W kostiumie SF

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 197 (1999-02).

Ani to powieść, ani opowiadanie, sto pięćdziesiąt stron, z czego jedna trzecia narracyjnej waty - lepiej by Silverberg zrobił włączając „Góry Majipooru” do zbioru „Kroniki Majipooru”. Fakt, że akcja „Gór” rozgrywa się pięćset lat po wydarzeniach stanowiących osnowę „Kronik” nie ma żadnego znaczenia - Majipoor to świat w stagnacji, jedyną oznakę upływu czasu stanowią w nim następujący kolejno po sobie Koronalowie i Pontifexowie, panowaniem których się go mierzy. Wszystko się zapewne w Silverbergu burzyło przeciwko pisaniu jeszcze jednego cyklu fantasy, dał więc Majipoorowi naukową podporę i nazwał rzecz SF - ale to tylko nazwa. Wyliczalna z przedstawionych przez autora danych gęstość olbrzymiej planety stoi w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem; zatrzymanie się społeczeństwa na tysiące lat w quasifeudalnym ustroju oraz w rozwoju technologicznym (kiedyś latali do gwiazd, teraz nie; bioinżynieria jest a jakby jej nie było itd.) uzasadnia tezę, iż w istocie mamy tu do czynienia z klasycznym przykładem fantasy, w której zamieniono magię na nibynaukę, magiczne artefakty na gadżety hi-tech, zaś elfy i krasnoludy na oswojonych Obcych.

Tak też trzeba podejść do historii opowiedzianej w „Górach”, inaczej wyjdzie Silverberg w naszych oczach na idiotę (a skądinąd wiemy, że nim nie jest). Oto ekspedycja badawcza gubi się w górach mroźnej północy. Po kilku miesiącach powraca przewodnik z wiadomością, iż dziewięciu naukowców wziętych zostało do niewoli przez prymitywne plemię, żyjące w odciętej od świata lodowej dolinie. Dla wynegocjowania traktatu z królem plemienia wysłany zostaje do niej młody książę.

Otóż gdyby to była książka SF wydarzenia potoczyłyby się mniej więcej tak: Książę zanurzyłby się w kulturę szczepu, poznał język i mity, z nich wydedukował przeszłość dzikusów, dotarł do tajemnicy wymarłych smoków lądowych (a ich to szczątków poszukiwała ekspedycja), tajemnica ta odkryłaby przed nim - i czytelnikami - nieznaną dotąd zasadę rządzącą opisywanym światem, nastąpiłoby ontologiczne przewartościowanie (może to smoki okazałyby się pierwotnymi mieszkańcami Majipooru, przodkami telepatycznych smoków morskich i faktycznymi stworzycielami Zmiennokształtnych? może książę dotarłby do pozostałości smoczej cywilizacji?), uzbrojony w tę wiedzę książę uwolniłby więźniów, sprowadził specjalistów z miasta, którzy ruszyliby pełną parą po krętej drodze do kontaktu z nieznaną rasą, czytelnik do końca głowiłby się nad Zagadką.

Gdyby natomiast była to fantasy, poszłaby w tę stronę: Książę pokochałby córkę króla, król sprowadziłby złego czarownika, aby rzucił klątwę na nieposłuszną księżniczkę, księciu zaś poleciłby władca wypełnić siedem misji; książę wypełniałby je po kolei, każdą przez sto stron, przewędrowując Majipoor wzdłuż i wszerz, po czym stoczyłby straszliwą walkę z czarownikiem a w finale uwolnił więźniów z pomocą sprowadzonych przez bogów magicznych smoków i został mianowany Obrońcą Północy.

Problem z Majipoorem polega na tym, że Silverberg najwyraźniej nie chce pójść w żadną stronę i w efekcie drepcze w miejscu. Nie ma w „Górach” ani naukowych dociekań i ontologicznego suspensu, ani wartkiej fabuły, kolorowych bohaterów, wciągającej akcji. Nie obejmuje tego świata ani logika SF - bo w istocie książę postępuje z królem, jakby nie wiedział, co znaczy „kultura prymitywna” - ani logika fantasy - bo ostatecznie książę odnosi sukces dzięki demonstracji siły ognia miotaczy jakichś niszczycielskich promieni (miesiąc myślał, zanim na to wpadł). Oczywiście kiedy się to czyta, nie odnosi się wrażenia takiego pomieszania. Silverberg, stary wyga, prowadzi narrację z pełną powagą, dystans obiektywnego obserwatora zostaje zachowany, jedno zdarzenie wynika z drugiego. Że główny bohater głupi - cóż, nie każdy musi być orłem. Proszę jednak odłożyć książkę i powiedzieć: o co w niej chodzi? czemu w ogóle Silvberberg ją napisał? jakiż to nowy pomysł miał? czym chciał uwieść? co pokazać? co dał czytelnikowi?

Jacek Dukaj

Robert Silverberg Góry Majipooru, tłum. Krzysztof Sokołowski, Prószyński i S-ka 1998, cena: 14.00 zł