Nigdy nie wiem, czego się spodziewać po utworach Konrada Lewandowskiego: zaskakiwał mnie zarówno in plus, jak i (częściej) in minus. Do „Misji Ramzesa Wielkiego” podchodziłem starając się wyzbyć wszelkich uprzedzeń. Czy to się udało? Tego nigdy nie można być do końca pewnym. Podczas lektury przeważało wrażenie, że chociaż autor miewa niezłe pomysły, to brakuje mu cierpliwości lub chęci (lub zdolności), by poddać je stosownej selekcji i przyzwoicie rozwinąć, a przede wszystkim - opakować w porządną formę literacką.
„Misja” jest oparta na kilku fantastycznych założeniach, samych w sobie wielce obiecujących: alternatywna historia ludzkości, w której dominującą rolę odgrywa Egipt faraonów, przyśpieszając rozwój cywilizacyjny o kilka tysięcy lat; podróże kosmiczne jako manipulacje makrofunkcjami falowymi kosmolotów (vide wynalazek Kołodziejczaka z Dominium Solarnego); silna rola religii, staroegipskich wierzeń zmutowanych z chrześcijaństwem, przez pryzmat których postrzegane są wszystkie rozumne gatunki... Takie są te pomysły, a raczej pomysły na pomysły, albowiem należałoby je wpierw gruntownie przemyśleć i uwiarygodnić na poziomie szczegółów oraz interakcji z innymi fantastycznymi założeniami, a tego właśnie Lewandowski nie czyni. Jakby skreślił cały utwór w bezrefleksyjnym pośpiechu: pomysł - skojarzenie - piszemy. Już po kilku stronach czyta się to jak fabularyzowany test na inteligencję: ile to nieścisłości, nielogiczności i zwyczajnych błędów zdołamy wychwycić. Polecam zwłaszcza zadanie pt. „dlaczego opisany tu system redukcji przeciążeń nie może działać”.
Wszystko to jednak mógłby autor odkupić na płaszczyźnie literackiej. Ale tu jest jeszcze gorzej. Lewandowski wybrał formułę space opery, racząc nas opisami kosmicznych bitew i abordaży (pomijam fakt, że przy założonych niszczycielskich możliwościach napędu kwantowego nie ma to sensu). I owe opisy wypadają w całej książce najżywiej - kiedy bowiem przychodzi do opisów ludzkich charakterów, myśli i zachowań członków załogi „Ramzesa”, szczególnie w scenach erotycznych... Niesmak i żenada. Podobnego prostactwa psychologicznego i toporności stylistycznej nie spodziewałem się po tak doświadczonym autorze.
Niekiedy sądzę, że najcenniejszym zmysłem pisarskim jest poczucie literackiego wstydu, wykształcone z opatrzenia się ze wzorcami, do jakich aspirujemy - poczucie nie pozwalające wypuścić w świat danego zdania, sceny, utworu, na które, mimo włożonej pracy, w duchu nadal krzywimy się w niesmaku i gryziemy palce. Konrad Lewandowski wydaje się doskonale wolny od temu podobnych zahamowań.
Jacek Dukaj
Konrad T. Lewandowski „Misja Ramzesa Wielkiego”, Alfa 2001, cena: 25.00 zł.