2017
SERCE CIEMNOŚCI

Transfuzja ciemności czyli Joseph Conrad piszący w głowie Jacka Dukaja "Heart of Darkness"

 

Kiedy czytamy w 2017 roku "Serce ciemności", czytamy inną książkę niż Brytyjczycy w roku 1899. Te same zdania otwierają w nas inne przeżycia. Inne słowa-klucze pasują bowiem do czytelników coraz odleglejszych od świata i kultury oryginału. Wszystko trzeba zmienić, aby najważniejsze - przeżycie zadane przez autora - pozostało takie samo.

Co robi Marlow na łodzi, płynącej nocą po Tamizie? „Wżywa” w siebie słuchaczy mocą swojej opowieści - jak on sam „wżył” się w Kurtza.

Jaka dziś jest rola literatury transferu przeżyć? Jak dokonać masowej transfuzji Conradowej ciemności do serc współczesnych czytelników? I czy jest to jeszcze w ogóle możliwe w sztuce słów zastępujących wrażenia zmysłowe?

 

Projekt-obsesja, wyzwanie, które prześladowało Jacka Dukaja od kilkunastu lat, a zarazem eksperyment-test z przekładalności prozy i przeżycia.

To nie jest nowe tłumaczenie, to coś znacznie więcej.

 

„Albowiem takie zadanie przed sobą postawiłem: słowem pisanym sprawić, byś usłyszał, byś poczuł, a nade wszystko - zobaczył. Tyle i nic więcej, tyle - gdyż w tym jest wszystko”.

Joseph Conrad

„Nie jestem tłumaczem. Jestem autorem Josepha Conrada piszącego Heart of Darkness dla dwudziestopierwszowiecznych polskich czytelników”.

Jacek Dukaj

 

2015
STAROŚĆ AKSOLOTLA

Allegro, 2015


Kosmiczny kataklizm sterylizuje Ziemię ze wszystkiego, co żywe. Nielicznym ludziom na chwilę przed katastrofą udaje się przekopiować scyfryzowane umysły w hardware. Pogrążeni w nostalgii ocaleńcy tworzą cywilizację po cywilizacji, życie po życiu i ludzkość po ludzkości. Dzielą się na gildie, tworzą alianse, prowadzą wojny. Mają swoje polityki, ideologie, szalone religie hardware’u. I podejmują wyzwania, przed jakimi nikt wcześniej nie stawał.

„Starość aksolotla” opowiada o odwróceniu porządków życia i śmierci, postępu i stagnacji, tego, co biologiczne, i tego, co mechaniczne; o tajemnicy duszy ludzkiej i odwiecznej samotności człowieka, czy to w ciele, czy w pancernej stali robota.


fragment
„Manga blues, siedzą na tarasie Kyōbashi Tower z widokiem na nocną Ginzę, świeci się co dziesiąta reklama, co dwudziesty ekran, i na tym ekranie tuż ponad ich tarasem leci w ironicznej pętli scena z Blade Runnera z Rutgerem Hauerem ociekającym deszczem oraz neonową melancholią. A oni, smutne roboty, siedzą tu, stoją, drepczą naokoło w koślawej parodii kawiarnianego zagadania.

– Wódeczki jeszcze?

– A poproszę.

Stalowe paluchy z chirurgiczną precyzją obejmują delikatne szkło. Są do tego specjalne programy wspomagające motorykę, do picia wódki.

Oczywiście nie piją wódki, te trunki to atrapy. Niczego nie piją, niczego nie jedzą, ćwierćtonowe mechy w barze Chūō Akachōchin, mogą tylko odgrywać te gesty życia, z mozołem powtarzać przyzwyczajenia przebrzmiałej biologii.

Barman w skorupie mechanicznego barmana dolewa smirnoffa. Trójprzegubowe ramię ociera się o polimerowy grzbiet łapska transformera, równie desperacko odgrywającego klienta baru. Zgrzyt słychać nawet ponad monologiem Hauera.

Na tym polega prawdziwa klątwa, myśli Grzesiu. Metal on metal, heart on heart, a każda niezręczność i dramat samotności mnoży się tysiąckroć. Jak pod mikroskopem. Jak w projekcji na stuhektarowym ekranie.

Jesteśmy spotworniałymi cieniami-złomami człowieka, molibdenową desperacją pustego serca.”


