Wejście Kresa

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 171 (1996-12).

Ponieważ od czasu „Demona Walki” nie natknąłem się na dobry tekst Kresa, przystępowałem do lektury „Króla Bezmiarów” bez wielkich nadziei - choć w istocie jest on oparty na owym opowiadaniu. Drugie wydanie powieści zapewne różni się od pierwszego, jako że Kres znacznie ją przerobił. „Król” zaczyna się „Demonem” i przez pierwsze kilkadziesiąt stron kładłem wszystko co dobre na jego karb; wkrótce jednak „Demon” począł się roztapiać i zmieniać.

Zacząłem podejrzewać coś w rodzaju literackiego przejścia tunelowego - jest to trik fizyki kwantowej, dopuszczający skok cząstki powyżej jej potencjału. Najwyraźniej czegoś podobnego dokonał w „Królu Bezmiarów” Kres, przeskakując pułap swych własnych umiejętności i talentu, o których wnioskowałem na podstawie jego dzieł wcześniejszych i późniejszych. Mamy tu do czynienia z drugim tomem cyklu zamierzonego na tomów siedem; zwie się to „Księga Całości” i stanowi bodaj pierwszy kompletny cykl w polskiej fantasy.

Myliłby się ten, kto by sądził, że ów skok jakościowy wiąże się ze zmianą stylu lub zainteresowań autora: jest to ten sam Kres, kresowaty chwilami aż da bólu - tyle że po prostu lepszy. Potrafił przezwyciężyć swoje ułomności. Zawsze irytowała mnie u niego aż nadto wyraźna niezdolność do zapanowania nad fabułą; im tekst dłuższy, tym gorzej to wyglądało. Tymczasem w wielusetstronicowym „Królu”, gdzie postaci mogących uchodzić za główne jest blisko tuzin, fabuła, pomimo znacznego skomplikowania, bardzo ładnie co jakiś czas zbiega się w węzeł i redukuje. Co prawda i tak jej rozbuchanie wydaje się nadmierne: Kres ucina opowieść epilogiem w miejscu, które stanowi dopiero przedbieg przed prawdziwym finałem (tzn. anonsowaną wojną morską i rozwiązaniem politycznej intrygi) - ale to przecież cykl. Tłumaczyłoby to również przerost zainteresowania narratora postaciami drugoplanowymi; oto bowiem otrzymujemy kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn z krwi i kości (bo też i krwawią często, i nierzadko trzaskają im gnaty), na tyle wiarygodnych psychologicznie, by czytelnik nawet się nie zastanawiał nad autentyzmem ich motywacji. Stanowi to bodaj największy sukces Kresa, który zawsze miał kłopoty z człowieczeństwem swych bohaterów.

Jak mówię: jest to ten sam Kres, co zawsze - i miłośnicy jego twórczości odnajdą w „Królu” wszystkie elementy charakterystyczne dla autora „Maga”. To nie jest fantasy dla dzieci; struktura Kresowych opowieści w niczym nie przypomina baśni, czym wyraźnie odróżniają się one od produkcji zachodniej. Już nawet nie chodzi o zimne, irracjonalne okrucieństwo stanowiące w Szererze normę, ani o atmosferę ponurej beznadziei, jaka przenika czytelnika, widzącego daremność wysiłków bohaterów i przewrotność losu - Kres nie gustuje w happy endach. Specyfikę pisarstwa Kresa - nie jest to bowiem wyłączny atrybut Szereru - stanowi co innego: wewnętrzna amoralność kreacji. U niego nie wartościuje się podług dobra czy zła; gorzej: tam nie wartościuje się w ogóle.

Fantasy zna systemy oparte na równowadze i nierównowadze, jako zastępczych biegunach etyki - tyczą się one jednak wyłącznie wykorzystywania magicznych mocy bądź oceny historycznych przemian, nie znajdując zastosowania w życiu codziennym, gdzie obowiązują normy „zwykłej” moralności. U Kresa natomiast wydają się tu nie obowiązywać żadne normy. Skoro religia i moralność nie zabraniają zabijać, gdy najdzie człowieka chętka - wszystko sprowadzone zostaje do jakiejś pierwotnej, zwierzęcej drapieżności, której uosobieniem są, jeden w drugiego, bohaterowie „Króla”, nawet w miłości krwiożerczy, nawet w litości bezwzględni. Z całą pewnością nie jest to fantasy dla dzieci.

Wszystko to, rzecz jasna, podane jest w charakterystycznym sosie batalistyki, polityki, erotyki i magii, chociaż ta ostatnia pojawia się w „Królu” bodaj wyłącznie poprzez wpływ na bohaterów potężnego Rubinu Córki Błyskawic - ale to wystarcza. Owo samoograniczenie się autora w zakresie produkcji magicznych artefaktów daje w połączeniu z jego suchym, szorstkim stylem wrażenie niewysilonego realizmu, przesuwającego książkę gdzieś w stronę dziewiętnastowiecznych awanturniczych powieści odcinkowych. W gatunku tak konserwatywnym i opartym na kolorowej sztampie, jakim jest fantasy, podobna oryginalność i niewątpliwa odrębność wizji stanowią wielki atut. Można Kresa nie lubić, ale nie wolno go już nie zauważać.

Jacek Dukaj

Feliks W. Kres Król Bezmiarów. Tom drugi Księgi Całości. Trickster 1996.