Ziemkiewicz reloaded

Poniższy artykuł ukazał się pierwotnie w „Dzienniku” z dnia 10 sierpnia 2006 roku.

Wydanie Dzieł Zebranych oznacza, iż autor zszedł z tego świata, zaprzestał na dobre pisania, został za życia kanonizowany jako klasyk (np. otrzymawszy Nobla) albo też decyduje się w ten sposób odciąć starą część swojej twórczości od nowej, radykalnie innej. Właśnie ukazał się pierwszy tom Dzieł Zebranych Rafała A. Ziemkiewicza, obszerny zbiór opowiadań pt. „Coś mocniejszego”. Wszystko wskazuje, iż w przypadku Ziemkiewicza słuszny jest powód ostatni: wyczerpały się pasje dotychczas napędzające go jako pisarza, a nie znalazł jeszcze nowych. Spogląda teraz wstecz, bierze głęboki oddech i od niechcenia bawi się literaturą.

Trzy RAZ-y

Ziemkiewicz najlepiej jest znany jako telewizyjny i prasowy publicysta polityczny (o poglądach konserwatywnych obyczajowo i liberalnych gospodarczo), sam jednak traktuje tę działalność jako źródło zarobku i dodatek do prawdziwego powołania, tzn. literatury.

Początkowo pisywał SF silnie związane tradycją gatunkową, nie stroniące od futurystycznego i obcoplanetarnego sztafażu. Wykorzystywał go zazwyczaj, by postawić jednostkę wobec fikcyjnego totalitaryzmu, kontynuując na swój sposób nurt tzw. SF socjologicznej. Apogeum tej fazy twórczości RAZ-a stanowi powieść „Wybrańcy bogów”, pisana jeszcze w PRL-u, opublikowana w roku 1991. PRL i cenzura zniknęły, fantastyka musiała się odnaleźć w nowej sytuacji. RAZ bez powodzenia spróbował wtedy swoich sił w fantasy słowiańskiej („Skarby stolinów”, 1990).

Drugi okres w twórczości Ziemkiewicza zaczyna się, gdy na wyobraźnię zakorzenioną w klasycznej fantastyce naukowej, w polskiej tradycji alegorii antytotalitarnej nałożyły się poglądy polityczne młodego członka UPR-u i doświadczenie pracy w mass-mediach. Zmiana nastąpiła między „Wybrańcami bogów” i „Pieprzonym losem kataryniarza” (1995). Tak samo, jak fantasy rozkwitła u nas dzięki Sapkowskiemu, tak „Los...” otworzył nową epokę polskiej SF: już nie posługującej się fantastyką jako maską dla przemycenia wywrotowych treści – lecz traktującą o rzeczywistości Polski wprost, „na gorąco”. Ziemkiewicz ustanowił tu pewien standard dla popeerelowskiej literatury politycznej, standard brutalnego patriotyzmu. Do tej pory nie znalazł on odpowiednika w polskiej prozie realistycznej.

W późnych latach 90-tych następuje kolejna zmiana, poprzedzona kilkoma latami milczenia powieściopisarza. Ten „trzeci Ziemkiewicz”, jaki się po niej objawił, odszedł zarówno od konwencji SF, jak i od ognistej, poważnej fikcji politycznej na rzecz fantastyki lżejszej, humorystycznej. „Coś mocniejszego” zawiera m. in. wszystkie opowiadania z reprezentatywnego dla tego okresu cyklu o red. Aleksandrowiczu.

Jest tu także wiele tekstów z okresu drugiego. Z utworów „młodzieńczych”, z pierwszego okresu, mamy tylko krótkiego „Człowieka z pociągu” (1984). Ziemkiewicz był wówczas aktywnym członkiem grupy TRUST i Klubu Tfurców, podkreślających znaczenie rzemiosła pisarskiego. I rzeczywiście, do dzisiaj wszystkie jego utwory – czy o mniejszym, czy o większym ciężarze gatunkowym – są pisane z myślą o przystępności dla czytelnika i wedle surowych reguł poprawności stylistycznej, fabularnej etc.

Znacznie swobodniej czuje się Ziemkiewicz w felietonach. Bo nawet w najlepszej, jak dotąd, jego powieści – „Walcu stulecia” – i w tej najluźniejszej pod względem formy – przedśmiertnym pijackim monologu „Ciała obcego” – wyczuwa się silną samokontrolę autora, pewne usztywnienie języka. RAZ nie wyrobił sobie tu rozpoznawalnej frazy; udało mu się to w felietonach.

Dla czytelników beletrystyki pozostaje przede wszystkim autorem zaangażowanej politycznie science fiction o bliskiej przyszłości Polski i Europy.