STAROŚĆ AKSOLOTLA reż. Maciej Jackiewicz/Platige Image


 

 

 

2010
KRÓL BÓLU

Wydawnictwo Literackie, 2010


Nagroda im Janusza A. Zajdla, 2010


Osiem opowiadań i powieści powstałych na przestrzeni piętnastu lat: „Linia oporu”, „Oko potwora”, „Szkoła”, „Król Bólu i pasikonik”, „Crux”, „Serce Mroku”, „Aguerre w świcie”, „Piołunnik”.

Wszyscy przecież czujemy koniec czasów człowieka. Czujemy, że usuwa się nam ziemia spod nóg; na czymś stać trzeba, więc budujemy rusztowania; ale im my wyżej, tym one chybotliwsze; im my potężniejsi, tym one wątlejsze. Wszystko się wali.

Przyszłość retro, futurystyczna przeszłość, inna współczesność - i inna literatura o przyszłości.


fragment
„Ciało to detal. Jak bardzo jesteś w stanie zbliżyć się do drugiego człowieka? Wejdziesz mu do głowy? Poznasz myśli? Poznasz uczucia? Nigdy. Widzisz proxyków, rozmawiasz z proxykami, dotykasz proxyków - nawet jeśli ich jeźdźcy akurat się w nich urodzili, dla ciebie wszyscy ludzie poza tobą samą zawsze będą proxykami. Ciało to detal; to czy tamto, bez znaczenia. Ale wstyd ciała, ale bariera nagości, fizycznej i psychicznej, bariera zażenowania, lęku przed odsłonięciem, przed opuszczeniem maski - ona oddziela sytuacje konwencjonalne od sytuacji intymności. Jeśli wszystko jest normalne, swobodne, łatwe i bezstresowe, jeśli tak samo jesz ze znajomym śniadanie i uprawiasz seks - nigdy się do nikogo naprawdę nie zbliżysz. Ten ból, który czasami nazywamy wstydem, czasami zdradą, czasami upokorzeniem, ten ból nie jest więzieniem, z którego za wszelką cenę musisz się wyrwać - on jest pierwszym warunkiem intymności.”


recenzja:

LINIE NAJWIĘKSZEGO OPORU,  MARIA KOBIELSKA

2009
Wroniec

Wydawnictwo Literackie, 2009


Wroniec to magiczna baśń o grudniowej nocy 1981 roku. Pełen przygód, gier językowych i fantasmagorii sen o utraconym dzieciństwie, zamglonej młodości

Dla dzieci Stanu Wojennego i dla dzieci, które Stanu Wojennego nie mogą pamiętać - bajka magiczna o nocy grudniowej, gdy małemu Adasiowi Wroniec porwał z domu rodzinę.

Jak Alicja wędrowała przez Krainę Czarów, tak wędrujemy z Adasiem przez miasto czarnego snu PRL-u, między fantastycznymi figurami Szpiclów, Milicjantów, Opozycjonistów, Czołgów i ZOMO.

Książka barwnie ilustrowana przez Jakuba Jabłońskiego.


fragment
„Teraz sami muszą znaleźć drogę - chłopczyk i jeszcze mniejsza dziewczynka.

Mijają szeregi MOMO. Najeżone Pałami, z ciężkimi bulwami Hełmów. Przepasane skórzanymi Pasami. Każdy Miłypan jest trzy razy wyższy od dziecka. Mógłby je zdeptać, jak Złomot deptał samochody. Niech tylko uniesie bucior ogromny. Siostrzyczka patrzy szeroko otwartymi oczyma.

Mijają Suki przyczajone. Z półrozwartymi pyskami, ze ślepiami reflektorów ledwo rozjarzonymi. Zimny pot ścieka po ich blachach. Drapią asfalt chromowanymi pazurami. Warczą cicho.

Mijają Złomota. Czeka w zaułku na rozkaz. Pały, Tarcza, blachy, gumy. Zmechanizowane cielsko hut i pegieerów. Dyszy gorącymi spalinami. Siostrzyczka na jego widok chowa się za Adasia.

Mijają szarych ludzi. Figurki wtopione we mgłę. Nie mają twarzy, nie mają w ogóle głów, wcisnęli je między ramiona. Dryfują byle dalej od Milipantów, Suk i Wojaków. Nie widzą siebie, nie widzą miasta, nie widzą dzieci. Gdy dzieci podejdą za blisko przechodniów, szumi w dziecięcych główkach zła telewizja.

