Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 206 (1999-11).
Jakże wdzięczną i efektowną metodą krytycznoliteracką jest tłumaczenie jego twórczości faktami z życia autora! Pisał o ludziach przegranych, sam żył w biedzie, ergo pisał o sobie. Pisał o pięknych, bogatych i szczęśliwych, sam żył w biedzie, ergo kompensował. Wszelkie deklaracje, zaprzeczenia ze strony pisarza nie mają znaczenia; wiadomo: nikt nie jest obiektywny wobec samego siebie. A jeśli tematyka jego twórczości zmienia się i trudno o stałe odniesienia, też to zanalizujemy: oto są znaki, jak zmieniało się jego życie.
Z Dickiem łatwiej, swym obsesjom wierniejszy był niż kobietom. No przecież każdy wie, że wariat z niego, ćpun i maniak religijny. Otrzymał przekaz od Boga - i pisał potem o tym powieści. Czy można sobie wyobrazić przełożenie bardziej jednoznaczne?
Tak też czyni Lawrence Sutin w biografii Philipa K. Dicka: opisuje życie pisarza przez pryzmat jego twórczości; i na odwrót. Biografia jest w miarę szczegółowa, dobrze napisana, oparta na bogatym materiale i wielu niezależnych źródłach; wypowiadają się żyjący znajomi Dicka, Sutin cytuje jego listy. Żadnej litości dla PKD: jak kłamał, jak wykorzystywał ludzi, jak nienawidził matki, jak słabą miał wolę, jak chwiejny charakter i egoistyczne odruchy. Wszystko z bliska, z absolutną szczerością, w słusznym dążeniu do uczłowieczenia Dicka. Gdyby Sutin zatrzymał się w pół drogi, książka ta pozostawiłaby czytelnika z wrażeniem uczestnictwa w akcie niesmacznego voyeuryzmu. Sutin jednak idzie dalej, jakoś przełamujemy barierę intymności - i zaczynamy Dickowi współczuć; nie w sensie brudnej litości, lecz czysto ludzkiej empatii. Trudno chyba o większy komplement dla biografa.
Jak Sutin radzi sobie z doświadczoną przez Dicka teofanią (fenomenem „2-3-74”, jak pisze o niej sam Dick)? Prawda czy zmyślenie? - ta kwestia nie zostaje podniesiona. Sutin nie ma wątpliwości, że PKD przeżył jakąś halucynację i traktuje wszystkie podejmowane później przez Dicka próby interpretacji zdarzenia właśnie jako elementy opisu jego psychiki.
W identyczny sposób potraktowane zostaje całe jego życie. Tu mamy input - pokazuje nam Sutin opowiadając historię Dicka - a tu output - i wychodzą zeń gotowe opowiadania i powieści. W istocie nie jest w tym podejściu Sutin oryginalny, biografowie artystów od niepamiętnych czasów nie ustają w poszukiwaniu owego „złotego algorytmu”, schematu czarnej skrzynki, jaka znajduje się w umyśle człowieka pomiędzy doświadczanym a tworzonym. Całe „Boże inwazje” napisane są w tym duchu. Gdybyśmy znali wystarczająco wiele szczegółów (wydaje się przekonywać Sutin), gdybyśmy widzieli, czego nie widział żaden świadek życia i cierpienia PKD, bo nikogo wtedy przy nim nie było - pojęlibyśmy, dlaczego i jak napisał on, co napisał.
Nagle jednak trafia człowieka liliowy promień z nieba i schemat się załamuje. Co to jest? Jeśli halucynacja, to skąd i w jaki sposób wygenerowana przez umysł PKD? Ex definitione nie jest doświadczeniem zewnętrznym; to coś z wnętrza czarnej skrzynki. Co tam się, u licha, dzieje? Nijak zajrzeć. Maszyna wypluwa jeno nieskładne raporty, tysiące stron niejasnej, poplątanej, samosprzecznej „Egzegezy”. Skrupulatny analityk obchodzi urządzenie i sprawdza z drugiej strony: logika mówi, że wyjaśnienie powinno się znajdować w rejestrze danych wprowadzonych do systemu. Więc szukamy śladów, podążając wstecz aż do dzieciństwa pisarza; gdzieś musi się kryć przyczyna. Nie tylko 2-3-74: przecież Dick faktycznie miał siostrę-bliźniaczkę (choć bez przesady: nie jednojajową) i świadomie włączał do swych fabuł jej odbicia, świadomie portretował w nich swe żony, znajomych. Zatem, widzicie państwo, metoda jest słuszna! Funkcje przyporządkowujące działają! Trzeba tylko zebrać więcej danych.
Sutin uczynił to i zdał raport w przejrzystej formie. Ogólne wrażenie jest takie: Dick-człowiek, ale na pewno nie człowiek normalny. Nie jest to bynajmniej biografia z tezą - to biografia poszukująca. Lecz nie powinien czuć się rozczarowany, kto zamknąwszy ją pozostanie w poczuciu jeszcze większej niepewności, z nowymi pytaniami. To samo zdarza się w przypadku większości książek Dicka.
Piękna okładka. Twarz Philipa Dicka wżera się w pamięć: zmęczony, zrezygnowany - próbował wytłumaczyć, sam nie rozumiał.
Jacek Dukaj
Lawrence Sutin Philip K. Dick. Boże inwazje, tłum. Lech Jęczmyk, Zysk i S-ka, cena: 39.00 zł