Nie kończąca się opowieść

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 192 (1998-09).

Cykl „Koło Czasu” dzieli się dość wyraźnie na dwie części: pierwsze trzy tomy („Oko Świata”, „Wielkie Polowanie”, „Smok Odrodzony”) oraz tomy kolejne, począwszy od, według mnie, przełomowego „Wschodzącego cienia”. (Podaję tytuły tomów według wydań oryginalnych, nie rozdrabniając się na połówki wypuszczane przez Zyska). Różnica polega nie na zmianie bohaterów, fabuły, czy stylu, lecz na podniesieniu opowieści z kategorii RPG-podobnych sag o wędrówkach grupki herosów wte i wewte na poziom rozległego, polityczno-religijno-obyczajowego fresku, pełnego spisków, kontrspisków, militarnych szarad na skalę globu itp. Pojawia się skojarzenie z „Diuną” - w istocie podobieństw z dziełem Franka Herberta jest znacznie więcej.

Więc przede wszystkim: Aielowie stanowią niemal kalkę Fremenów; przeznaczono im rolę dzikich wojowników o religijnej motywacji, prowadzonych przez swego mesjasza ku dawno przewidzianemu tryumfowi. Rand, Smok Odrodzony, jest tu tym z obcej krwi zrodzonym mesjaszem. Rolę zakonu Bene Gesserit pełnią Aes Sedai, kobiety władające Mocą, darzone tą samą co u Herberta mieszaniną strachu, nienawiści, podziwu i zazdrości. I też próbują dla swoich celów manipulować bohaterem.

Jordan bardzo przemyślnie buduje przekonanie czytelnika, iż ów baśniowy świat jest w istocie Ziemią (czy też jakąś ziemiopodobną planetą) odległej przyszłości. Argumentów za tym jest sporo: ocalałe w języku zniekształcone nazwy, imiona, poprzekręcane legendy. A przede wszystkim wizja przeszłości, jaką otrzymuje w „Cieniu” Rand, cofając się po liniach pamięci genetycznej. W tej wizji otwiera się przed nim świat wysoko rozwiniętych technologii opartych na „magii” - świat natychmiastowych podróży transkontynentalnych, latających machin wojennych, daleko posuniętej eugeniki i inżynierii genetycznej. Przeszłości jeszcze dalszej dotyczą wzmianki o wojażach międzygwiezdnych, „hodowli” tuneli skrośwymiarowych, portalach do światów alternatywnych itd.

Jednakowoż po trzecim tomie nastąpiła w cyklu także inna zmiana. Oto bowiem autor poczuł, że trafił na złotą żyłę i postanowił wyeksploatować ją do samego końca. Właśnie od „Cienia” datuje się tendencja Jordana do bezlitosnego rozdymania wątków pobocznych, mnożenia statystów, detalicznego opisywania epizodów, zbędnych albo niewiele znaczących dla głównego wątku. Fabuła zaczyna rozchodzić się szerokim wachlarzem, przybywa setek stron.

Tendencja utrzymuje się w tomie piątym. Jordan więcej miejsca poświęca przygodom trójki szkolonych na Aes Sedai dziewcząt niż samemu Smokowi Odrodzonemu. Trudno się zresztą dziwić, bo to one są najsilniejszymi osobowościami. Dominacja kobiet nad mężczyznami jest w tych powieściach totalna, od sal tronowych (na tronach wszystkich państw, o których wiadomo, zasiadają samowładne królowe) po wioskowe Koła Kobiet. Bodaj jedynie Przeklęci nie dają się terroryzować płci pięknej. Klinicznym przypadkiem jest tu postać Nynaeve, najstarszej z trzech owych dziewcząt, która bez wątpienia wejdzie do historii fantasy jako pierwsza stuprocentowa feministka; Jordan prócz tego obdarzył ją wrednym charakterem.

Wszelako pomimo owego niezaprzeczalnego rozdęcia objętościowego pozostają książki Jordana opowieściami niesamowicie wciągającymi. Chwalebnie wyróżniają się na tle masówki fantasy - przyzwoicie skomplikowaną intrygą, miejscami godną Amberu Zelazny'ego, oraz bohaterami, niezbyt może głębokimi, ale silnie przywiązującymi do siebie czytelnika. W tej chwili Jordan pisze ten cykl właściwie jeno dla pieniędzy. Przyznać trzeba, że zna swój zawód; miejsca „Koła Czasu” na szczytach list bestsellerów nie są pomyłką.

Jacek Dukaj

Robert Jordan Koło Czasu. Wschodzący cień; Ten, Który Przychodzi Ze świtem (IV tom); Ognie niebios; Spustoszone ziemie (V tom). Tłum. Katarzyna Karłowska. Zysk i S-ka 1996, 1997, 1998. Cena: 18,90 + 19,50 + 25,00 + 25,00 zł.