Mijają Czołgi i Czołgistów. Czołgiści wypełźli w mgłę z wnętrza maszyn. Wiją się na śniegu. Kombinezony ubrudzone ciemnym olejem. Ślepe gogle na twarzach. Ręce do wajch, nogi do pedałów. Nie mogą więc chodzić, Czołgają się między gąsienicowymi pancernikami. Lufy wzniesione ponad dziećmi zioną ciemnością.

Mijają śmieci, zaspy i blokady, mijają domy, sklepy, kioski, samochody, pomniki Ptasznika i portrety Wrony, mijają Duchy, Potwory i Sny”.


WRONIEC, REŻ. JAKUB JABŁOŃSKI/PLATIGE IMAGE


PIOSENKA CZŁONKA, KAZIK

 

 


Adaptacje teatralne:

WRONIEC W TEATRZE KAMIENICA

WRONIEC W TEATRZE LALEK WE WROCŁAWIU


Recenzja:

CHCEMY BIĆ MOMO, WOJCIECH SOSNOWSKI

2007
Lód

Wydawnictwo Literackie, 2007


Begemot, 2013


Nagrody:

Nagroda Kościelskich 2008
Europejska Nagroda Literacka 2009
Nagroda Zajdla 2008
​Nagroda Żuławskiego 2008
książka XX-lecia Polityki


Ostatnia wielka powieść XIX wieku - napisana w XXI wieku.

30 czerwca 1908 roku w Syberię uderza meteoryt z nieznanego współczesnej fizyce metalu, zmieniając prawa logiki i zamrażając Historię. Nie wybucha I Wojna Światowa, nie ma Rewolucji Październikowej.

Do serca Zimy, przez skute lodem Cesarstwo Rosyjskie, wyrusza z Warszawy Benedykt Gierosławki, matematyk-hazardzista, człowiek, który nie istnieje.


fragment
„Nasze kłamstwa więcej o nas zdradzają niż prawda najprawdziwsza. Kiedy mówisz o sobie prawdę – prawda to jest to, co ci się rzeczywiście przydarzyło: twój wycinek historji świata. I przecież nie masz, nie miałaś nad nim żadnej kontroli, nie wybrałaś miejsca swych narodzin, nie wybrałaś sobie rodziców, nie miałaś wpływu na to, jak cię wychowają, nie wybrałaś swojego życia; sytuacje, w jakich cię stawiało, nie były twojej kreacji, ludzie, z którymi musiałaś się zadawać, nie byli tworami twego umysłu i nie dawałaś przyzwolenia na szczęścia i nieszczęścia, jakie stały się twoim udziałem. Większość tego, co nam się przydarza, jest dziełem przypadku. Kłamstwo natomiast w całości pochodzi od ciebie, nad kłamstwem posiadasz kontrolę zupełną, zrodziło się z ciebie, tobą się karmi i tylko ciebie opowiada. W czym więc odkrywasz się bardziej: w prawdzie czy w fałszu?


ADAPTACJA "LODU"
 

Tymczasem odbyła się już premiera scenicznej adaptacji „Lodu” autorstwa Janusza Opryńskiego. Spektakl trwa bodaj cztery godziny, lecz w porównaniu z powieścią to wideoklip.
Szczegóły dla chcących sprawdzić na żywo, jak w teatrze wypadły ćmiatło i generatory teslektryczne:
http://ck.lublin.pl/pl/
https://www.facebook.com/pages/Teatr-Provisorium/133185830086366

SPOJRZENIE PIERRE A MENARDA, PIOTR KOFTA
 

Jacek Dukaj napisał swoją najlepszą książkę. „Lód" to nie tylko rzecz o alternatywnej historii, ale powieść totalna, i z premedytacją XIX-wieczna

Rzadko się zdarza, by całkiem niezależnie od siebie powstały dwie książki o identycznym tytule, jako podstawę fabularną przyjmujące to samo wydarzenie historyczne, a nawet więcej: wychodzące od podobnego motywu przewodniego. Tak właśnie się stało w przypadku ,,Lodu" Jacka Dukają i „Lodu" Władimira Sorokina. Sprawcą tego zamieszania stał się tajemniczy obiekt zwany „meteorytem tunguskim", który spadł w 1908 roku na Syberii, wywołując falę uderzeniową podobną do tej po wybuchu potężnej bomby wodorowej oraz powodując zakłócenia atmosferyczne i magnetyczne na całej północnej półkuli. Trylogia Sorokina (oprócz „Lodu" jeszcze „Bro" i „23000") opowiada o losach tajemniczej sekty w XX-wiecznej Rosji. Celem tej organizacji jest odnalezienie wszystkich jej rozproszonych w wyniku kosmicznej katastrofy 23 tysięcy członków. Sorokin uprawia gatunek literacki, który dałoby się nazwać „satyrą metafizyczną" - szydzi z rosyjskiej duchowości, z totalitarnego ukąszenia, które nakazuje powszechną unifikację i szerzenie dobra przemocą. Nie bez przyczyny jego książki znajdują się na indeksie prokremlowskich organizacji „pożytku publicznego". Paradoksalnie z „Lodu" Jacka Dukaja, chociaż nie posądzam go o to, że podąża śladem Sorokina, przy odrobinie dobrej woli można wysnuć podobne diagnozy specyfiki historii ubiegłego wieku.

