacza. Arkadiusz Nakoniecznik spisał się doskonale, przekładając na polski także specyficzny rytm i melodię opowieści, zachowując styl narracji autora i harmonizując liczne neologizmy i postlogizmy (zużyte słowa o futurystyczno-archaicznym, wtórnym znaczeniu) z płynną i poprawną polszczyzną.

Jacek Dukaj

Gene Wolfe: Księga Nowego Słońca (Cień kata, Pazur Łagodziciela, Miecz liktora, Cytadela Autarchy, Urth Nowego Słońca). Tłum. Arkadiusz Nakoniecznik. Iskry 1993, 1994, 1995. Fantastyka.