Fantastyka brutalnego patriotyzmu

Bo to środek dekady lat 90-tych – z „Pieprzonym losem kataryniarza” (1995), „Czerwonymi dywanami, odmierzonym krokiem” (1996), „Walcem stulecia” (1998) – widzę czasem największej jego szczerości, gdy wyładowywał w literaturze swoje pasje i polityczne frustracje. Był w niej wielki ładunek patriotyzmu, podawanego bezpośrednio, bez wstydu i ironicznych min, a zarazem przecież całkowicie obcego świeżej martyrologii Solidarności – definiowanego przez siłę gospodarki i tożsamość kulturową jako składową tożsamości Europy i całej cywilizacji judeochrześcijańskiej. Na tle prozy polskiej lat 90-tych fantastyka Ziemkiewicza zdawała się wyjątkiem od reguły zabraniającej mówić nam w literaturze o współczesnej Polsce serio, mocno i od serca.

W „Losie...” Ziemkiewicz nakłada na Polskę bliskiej przyszłości ostrą metaforę historyczną: obraz Polski XVIII-wiecznej, przedrozbiorowej – Polski przystającej na wybory, słabości i obyczaje, które do rozbiorów doprowadziły; wielokroć wracać będzie do tego porównania. Nawet sama intryga „Losu” opleciona jest wokół spisku mającego na celu sekretny ekonomiczny rozbiór Polski, w przyszłości wyprojektowanej z realiów prezydentury Wałęsy, z dodatkiem virtual reality. Z powodu rozbudowanej scenografii komputerowej błędnie wpisuje się Ziemkiewicza w tradycję cyberpunka, a trudno wskazać lepszą antytezę dla kontestujących kapitalizm ideologii, na których wyrósł cyberpunk, niż wolnorynkowy konserwatyzm RAZ-a.

W ogóle historia stanowi mocny punkt odniesienia dla wizji przyszłości Rafała. W VR „Losu” bohater skacze przez kilka wieków historii Polski; w VR „Walca” trafia na bal w Wiedniu 1914 roku. Zarazem w utworach z tego okresu znacznie większą wagę przywiązuje Ziemkiewicz do zewnętrznych zagrożeń dla Polski, krytyka w dużej mierze dotyczy Europy Zachodniej, Unii, „postępowych” ideologii zaimportowanych z zachodu przez polskie elity intelektualne, zwłaszcza relatywizmu moralnego i politycznej poprawności. Ba, większość tych utworów w ogóle nie rozgrywa się w Polsce. Powtarza się krytyka demokracji jako rządów sondaży opinii, pijarowców i manipulujących nimi oligarchów.

Od początku lat 90-tych pojawiają się u RAZ-a motywy religijne. W „Jawnogrzesznicy” opisuje powtórne przyjście Chrystusa; w „Źródle bez wody” – komputerową reinkarnację inkwizytora Bernarda Gui w europejskiej utopii liberalizmu; w „Pajęczynie” – historię Ukrzyżowania w świecie rządzonym przez liberalne mass-media, z analogiem „Gazety Wyborczej” na czele. Kwestie religijne jednak stopniowo schodzą na dalszy plan, rzadziej pojawiają się pod sankcją prawdy bezwzględnej. Na końcu mamy bohatera „Ciała obcego”, który umiera samotnie z wezwaniem do „Galilejczyka” na ustach – nikt nie odpowiada.

Promocja konserwatyzmu w utworach Ziemkiewicza stanowiła zawsze element argumentacji za silniejszym, zdrowszym i trwalszym modelem społeczeństwa, kultury, państwa. Tradycyjne wartości i szacunek dla religii nie są u RAZ-a dogmatem, na którym opiera się różne argumentacje, a którego samego uzasadniać nie trzeba i wręcz nie wolno. Na odwrót: Ziemkiewicz konsekwentnie pokazuje, że konserwatyzm się opłaca; że na dłuższą metę społeczeństwa oparte na etyce absolutnej wygrywają w konkurencji ze społeczeństwami z przetrąconym kręgosłupem moralnym.

Logiczne rozwinięcie tej tezy stanowi prognoza tryumfalnego pochodu islamu przez zeświecczoną, sparaliżowaną polityczną poprawnością Europę, dobitnie ilustrowana w ówczesnych opowiadaniach oraz w „Walcu stulecia”. Powtarza się motyw dyskryminacji chrześcijaństwa wobec islamu w imię ideałów tolerancji. Głowy państw europejskich muszą pokornie wysiedzieć w teatrze, gdy się w pornograficznym przedstawieniu bezcześci symbole chrześcijańskie – podczas gdy najmniejsze naruszenie „wrażliwości religijnej” oficjeli muzułmańskich budzi gniew tych ostatnich i powoduje pośpieszne przeprosiny ze strony gospodarzy. Na sztandarach zalanej południowymi imigrantami i sterroryzowanej Republiki Francuskiej obok „Liberte, Egalite, Fraternite” widnieje „La illach l'Allach, Mohamed rasul Allach”.