Ponad 1000-stronicowe dzieło polskiego pisarza narodziło się jednak z odmiennej inspiracji. Nie z potrzeby satyry, lecz z chęci spełnienia pewnego marzenia

Don Kichot od nowa. W utrzymanym w konwencji eseju kry-tyczno-literackiego opowiadaniu, ,Pierre Menard, autor Don Kichota" Jorge Luis Borges relacjonuje dzieje zmagań pewnego XX-wiecznego francuskiego pisarza z oryginalnym tekstem Cervantesa. Pisarz ów postanawia nie tyle przetłumaczyć dzieło wielkiego Hiszpana, co napisać je od nowa, posiadłszy najpierw całą wiedzę, jaką dysponował autor książki z XVII stulecia. Rzecz mu się udaje, nowy „Don Kichot" jest co do słowa identyczny z pierwotnym kastylijskim tekstem. Narrator eseju podkreśla nie bez ironii, że powieść Menarda wydaje się o niebo bogatsza od oryginału - z tego względu, że Francuz pisał ją z dystansu czterech stuleci, a zatem każde zdanie zawiera czytelną aluzję do przyszłych zdarzeń, o których to Cervantes nie miał pojęcia.

Jakie wiec było marzenie Dukają? Chciał stworzyć wielką XIX-wieczną powieść, bez zabawy w postmodernistyczne igraszki słowami i konwencją, ale tak, jakby BYŁ pisarzem czasów belle epoque, z ówczesnym językiem i wyobraźnią, choć patrząc z perspektywy Pierre'a Menarda. Nie on jeden miał taki zamiar - w błyskotliwych felietonach Andrzeja Dobosza przewija się piękny motyw zbierania materiałów do powieści z początku XIX wieku - lecz pustelnik z Krakowskiego Przed¬mieścia poległ w archiwum, ponieważ bardziej fascynowały go historyczne kurioza niż mozolny proces pisania prozy. A Dukaj? Konsekwentnie dokonał dzieła, choć trwało to parę razy dłużej, niż się spodziewał, bo „Lód" początkowo był planowany jako opowiadanie, a rozrósł się do rozmiarów biblijnych. Znam jeszcze tylko jeden utwór, który spełnia powyżej przedstawione warunki - czyli nie jest stylizacją, a próbą kulturowej podróży w czasie. To wybitny (i niedoceniony) film Terry'ego Gilliama „Przygody Barona Munchausena" (1988), rzecz o słynnym oświeceniowym blagierze zrobiona tak, jakby w XVIII wieku istniało kino, zgodnie z estetyką, wiedzą i - nawet - poczuciem humoru Epoki Rozumu.

Zamrożona Historia

Jest rok 1924 - ale to całkiem inny rok 1924 niż ten, który znamy. Katastrofa tunguska sprzed 16 lat zmieniła bieg historii. Cesarstwo rosyjskie trwa w najlepsze, Polski nie ma, I wojna światowa też nie miała miejsca. A wszystko za sprawą Lodu, który pojawił się na Ziemi przyniesiony przez tajemniczy meteoryt. Ów Lód, rozprzestrzeniając się z Syberii na Europę, nie tylko przynosi śnieżne wichury w środku lata, ale posiada moc zamrażania dziejów i logiki zdarzeń. Dukaj nieprzypadkowo wybrał akurat rok 1908 jako moment, w którym historia tonie w wiecznej zmarzlinie - wiek XX właściwie się jeszcze nie rozpoczął, świat znajduje się na rozdrożu. Totalitarna przyszłość jest tylko mrzonką garstki rewolucjonistów, wielkie wojny i Holocaust to cichy pomruk skostniałej potenejalności. Ludzie wciąż tkwią w niedokończonej epoce rewolucji przemysłowej, w języku XIX-wiecznych konwencji, w dusz-nym świecie „Biesów" Dostojewskiego, w którym jednak pozostaje tylko przeczucie nadchodzącej katastrofy, bo póki trzyma mróz, nic się nie może zmienić. Warszawa też stoi pod Lodem. Do młodego utracjusza i hazardzisty, niedoszłego matematyka Benedykta Gierosławskiego, przychodzi z wizytą dwóch carskich urzędników Ministerstwa Zimy. Za cenę spłaty długów karcianych, składają mu propozycję nie do odrzucenia - ma udać się na Syberię, by nawiązać kontakt z zaginionym ojcem. Ów bowiem może posiadać tajemnicę, która interesuje cara. Tajemnicę Lodu. Czyli zarazem tajemnicę Historii. A może i największy sekret ludzkiej natury?

