Andreasa Eschbacha znamy w Polsce z „Gobeliniarzy”, sprawnej opowieści SF rozpisanej na całe galaktyki i millenia. Teraz dostajemy jego „Wideo z Jezusem”, współczesną powieść sensacyjną, opartą na pojedynczym pomyśle SF: podróżnik w czasie nagrał na wideo Jezusa, teraz odkopany zostaje dwutysiącletni szkielet z instrukcją obsługi kamery i rusza wyścig po najcenniejsze nagranie w historii. Archeologiczne zagadki, bezwzględny miliarder i jego demoniczni pomagierzy, młody, piękny bohater i jego młoda, piękna partnerka, pościgi, bijatyki; pojawia się nawet nowożytna Święta Inkwizycja. Porządne czytadło.
Słyszelibyśmy już o wielomilionowych nakładach, gdyby Eschbach był Amerykaninem i miał promocję jak Dan Brown. Podobieństw jest sporo: prosta, szybka narracja, krótkie rozdziały, filmowe postaci, których poziom wiedzy i inteligencji jest wystarczająco niski, by żaden czytelnik nie czuł się zagubiony, oraz naiwny antykatolicyzm. Pozytywną motywacją jest tu nienawiść do religii. „Nie mam dobrego zdania o kościele. Jeśli chodzi o mnie, z tej planety mogłyby zniknąć wszystkie religie”. „To by było prawdziwe błogosławieństwo”. Jednak w książce, która najpotężniejszym czarnym charakterem czyni Kościół, wypadałoby przynajmniej odróżniać tę wspólnotę wiernych od budynku i używać odpowiednio wielkiej i małej litery.
Jacek Dukaj
Andreas Eschbach, „Wideo z Jezusem”, tłum.: Joanna Filipek, Solaris 2004, cena: 39.00 zł