Magia, jaka jest, każdy widzi. Problemy się zaczynają, gdy próbujemy ją opisać i zdefiniować. Podobnie jak do metafizyki, można podejść do niej z dwóch stron: albo uznajemy, że niedookreśloność należy do samej natury magii (że „magiczne” to znaczy właśnie „ulotne”, „wymykające się słowom”); albo tworzymy dla opisu magii jej właściwy język, budujemy hermetyczne nauki i poświęcamy się odkrywaniu wewnętrznych zależności.
„Jonathan Strange i pan Norrell” Susanny Clarke to historyczna fantasy a la Jane Austin, oparta na magii pierwszego rodzaju, a konkretnie - magii faeries. Rozgrywa się w epoce wojen napoleońskich i jest uroczo wystylizowana na klasyczną powieść angielską z XIX wieku, zarówno pod względem formy (te barokowe przypisy pełne fikcyjnej bibliografii o magii!), jak i samej treści. Śledzimy mianowicie dzieje dwóch dżentelmenów usiłujących po wiekach jej „uśpienia”, odrodzić magię, i jest to opowiedziane na blisko tysiącu stron z dystansem, ironią i w tempie narracji charakterystycznym dla tamtych czasów. Powieść czyta się jakby się spacerowało wzdłuż galerii obrazów pełnych przykrytych lekką patyną szczegółów - od sceny do sceny, od rozdziału do rozdziału, napawając się smaczkami historycznymi i obyczajowymi, bez pośpiechu sensacyjnej fabuły, która we współczesnej fantasy gnać musi na łeb, na szyję. U Clarke przyśpiesza ona dopiero w połowie ostatniej części (w polskim wydaniu: ostatniego tomu). Obietnica kulminacji zostaje spełniona jedynie połowicznie; w istocie cały „Strange & Norrell” kończy się jak pierwszy tom znacznie większego dzieła, prolog monumentalnego cyklu o Magicznej Anglii (Clarke zapowiada kontynuację). Tymczasem dostajemy do rąk sam początek tej opowieści, poświęcony prawie wyłącznie panu Norrellowi: dżentelmenowi oschłemu i zawistnemu, mizantropicznemu molowi książkowemu - który okazuje się Pierwszym Magiem Imperium Brytyjskiego.
Kluczem do magii Clarke jest natura faeries. W polskim tłumaczeniu siłą rzeczy występują one jako „elfy”, co najpewniej wprowadzi w błąd czytelników wychowanych na elfach Tolkiena: pięknych i mądrych, niezłomnych obrońcach dobra. Tymczasem zrodzone z wyspiarskiego folkloru faeries - od których pochodzi u Clarke cała angielska magia - to ich niemal dokładne przeciwieństwo: istoty amoralne, kierujące się pokrętną, niezrozumiałą dla ludzi logiką, słynące z okrutnych żartów. I taka też jest ich magia. Strange z premedytacją wpędza się w obłęd, by ją „zrozumieć”. Mamy tu więc do czynienia z czarami jako czymś, czego normalny człowiek nigdy nie pojmie. Cudownie rozbudowana przez autorkę historia i literatura magii (przypominająca mi RPG „Ars Magica”) opowiada o wiecznej konfuzji w obliczu Nieopisywalnego. Można tylko przytaczać pure-nonsensowe anegdoty, powtarzać ślepo rytuały (magia Norrella), albo kierować się intuicją (magia Strange'a). Clarke nakreśliła tu portrety magów o sile archetypów; nie zdziwię się, jeśli ta książka zainspiruje naśladowców. Mnie urzekła.
W „Opowieściach z Malazańskiej Księgi Poległych” (o których już w „NF” obszernie pisałem) Steven Erikson wyszedł z odwrotnego założenia. Magia to sam szkielet jego świata, zbiór obiektywnych zasad bardziej podstawowych od praw fizyki; reszta stanowi jego pochodne. A jeśli wydaje nam się inaczej, to tylko antropocentryczne złudzenie.
