Ostatni kontynent

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 208 (2000-01).

Oto ukazały się w krótkim odstępie czasu dwie powieści SF traktujące o Antarktydzie: „Biała ciemność” Walker Sage i „Antarktyka” Kima Stanleya Robinsona. Obie rozgrywają się w bliskiej przyszłości, w obu intryga obraca się dookoła kolejnych renegocjacji Traktatu Antarktycznego, obie wychodzą z pozycji silnie proekologicznych, w obu mamy to samo tło: polityka, ekonomia, multimedialna sztuka inspirowana białymi pustkowiami, perypetie miłosne bez happy endu. „Biała ciemność” jest debiutem Sage, w ogóle jedyną książką, jaką napisała, i od razu zdobyła jej Nagrodę Locusa; „Antarktyka” przychodzi od KSR tuż po słynnej, wielokroć nagradzanej Trylogii Marsjańskiej.

Kto czytał Trylogię, ten już jakby przeczytał „Antarktykę”, musi sobie tylko pod czerwoną pustynię Marsa podstawić białe pustkowia Antarktydy. Wszystko inne pozostaje takie samo: styl KSR, idee polityczne, treść konfliktu (wielkie korporacje kontra pracownicze komuny), technika opisów, pretekstowość fabuły. Bogiem a prawdą fabuły nie ma tu prawie wcale, starczyłoby na pół opowiadania. Resztę robią Robinsobowi streszczenia wypraw pierwszych zdobywców Antarktydy, wykłady z geologii kontynentu, dywagacje na temat polityki itp. KSR w tej swojej zagorzałej lewicowości jest przynajmniej konsekwentny - rozbrajające jest zdumienie amerykańskiego senatora-demokraty ze str. 62, dlaczego to mianowicie ludzie nie chcą poprzeć programu lewicy: „Przecież okradają ich wszyscy, ale my przynajmniej w słusznym celu!”.

Na tym tle Sage wychodzi omal na cyberpunkowca. Też przeciwstawia megakorporację (obowiązkowo japońską!) małej, kumpelskiej spółdzielni hackerów od public relations - lecz ci protagoniści również są kapitalistami, tylko że dopiero początkującymi. Też prezentuje świat przytłoczony jeszcze większymi problemami, jeszcze bardziej zanieczyszczony i z jeszcze większą desperacją sięgający ku ostatniemu kontynentowi, Antarktydzie - lecz ona nie podsuwa czytelnikowi żadnej cudownej recepty na przyszłość: wszystko idzie ku gorszemu, jedynie najzdolniejsze jednostki mogą sobie poradzić, nawet kolaboracja z korporacjami jest OK, każdy manipuluje.

Przyszłość Sage z przeludnioną Ziemią wydaje się nieco przeterminowana. Daje ona natomiast bardzo realistyczny opis Tofflerowego systemu pracy zdalnej, pełnego, użytkowego wykorzystania VR, bez neurowszczepów i nieosiągalnych na razie technologii, w już istniejącej kulturze ludzi zżytych z komputerami (a niekoniecznie od razu hackerów): pracujących by e-mail, nocami chatujących z nieznajomymi z drugiej półkuli, godzinami wiszących na ICQ czy IRC-u. Jest to coś jakby cyberpunk cofnięty ku realistycznej powieści o generacji X. Nie ukrywam, że „Biała ciemność”, choć bynajmniej nie doskonała, wyraźnie „puszczona” pod koniec, zrobiła na mnie większe wrażenie od startującej w wadze ciężkiej „Antarktyki” (która właściwie powinna być kategoryzowana jako powieść edukacyjna).

Co bez wątpienia łączy obu autorów: spojrzenie na Antarktydę i okolice jako na ostatni nie zdewastowany przez człowieka skrawek Ziemi, a także pewne zauroczenie nią na poziomie czysto estetycznym. U Robinsona chiński geomanta układa o lodowych pustyniach ultraascetyczne haiku, brzmiące niemal jak nazwy heksagramów z „I Cing”. U Sage PR-owcy komponują o Antarktydzie i dla Antarktydy multimedialne spoty, obsuwając się aż w śmiertelny happening w zimnych wodach oceanu południowego. Jest to rodzaj urzeczenia identyczny z fascynacją np. otwartym kosmosem, bezludnymi krajobrazami obcych planet itp. Olbrzymie, nieludzkie, nie można ogarnąć myślą ni słowem. Oboje autorzy próbują nas tym zarazić - i Robinsonowi, który faktycznie był na Antarktydzie, wychodzi to znacznie lepiej.

Jeśli zaś chodzi o ekologię, to ona w jakimś stopniu zwycięża w obu powieściach, w żadnej jednak w sposób naprawdę wiarygodny. W lansowaniu wartości ekologicznych przeciwstawianych tendencjom do eksploatacji kolejnych zasobów naturalnych Ziemi prawie zawsze tkwi zresztą pewna moralna dwuznaczność, w obu książkach zostaje to zasygnalizowane, w „Ciemności” wyraźniej - jednak autorzy jakoś nie podejmują tego tematu. Podział pokrywa się tu z podziałem ekonomicznym. Dla bezrobotnych i nie mających co do garnka włożyć czystość naturalnego środowiska nie jest żadnym argumentem przeciwko połowom kryla czy wydobywaniu podantarktycznej ropy. Lecz oni raczej nie czytują książek; w szczególności - nie oni je piszą.

Jacek Dukaj

Kim Stanley Robinson Antarktyka, tłum. Łukasz Praski, Prószyński i S-ka 1999, cena: 26.00 zł
Walker Sage Biała ciemność, tłum. Maria i Cezary Frąc, Zysk i S-ka 1998, cena: 25.00 zł