Wydawca ogłasza na okładce „Sierżanta” jego autora, Miroslava Žambocha, czeskim Sapkowskim. Obawiam się, że jest to już marketingowy odruch, podobnie jak reklamowe porównania każdej epickiej fantasy do Tolkiena. Žamboch z Sapkowskim nie ma nic wspólnego, natomiast bardzo wiele - z Ziemiańskim.
Powieść jest mieszanką klasycznej batalistyki (okopy, karabiny, moździerze, czołgi) i fantasy (miecze, czary, krwawe rytuały, walka ładu z chaosem). Oczyma tytułowego sierżanta Lancelota z batalionu zwiadu śledzimy finał starcia ze starożytnymi nekromantami. Żołnierski humor, szybka fabuła, nieskomplikowane postaci, prosty język, bitwy, strzelaniny, pojedynki wręcz i na broń białą, przepisowy wątek miłosny - czyta się to szybko i bez bólu. Zbyt długa refleksja nie jest wszakże wskazana: Žamboch nijak nie wyjaśnia eklektyczności świata; ważne jest tempo akcji. Nawet na poziomie detali znaleźć można podobieństwa z Ziemiańskim, np. ten sam przymus stosowania parowych silników w „Autobahn nach Poznań” uzasadniony był racjonalnie, tu - arbitralnymi regułami magii.
Dotychczas przekłady fantastyki wojennej stanowiły specjalność wydawnictwa ISA. Fabryka Słów najwyraźniej zamierza stawiać tu na autorów nieanglojęzycznych. Prawdę mówiąc, poza jednozdaniową aluzją do czeskiej flagi, żadnej kulturowej specyfiki w „Sierżancie” nie wykryłem. Ale też nie jest to wcale gorsze czytadło od zachodnich.
Jacek Dukaj
Miroslav Žamboch, „Sierżant”, tłum. Jan Stachowski, Fabryka Słów 2005, cena: 34.90 zł