Nie dość bowiem, że magiczna ontologia Eriksona jest tak bogata, skomplikowana, związana logicznie z wszystkimi dziedzinami życia, zróżnicowana kulturowo, tak głęboko ukorzeniona w fantastycznej antropologii, że trudno mi wskazać w literaturze podobny rozmach i precyzję (może tylko we „Wciąż wracać do domu” Le Guin) - ale to wszystko nie stanowi konstrukcji statycznej. Już w poprzednich tomach pojawiały się przebłyski - we „Wspomnieniu lodu”, „Domu Łańcuchów” i „Przypływach nocy” widać to wyraźnie: ewolucję magii. Tak, jak ewoluują systemy wierzeń i rytuałów ludów prymitywnych, gdy dojrzewają one na przestrzeni tysiącleci: od kultur łowiecko-zbierackich do kultur osiadłych, rolniczych, od społeczeństw klanowych, plemiennych, do struktur państwowych, od tradycji mówionej do tradycji pisanej, od gospodarki wymiennej do gospodarki pieniądza - tak ewoluuje magia Eriksona, zmieniają się bogowie/Ascendenty, hierarchie zastępują hierarchie; w konsekwentnym, metodycznym odbiciu antropologicznych procesów ewoluują same zasady, źródła i języki magii. Jest to kreacja porażająca. Łatwo się pogubić w tysiącu detali, ale nierzadko też przebiega dreszcz, gdy zaglądamy pod podszewkę kultury współczesnej i otwierają się przed nami zimne tajemnice świata sprzed setek tysięcy lat, gdy bliżsi byliśmy zwierzętom, i nasze sny były snami zwierząt. Fizycy często wspominają, jak do studiowania natury wszechświata pchnęła ich dziecięca fascynacja SF; wyobrażam sobie, że cyklowi malazańskiemu zawdzięczać będziemy niejednego antropologa i archeologa.
By zrozumieć świat Eriksona, nie można pominąć żadnej „Opowieści”, chociaż zdarzenia z tomu III i IV rozgrywają się równolegle, a tom V skacze na zupełnie nowy kontynent, odcięty kulturowo przed tysiącleciami. Natomiast w „Krwawym tropie” i kolejnych opowiadaniach „towarzyszących” Erikson sprawdza się w konwencji horror-humoreski (postaci eunucha-nekromanty, ironicznego demonologa i ich lokaja wprowadził we „Wspomnieniu lodu”), wykorzystanej także w „Przypływach”. Konwencją podstawową pozostaje jednak heroic fantasy i fantasy militarna.
Niestety, w warstwie fabularnej i językowej jest to literatura co najwyżej poprawna. Skupienie na uzbrojeniu, bitewnych przymiotach postaci itp. rodzi skojarzenia z opisami ze scenariuszy RPG (w „Przypływach” jest z tym lepiej). Sporo tu patetyzmu i sporo czarnego humoru żołnierskiego; z czasem także coraz więcej mętnego filozofowania. Gdy zachodni pisarze literatury popularnej zabierają się do moralizowania, przeważnie bardzo szybko obraca się ono w autoparodię - Erikson najlepszy jest, gdy pozwala swym weteranom skwitować sprawę splunięciem w milczeniu.
O czym bowiem nie można mówić, o tym należy milczeć. Każdy rodzaj magii, w tym magia słowa pisanego, posiada próg konkretu, poza którym kolejne wypowiedziane o niej zdanie jest już tylko jak szpila przebijająca martwego motyla.
Jacek Dukaj
Susanna Clarke „Jonathan Strange i pan Norrell” tom 1, tłum. Małgorzata Hesko-Kołodziejska, Wydawnictwo Literackie 2004, cena: 29.00 zł.
Steven Erikson, „Dom Łańcuchów” („Dawne dni” + „Konwergencja”), „Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” tom 4, tłum. Michał Jakuszewski, MAG 2003, cena: 35.00 zł. + 35.00 zł.
Steven Erikson, „Przypływy nocy” („Misterny plan” + „Siódme Zamknięcie”), „Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych” tom 5, tłum. Michał Jakuszewski, MAG 2004, cena: 35.00 zł. + 35.00 zł.
Steven Erikson, „Krwawy ślad”, „Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych”, tłum. Michał Jakuszewski, MAG 2004, cena: 9.90 zł.