Utwory te powstały sporo przed atakiem na WTC i aferą z karykaturami Mahometa. Identyczną i równie emocjonalną argumentację słyszymy dziś z ust Oriany Fallaci et consortes. Mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem wyprzedzenia przez pisarza momentu historycznego, z literaturą zapowiadającą odwrócenie trendów kulturowych i politycznych. Zapewne, nie był w tym Ziemkiewicz jedyny – lecz w Polsce pierwszy, najbardziej wyrazisty i najlepszy literacko.

Lekką ręką

Jednak stopniowo coraz trudniej przybrać Rafałowi kasandryczny ton. W okresie po „Walcu stulecia” najbardziej mu leży forma fabularnej anegdoty, humorystycznej groteski. I to niezależnie od tematyki, bo ten styl i sposób oglądu świata „przecieka” i do fantasy o tragicznej miłości („Ognie na skałach”), i do mainstreamowego „Ciała obcego”, gdzie nawet rozkład zatrutego małżeństwa, seks sado-maso czy przedśmiertny rachunek sumienia – tak są podane, że trudno je czytać bez uśmiechu.

Opowiadania o redaktorze Aleksandrowiczu (oczywistym alter ego autora) powstają według schematu fantastycznej anegdoty polityczno-obyczajowej. W życie bohatera wdziera się rzecz nie z tego świata – diabelska firma sprzedająca klątwy, dżinn Al-Kaidy, wykupujący talenty twórcze Obcy – co powoduje karykaturalne spotęgowanie absurdów polskiej codzienności. RAZ obśmiewa je z pozycji przede wszystkim wolnorynkowych. Przy każdej okazji edukuje czytelnika w podstawach zdrowej ekonomii; taką „Żywą gotówkę” z czystym sumieniem mógłby zasponsorować prezes NBP.

Jest to więc literatura „bawiąca i ucząca”, lecz pisana wyraźnie bez takiego zaangażowania, co wcześniej. Wolę w tym widzieć raczej sposób na złapanie oddechu przez pisarza niż trwałą zmianę. „Ciało” stanowiło zapewne próbę ponownego odnalezienia „ognia pisarskiego” w tym okresie przejściowym. Jednak i ono – choć w sumie powieść udana i miejscami naprawdę przejmująca – ucierpiało pod nazbyt już lekką ręką pisarza.

W opowiadaniach o Aleksandrowiczu widać też, jak ewoluują poglądy Ziemkiewicza na UE. Wcześniej UE służyła mu za czarną dystopię dla wartości konserwatywnych (zwłaszcza w „Dywanach...”). Natomiast w pisanych potem opowiadaniach humorystycznych w groteskę obleka on polską rzeczywistość: mamy tu „Wyborczą”, Michnika, TVP, ale i księdza Grzybowskiego alias Muchomorka, Radio Alleluja, „Gazetę Narodową”, „Srebrnopolskich” itd.

Wyjaśnienie tej zmiany można odczytać z felietonów RAZ-a: w Polsce korupcja i biurokracja i tak są już większe niż w UE, więc lepiej przynajmniej podciągnijmy do jej standardów. W roku 2004 ukazuje się „Polactwo”, opisujące w publicystyce współczesne przywary narodowe Polaków i poszukujące w naszej historii przyczyn tytułowego polactwa mentalnego.

Ostrze Ziemkiewiczowej krytyki obróciło się do wewnątrz.

