Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w czasopiśmie „Miesięcznik ŚKF” nr 112 (1999-03).
Pożarłem „Chagę” Iana McDonalda - i jestem syty. Wcale dobra książka. Polecam wszystkim, którzy lubią Clarke'a, Lema, klasyczną hard SF o wielkim rozmachu wizji, a także zakochanym w Afryce. Komu odradzam: tym, którzy nie mogli znieść „Córki Żelaznego Smoka” Swanwicka z powodu osobowości jej bohaterki, bo bohaterka „Chagi” jest z nią blisko spokrewniona.
O ile „Serca, dłonie, głosy” tegoż McDonalda odrzuciły mnie, zniesmaczając brakiem jakiegokolwiek pomysłu na powieść ponad opis świata i kiczowatym zakończeniem, o tyle „Chaga” ma jeden genialny, samograjny pomysł (tzn. Chagę właśnie - gwarantowane wejście do mitologii SF) i kilkanaście niezłych jego rozwinięć/realizacji (nie podam tu detali, żeby ewentualnym zachęconym nie zepsuć lektury).
W każdym razie - obce krajobrazy, obcy świat rozrastający się po Czarnym Lądzie... to chwyta za gardło nawet na poziomie estetycznym. Pomysł pozornie jest dla hard SF standardowy: konfrontacja z elementem obcej rzeczywistości. Schemat polega na wciągnięciu czytelnika w specyficzne naukowe dociekania; stosownie podana Tajemnica prowadzi do zagadek, idei i śledztw na skalę zgoła kosmologiczną (także metafizyczną, jeśli autor zechce). Trick polega na tym, by właśnie uniknąć przedstawienia sprawy jako Kontaktu: komunikacja ma charakter jednostronny, informacja płynie tylko z obdukcji Nieznanego i do końca pozostaje niepewna. Podstawowe algorytmy są dwa: w pierwszym mamy do czynienia z eksploracją obcej planety (księżyca, planetoidy, wędrownego obiektu kosmicznego etc.); w drugim - z artefaktem wrzuconym w ziemską rzeczywistość (wrakiem statku kosmicznego, odkopanym reliktem, meteorytem, pigułą informacyjną etc.). McDonald wygrał na tym, że wyciągnął z obu tych metod najlepsze ich cechy i oryginalnie połączył. Chaga bowiem spada na Ziemię bardzo bliskiej przyszłości, prawie dzisiaj, i wrażenie wysokiego realizmu zostaje bez problemu utrzymane, nie jest to żadna space opera, Obce wchodzi do naszego domu, dreszcz niemal jak przy horrorze. Ale przecież mamy tu także obcą planetę: gdy Chaga rozrasta się nieziemskimi panoramami, zagarniając pod cień Tajemnicy setki kilometrów Afryki. Nie trzeba imaginacyjnych wygibasów dla technologii podróży międzygwiezdnych, by postawić nogę na obcym lądzie. W istocie, można w sekret-dżunglę wjechać na wielbłądzie, wkroczyć w nią w towarzystwie masajskich wojowników, wlecieć sterowcem. Afryka - to był kolejny doskonały wybór. Afryka przydaje temu wszystkiemu specyficznej aury, dzicz ściera się z dziczą, nierealność się stopniuje: telewizja - Nairobi - Afryka nieucywilizowana - Chaga.
Gotowy materiał na film, McDonald nieźle maluje słowem, kryją się tu wielkie atrakcje dla oczu (oby się za to wziął np. Weir). Lecz to jest nieźle odpracowane także na płaszczyźnie intelektualnej. (Teorie są cudze, ale inteligentnie wplecione). Bliska przyszłość (rok 2008) odbita wiarygodnie (bez odlotów). Smaczki kulturowe i środowiskowe. Polityka pokazana może nieco zbyt tendencyjnie, ale przynajmniej bez łatwych rozwiązań. Zakończenie niedwuznacznie sugeruje sequel.
I tylko na to rozciągnięcie do następnego tomu mam ochotę ponarzekać; na to i na pewne przerysowania w charakterze głównej bohaterki, chorobliwie ambitnej dziennikarki, której obsesja na tle Chagi oraz romans z urzędnikiem ONZ-etu stanowią szkielet fabularny powieści.
W sumie jednak jest to bez wątpienia jedna z najlepszych serioznych SF ostatnio przeze mnie przeczytanych. Chwilami łapała mnie zazdrość, że sam czegoś takiego nie zrobiłem, co stanowi chyba najszczerszą rekomendację, jaką mogę dać.
Jacek Dukaj
Ian McDonald Chaga, tłum. Agnieszka Fulińska, Prószyński i S-ka 1998, cena: 25.00 zł