Trudno podsumować wielowątkowość tego utworu - to nie tylko fascynująca panorama stosunków społecznych i nadchodzącego XX-wiecznego szaleństwa, rzecz o polsko-rosyjskiej Hassliebe, ale też rodzaj filozoficznego traktatu o przypadkowości i determinizmią entropii i logice. Przy okazji zaś przepiękna wiwisekcja ludzkiej tożsamości, analiza tej cieniutkiej warstwy naszego jestestwa, którą wielkodusznie zwykliśmy nazywać , ja". „Lód" jest książką nie na dzisiejszą miarę - nic dziwnego, to być może ostatnia wielka powieść XIX wieku, zagubiona w naszym stuleciu.

Cegła kontra paproch

Dukaj spełnił jeszcze jedno swoje marzenie - to, o którym pisał w głośnym eseju--manifeście „Lament miłośnika cegieł". Stworzył książkę, przy której większość współczesnej krajowej produkcji literackiej przypomina paprochy na mankietach po zjedzeniu kajzerki. Dość powiedzieć, że „Lód" potrafi przykuć uwagę czytelnika do 400-stronicowego epizodu podróży koleją transsyberyjską. Brzmi absurdalnie? To tylko początek Choć Dukaj pozostaje chyba najbardziej niedocenionym współczesnym polskim pisarzem, mam nadzieję, że to się zmieni - o ile krytyka i czytelnicy, przyzwyczajeni do szybkiej konsumpcji, przełkną tę olbrzymią literacką ucztę. I zaczną się zastanawiać nad złożoną istotą Lata i Zimy, dukajowskiego yin i yang.  

Dziennik / Kultura, 7.12.2007

2004
Perfekcyjna niedoskonałość

Wydawnictwo Literackie, 2004 


Wydawnictwo Literackie, 2008


Nagroda im. Janusza A Zajdla, 2004


Space opera transhumanistyczna.

XXIX wiek, Adam Zamoyski, tajemniczy zmartwychwstaniec, wpada w środek rozgrywki między Cywilizacjami, ludźmi, nieludźmi i istotami postludzkimi. Zagadkowa przeszłość Zamoyskiego stanowi klucz do sekretów wszechświata. Wyścig inteligencji ku największej możliwej potędze umysłu, jakiego stał się uczestnikiem, jest podstawową regułą wszechświata.

Konkurencja stanowi bowiem motor ewolucji – konkurują ze sobą rośliny, zwierzęta, ludzie, kultury, gospodarki. Zwycięża, kto lepiej wykorzystuje naturalne środowisko, zasoby planety, ostatecznie – prawa fizyki.


fragment
„Piątego lipca, w dniu ślubu swej córki - a była to niedziela i słońce grzmiało z bezchmurnego błękitu, słony wiatr szarpał purpurowymi sztandarami na wieżach zamku, krzyczały ptaki - Judas McPherson, pan na włościach, stahs Pierwszej Tradycji, zasiadający w obu Lożach, właściciel ponad dwustu hektarówº Plateau HS, honorowy członek Rady Pilotów Sol-Portu, prezydent Gnosis Incorporated, został dwukrotnie zamordowany”.


