Andrzej Sepkowski to, o ile mi wiadomo, prawdziwe nazwisko autora, nie zaś pseudonim sprokurowany dla podwieszenia się pod sławę twórcy „Wiedźmina”. Jego „Czas Golema” był jednym z tekstów nagrodzonych w konkursie Prószyńskiego na powieść fantastyczną. Rzecz nie jest zbyt długa, ok. 330 stron. I na tym kończy się lista dobrych informacji w tej recenzji.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak męczyłem podczas lektury; czytałem „Czas Golema” w sumie bodaj półtora miesiąca, atakując wciąż od nowa, mozolnie urywając po kilka stron. Jakbym gryzł styropian - wielkie kawały pustosłowia grzęzły mi tuż pod powierzchnią myśli, momentalnie zapychając umysł, blokując wyobraźnię. Taka jest bowiem pierwsza i główna wada „Czasu Golema”: język, zupełnie niestrawny. Jakaś przedziwna hybryda nowomowy, pełnej zwichniętych metafor i gazetowej nadpoprawności, z żenującymi próbami prozy poetyckiej, ucieczkami w nieporadne liryzmy. A wszystko to tak pompatyczne, tak patetyczne - i to niezależnie od fabuły - że któregokolwiek akapitu nie wybralibyśmy, okaże się, iż właśnie trafiliśmy w środek kluczowego dla powieści wywodu o Upadku Demokracji i Przyczynach Zła Wszelkiego; bo tak to idzie przez całą książkę. Podejrzewam, że gdyby sporządzić bilans jej zawartości, okazałaby się, iż jest tam tego więcej od samej fabuły. Trudno zatem mówić o „powieści science fiction”; to raczej fabularyzowana prognoza polityczna.
Kusi mnie, by napisać, iż to prognoza budowana z pozycji prawicowych - takie są instynktowne skojarzenia, gdy słyszymy mantrę: „sprzedajni politycy, ogłupiałe społeczeństwo, media propagujące ideologie permisywne, eurobiurokracja, zaprzedana tradycja” itd. Ale u Andrzeja Sepkowskiego schemat konserwatywnej political fiction jest dokładnie zmieszany z innymi schematami popkultury (szalonego naukowca, cyborga-zabójcy itp.) i nie posiada żadnego przełożenia na niższe warstwy opowieści. Wykonał tu Sepkowski po prostu szereg operacji typu „kopiuj i wklej”, za źródło biorąc tyleż kanon literatury SF, co literatury popularnej w ogóle. Najgorsza jednak nie jest nieoryginalność w wyborze tematów, lecz brak jakiegokolwiek pomysłu, co zrobić dalej z owymi elementami, chaotyczność kompozycji, aż do pomieszania poziomów narracji - autor np. każe wtem bohaterowi zagłębić się we wspomnienia z dzieciństwa spędzonego na treningu na asasyna (co bynajmniej nie zatrzymuje akcji, bo takowej nie ma), w ramach których to wspomnień przedstawia czytelnikowi relacje z narad głównych spiskowców; mniejsza z tym, że bohater tych narad nie był nawet świadomy! Owe narady zresztą (podobnie jak dosłownie każda inna rozmowa w książce) są też tylko pretekstem dla zaprezentowania długaśnych a banalnych wywodów politologicznych.
Są w tekście znaki świadczące, iż Sepkowski zdaje sobie sprawę, że fabularnie i koncepcyjne jest to rzecz irytująco wtórna. Np. wkłada w usta postaci konstatacje w rodzaju: „Przecież to jak z tandetnych filmów!” Ale puszczenie oka do odbiorcy nie czyni automatycznie z marnego poważnego dzieła świetnego pastiszu - o czym wiedzą już (mam nadzieję) polscy filmowcy. Zresztą „Czas Golema” jest tak nieprzejednanie sieriozny, iż żadne podobne sygnały nie zmienią tu nastawienia czytelnika.
Powyższe jest krytyką czysto literacką - bo gdyby zabrać się za merytoryczny rozbiór wizji autora, trzebaby na to dwakroć tyle miejsca. Naiwność wyobrażeń mechanizmów politycznych jest u Sepkowskiego wręcz rozbrajająca.
Był taki pisarz-poliglota (już chyba zapomniany), kryjący się pod pseudonimem Robert F. Stratton, autor kultowego niegdyś „Hobby doktora Travena”, który na początku lat osiemdziesiątych popełnił rozgrywającą się w Europie powieść polityczno-sensacyjną pt. (nomen omen) „Czas nietoperza”. Nie jest to żadne arcydzieło, ale rzecz co i rusz przychodziła mi na myśl podczas lektury „Czasu Golema” jako jego idealne przeciwieństwo: lekkostrawna, zdystansowana wersja tej samej historii. Tymczasem powieść Sepkowskiego jest jak golem właśnie: ciężka, toporna, bezmyślna, martwa - zupełnie bowiem zabrakło w tej literackiej Kabale ożywiającej nieożywione mocy Słowa.
Jacek Dukaj
Andrzej Sepkowski „Czas Golema”, Prószyński i S-ka 2000, cena: 29.00 zł