Więcej niż ewolucja

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Nowa Fantastyka” nr 224 (2001-05).

Zaskakująco rzadko SF podejmuje temat przyszłości człowieka jako gatunku; jeśli już, są to raczej wizje technoewolucji, ewolucji „sztucznej”, powodowanej przez samego człowieka - a i one zamykają się przeważnie w krótkich horyzontach czasowych. Bo też ilość możliwych przyszłości wydaje się tu ograniczona. Począwszy od Wellsa i Stapledona, skończywszy na Eganie i projekcie Extropy - schemat maksymalizacji potęgi pozostaje niezmienny, zmieniają się tylko pomysły na technologiczne ścieżki do wszechmocy.

Tym bardziej warta uwagi powieść Theodore'a Sturgeona „Więcej niż człowiek”, klasyka SF pochodząca z roku 1952, dotąd w Polsce nieznana. W ogóle prawie nieznany pozostaje Sturgeon; szkoda, bo, sądząc po tej książce, pisarz to wielce inteligentny, oryginalny, o zaskakująco - jak na SF owych czasów - lekkim piórze i sporej wrażliwości psychologicznej. Sama fabuła również poprowadzona jest - przez historie bodajże tuzina bohaterów - metodą bardziej wyszukaną, w narracji mieszanej. „Więcej niż człowiek” jest nadto o tyle wyjątkowa, iż prezentuje rozwój gatunku jako całkowicie naturalną, biologiczną ewolucję, niezależne od nadbudowy cywilizacyjnej przejście od Homo sapiens do Homo gestalt - przynajmniej w zamyśle autora.

Czymże jest ów Homo gestalt? To istota wyższego rzędu, konstytuująca się z kilku jednostek Homo sapiens o nadnaturalnych zdolnościach psychicznych (telepatia, hipnoza, telekineza, teleportacja), będąca wszak „więcej niż sumą swych składników”. Skojarzenia z rojami pszczół, kopcami termitów narzucają się same; ta więź pozostaje jednak zarazem luźniejsza (na poziomie biologicznym) i ściślejsza (na psychicznym - bo każdy „składnik” jest inteligentny i świadomy).

Powstaje problem stosunku „nadczłowieka” do ludzkości - kwestia władzy, ale i moralności. Tu także Sturgeon okazuje się zaskakująco dojrzały: unika pułapki łatwego Nietzscheanizmu, buduje etykę i etos od zera na praktycznych podstawach, klucza, wzorem Platona, szukając w uniwersalnym poczuciu wstydu. Jest to rozegrane przez autora bez kulturowej hipokryzji, ale i bez zimnego cynizmu - rzecz ani trochę nie trąci myszką, w odróżnieniu od większości SF sprzed Nowej Fali, spod znaku Heinleina czy Asimova.

Sturgeon nieodmiennie używa słowa „ewolucja” dla opisu wyłaniania się Homo gestalt, i to nie w znaczeniu przenośnym, lecz Darwinowskich mechanizmów selekcji naturalnej. Otóż tutaj dostrzegam u Sturgeona (i nielicznych kontynuatorów idei w SF) błąd w założeniach. Homo gestalt pojawia się w „Więcej niż człowiek” nagle, jako jedyna forma rozwoju mocy psychicznych człowieka, skok na drodze ku większej perfekcji, lepszemu przystosowaniu. Żeby faktycznie mogła tu być mowa o ewolucji, musielibyśmy mieć do czynienia z szerokim wachlarzem radiacji ludzi o właściwościach parapsychicznych, mocną presją środowiska, mechanizmem ewolucyjnym sięgającym czasów małpoludów itd. - słowem: całkowicie alternatywną historią, pełną reliktów i „ślepych dróg” tej ewolucji. Świat przedstawiony wszakże przeczy tym możliwościom. Jak zatem wytłumaczyć pojawienie się Homo gestalt lub jego odpowiednika? Co za siła wykształca ich wtem z form mniej doskonałych?

Obsuwamy się tu w rewiry nauki fantastycznej; ale wszak mowa o science fiction. Może więc Sturgeon opisuje ewolucję teleologiczną, podług Arystotelesowskiego wyobrażenia „przyciągającą” wszystko ku ideałowi, ostatecznej postaci im przeznaczonej? Może tak manifestuje się swoista „harmonia przedustawna”, przedprogram ułożony dla ludzkości przez przemyślnego demiurga? A może wręcz jest to przykład „ewolucji świadomej” w rozumieniu teorii Teilharda de Chardin? (Na skalę międzygwiezdną zastosowała ów patent Alice Sheldon w „Ulotnym smaku istnienia”). Tak czy owak, nie stary Karol Darwin za tym stoi.

Jacek Dukaj

Theodore Sturgeon „Więcej niż człowiek”, tłum. Jolanta Pers, Solaris 2001, cena: 28.00 zł