W oczach Zachodu

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 243 (2002-12).

Owa przeszłość mitologiczna, którą próbuje wydestylować fantasy, nie jest jednak ahistoryczna. Kiedy autor siada do kolejnego wieloksięgu, odbijają mu się w wyobraźni konkretne wzorce historyczne. I właściwie zawsze są to wzorce zachodnioeuropejskiego średniowiecza, dowód oryginalności stanowi przesunięcie fikcyjnego świata bardziej ku renesansowi lub bardziej ku starożytnemu Rzymowi. Ostatnio najlepsze dokonania w fantasy - Martina, Elliott, Kaya - rodzą się właśnie z uświadomienia sobie owych wzorców i maksymalnego zbliżenia fantasy do powieści historycznych. Niesie to ze sobą konieczność m. in. ograniczenia magii, eliminacji fantastycznych gatunków zwierząt i istot rozumnych. Osiąga się jednak w ten sposób - jakże cenne - poczucie realizmu i unika zgubnego wrażenia niekonieczności, nudnej błahości.

Guy Gavriel Kay, którego stworzona podług powyższego przepisu „Tigana” odbijała Italię na progu renesansu, a „A Song for Arbonne” - XII-wieczną Prowansję, w „Sarantyńskiej Mozaice” odchodzi najdalej od anglosaskiej baśniowej historii i kieruje spojrzenie na Wschód. Jak można się domyśleć z tytułu pierwszego tomu - „Pożeglować do Sarancjum” - rzecz dzieje się w Cesarstwie Bizantyjskim i w samym Konstantynopolu, umiejętnie przez Kaya ubaśniowionych. Jest to zresztą ten sam „świat z krzywego lustra historii”, co w „The Lions of Al-Rassan”, tylko że ukazany kilkaset lat wcześniej, za rządów Kayowego odpowiednika cesarza Justyniana - który właśnie wznosi swoją wersję Hagia Sophia i do ozdobienia jej kopuły mozaiką wzywa mistrza owego rzemiosła.

I głównym bohaterem nie jest bynajmniej cesarz, ani jakiś wielki wojownik czy czarodziej - lecz właśnie mozaicysta imieniem Crispin. Owszem, cesarz, wojownicy i alchemik pojawiają się, ale w tle, tło też stanowią rozmaite dworskie spiski, spory religijne, planowane inwazje. Kay nie popełnia jednak błędu większości epików fantasy i nie czyni z tego osi intrygi; znacznie większe wrażenie niż upadek fikcyjnego królestwa robi na czytelniku dramat bohatera, w którego uwierzył i z którym się związał. Kay to wie i w tym jest, według mnie, niedościgniony we współczesnej fantasy: w subtelnych, nienachalnych opisach postaci zwykłych (i niezwykłych) mężczyzn i kobiet. Czasami, niczym w inteligentnym filmie, jedno słowo, jeden gest, jedno milczenie kwituje cały los postaci. Przejmujemy się nim, ponieważ - jak prawdziwym postaciom historycznym - nikt im nie zagwarantował zwycięstwa, szczęścia czy choćby sprawiedliwości. Ba, w większości przypadków nie rozumieją nawet, dlaczego zdarza się, co im się zdarza. Ot, życie: matka sprzedaje córkę w niewolę, by wyżywić pozostałą rodzinę; zaraza zabija człowiekowi żonę i obie córki; z przekory wypowiedziane słowo odmienia mu całą przyszłość; w bezsensownych wojnach granicznych giną rodzice... „Jak rozszczepione drzewo ma wyjaśnić błyskawicę?” Kay czasami cofa się wręcz do perspektywy kronikarza, by podkreślić tę nieprzewidywalność Historii; sama kompozycja poszczególnych rozdziałów jest poniekąd mozaikowa, GGK rozbija je na wiele ułamkowych obrazów, nie od razu układających się w spójną całość.

Jak dobre mam o tej prozie zdanie, niech pokaże skojarzenie z „Andriejem Rublowem” Tarkowskiego, przed którym nie obroniłem się kończąc lekturę - tak samo bowiem sztuka Crispina opowiedziana jest tu historią życia twórcy, tragedii, jakich doświadczył oraz pokus, jakim uległ i nie uległ, jego wędrówką przez naznaczony cierpieniem świat; a mozaika, którą wreszcie ułoży, ma dać temu świadectwo. Tam wszakże, gdzie „Rublow” był fatalistyczny, „Sarancjum” daje pewną nadzieję; tam, gdzie „Rublow” zmuszał do pokory, „Sarancjum” sławi męstwo, odwagę i mądrość. Oczywiście, to jest literatura popularna, fantasy, no i pisana właśnie przez człowieka Zachodu, lecz sam również nim jestem i znajduję w tym rozpoznaniu duchowej symetrii, kosztem wglądu w egzotykę - niespodziewany komfort. Fantasy, jak widać, posiada swoją wersję Paradoksu Kontaktu: czy powinna, ubaśniawiając przeszłość, pokazać autentyczną obcość ludzi tamtych miejsc i czasów - czy raczej ich równie autentyczne człowieczeństwo?

Jacek Dukaj

Guy Gavriel Kay „Pożeglować do Sarancjum”, tłum. Agnieszka Sylwanowicz, Zysk i S-ka 2002, cena: 35.00 zł.