Trylogia zmarnowanej miłości

W twórczości literackiej stopniowo coraz bardziej interesuje Ziemkiewicza także wnętrze człowieka. Bardzo ciekawie wygląda porównanie trzech kolejnych powieści, każdej napisanej w innej konwencji, w których powraca motyw „zmarnowanej miłości”: dwoje ludzi, którzy się bez wątpienia kochają, a jednak tę miłość i siebie wzajem niszczą. Co według Rafała tłumaczy ten fenomen? Po pierwsze, kłamstwo, czyli świadomy bądź nieświadomy fałsz wobec kochanej osoby. Jak zaczyna się „Ciało obce” (2005): „Cały problem, mówię do Magdy, (...) polegał na tym, że tego człowieka, za którego wyszłaś, nigdy nie było. Ja go tylko udawałem. Dobry w tym byłem, tak dobry, że przez większość czasu sam niewzruszenie wierzyłem, że nim jestem”. Po drugie, tzw. dynamika związku, czyli niezależny od intencji poszczególnych osób proces zmian charakterologicznych. W „Ciele”, gdzie stanowi to główny wątek powieści, Ziemkiewicz podaje rzecz bezpośrednio, w konwencji realistycznej. W „Walcu stulecia” wykorzystał konwencję SF: nieszczęśliwy w „zafałszowanym” małżeństwie bohater zakochuje się w wirtualnym avatarze nieznajomej – internetowa anonimowość pozwala na szczerość i bezpośredniość niemożliwe wobec najbliższych. Zaś w „Ogniach na skałach” mamy analogiczną historię opisaną w konwencji fantasy: komu innemu się przysięgało, z kim innym się żyje, miłość nie wystarcza, by powstrzymać transformację człowieka w potwora: „Miłość wygasa, nawet najprawdziwsza. (...) Patrzyłem w oczy swojej żony i widziałem jakiegoś nieznanego, pełnego nienawiści stwora... A potem... zaczęła się zmieniać. (...) Zamiast głosu wydobywała z siebie jakiś złowrogi skrzek... A jej twarz, ręce...”.

„Ognie” zaczął Ziemkiewicz pisać znacznie wcześniej; to „Ciało obce” wydaje się wskazywać kierunek jego rozwoju, przynajmniej pod względem tematów, w których szuka inspiracji. Krótkie nowele zamykające „Coś mocniejszego” („Bejbiś”, „W południe”, „Szybki montaż”) pokazują wyraźny zwrot ku obserwacjom psychologicznym, obyczajowym.

Polityka, nawet gdy nadal obecna, ma coraz mniejsze znaczenie. Charakterystyczne, iż obraz Polski rządzonej przez tajny polityczno-biznesowo-mafijno-ubecki Układ, gdy wcześniej ukazywany w utworach RAZ-a w scenografii SF, sprowadzał na głowę Rafała epitety „prawicowego oszołoma”, „wyznawcy teorii spiskowych” itp.; natomiast w recenzjach „Ciała” ten jeden wątek został całkowicie przemilczany! W ciągu kilku lat z horrendalnej fikcji obrażającej inteligencję recenzentów prezentowana przez Ziemkiewicza diagnoza polskiego życia politycznego i gospodarczego zmieniła się w prawdę tak oczywistą, że nawet nie godną wzmianki. Cóż takiego się stało? Stała się afera Rywina.

Przerzuciwszy się na powieść współczesną, RAZ przejął wraz z tą konwencją wszystkie cechy obowiązkowo z nią w Polsce sprzężone: afabularność, słabego protagonistę-ofiarę, narrację skierowaną ku wnętrzu bohatera, pogrążoną w retrospekcjach, dygresjach, niewielką objętość, styl wykrzywiający samą opowieść. Dotychczasowa proza Ziemkiewicza hołdowała ideałom klasycznej epiki, powieści wyglądały jak powieści, opowiadania jak opowiadania. Ale widać jakaś klątwa ciąży nad krajem Miłosza i Szymborskiej, że nawet autor biegle operujący wszystkimi narzędziami z warsztatu powieściopisarza natychmiast wyrzuca je za okno, gdy tylko siada do pisania współczesnej prozy realistycznej.

Opublikowane w listopadzie 2005 „Ognie na skałach” są powieścią najlżejszą, RAZ pozwolił tu konwencji kierować swoim piórem. Wciąż jest to literatura dobrze się czytająca, ale, poza owym motywem „zmarnowanej miłości”, niewiele nowego wnosząca. Coraz mniej Ziemkiewicza jest w prozie Ziemkiewicza. Sam na pewno to spostrzegł – stąd „Ciało” itp. poszukiwania.

Ziemkiewicz realizuje się jako polityczny komentator i nie ma serca do literatury: tu przybyło, tam ubyło – to zbytnie uproszczenie. Trudno jednak nie zauważyć korelacji. Może odpowiada za nią ta sama zasada artystycznej substytucji, którą tłumaczymy w czasach cenzury popularność m. in. kabaretów i poezji – kiedy nie można pewnych rzeczy powiedzieć wprost, sublimujemy nasze lęki, nadzieje i pasje w sztuce.

Bo teraz, gdy o rzeczywistości politycznej wypowiada się Ziemkiewicz na bieżąco w największych mediach, do opisania jakich rzeczy inaczej niewyrażalnych ma mu służyć literatura?

Jacek Dukaj