 

PRZYSZŁA TERAŹNIEJSZOŚĆ, PRZEMYSŁAW CZAPLIŃSKI
 

Jest wiek XXIX i w naszej galaktyce wszystko się zmieniło. Przede wszystkim hierarchia bytów: człowiek ma nad sobą istoty, które co prawda wyewoluowały z gatunku ludzkiego, ale są od człowieka doskonalsze i potężniejsze. On sam — jako stahs (Standard Homo Sapiens) — znajduje się dość nisko na drabinie istnienia, przewyższany przez pheobe (Post Human Being) oraz osc-i (Out of Space Computer) i inkluzje. Po wtóre, byty stojące ewolucyjnie najwyżej są nieśmiertelne, jako że potrafią posługiwać się „manifestacjami”, czyli reprezentacjami odtwarzalnymi, które dają możliwość nieograniczonej liczby wcieleń. Po trzecie, podróże w kosmosie nie stanowią już problemu, ponieważ przestrzeń ujarzmiono niegrawitacyjnymi środkami komunikacji. Po czwarte, władza znajduje się w ręku istot obdarzonych najwyższą inteligencją albo nawet: istot, które są czystą inteligencją.

W tej rzeczywistości nagle pojawia się zwykły człowiek — stahs Adam Zamoyski — który w niewiadomych dla siebie okolicznościach przeskoczył z wieku XXI do XXIX. Początkowo traktowany przez macierzystych mieszkańców protekcjonalnie i instrumentalnie jako „biedny półtrup”100 (PN, s. 19), zostaje przez nich wciągnięty w intrygę polityczną, w której ma pomóc istotom wyższym w zdobyciu kontroli nad kosmosem. Zdolności umysłowe Zamoyskiego, który rozwiązuje zagadkę przeskoku w czasie, sprawiają, że bohater przechodzi na wyższy etap ewolucji i staje się pheobe.

Świat odsłaniany przez Jacka Dukaja jest zatem perfekcyjnie niedoskonały. Stworzyło go ludzkie poszukiwanie autonomii — życia trwałego, wolnego od zagrożeń i nie znającego nad sobą panów. Realizacja ta przybiera jednak postać opaczną: zamiast nieśmiertelnego ciała wymyślono wielość wcieleń, zamiast równości — galaktyczny feudalizm, zamiast pokoju — rządy sprawowane przy użyciu groźby konfliktu. Rozum okazał się siłą życiową popychającą do poszukiwania przewagi, a przewaga tkwi w ekspansji. Niedoskonałość polega jednak nie tylko na tym, że inteligencja służy sprawowaniu kontroli (szpiegowaniu, intrygowaniu, powiększaniu zakresu władzy), lecz także na tym, że proces ewolucji trwa nadal — i zmierza ku osiągnięciu Inkluzji Ultymatywnej, czyli formy istnienia „o optymalnych dla swojego celu kombinacjach stałych fizycznych” (PN, s. 91)101.

Powieść Dukaja mówi więc o tym, że eksperymenty genetyczne — prowadzące do narodzin istot „postludzkich” — są warunkiem koniecznym przetrwania: albo człowiek przekształci sam siebie, albo spadnie do poziomu niewolnika. A ponieważ „człowiek jest wyłącznie informacją, bezcielesną strukturą umysłu, nagim frenem” (PN, s. 90), więc rozwój polega na dążeniu do wykształcenia formy, która będzie tożsama z własną informacją. Aby tę formę przenieść z kodu do manifestacji, potrzebna jest informatyka ontologiczna, czyli technika odtwarzania informacji w każdych warunkach, a zatem od warunków niezależna. Pojawianie się wyższych istot wynika z pobudek ewolucyjnych, lecz jest powiązane z pieniędzmi: przyszłość należy do bogatych, którzy będą mogli kupić sobie mądrość, oraz do inteligentnych, którzy potrafią piąć się w górę Krzywej Progresu102. Przepaść między feudalnie zorganizowaną arystokracją a niewolniczą resztą, która utrzymuje na własnym poziomie nieistotną demokrację, będzie zatem rosnąć. Brak znaczenia demokracji wynika stąd, że fizyka, nauka mówiąca o siłach, nigdy nie była demokratyczna, a metafizyka — czyli przyszłościowa wiedza o stwarzaniu warunków fizyki — okazuje się metapolityczna. Kto będzie władał ciałem, posiądzie władzę, która wykroczy poza dzisiejszy zestaw ustrojów. Przyszłe społeczeństwa można więc sobie wyobrazić jako równocześnie demokratyczne i feudalne, choć uwarstwienie to zrodzi się nie dzięki przywilejom urodzenia, lecz przywilejom genetycznego odrodzenia.

Jak widać, autor dopisał w swojej powieści futurystyczne ciągi dalsze do wątków stricte dzisiejszych. Teraźniejsze wojny genetyczne umieścił na krzywej rozwoju i wymyślił jej odległe, postludzkie wcielenia, globalizację zaś ukazał pod postacią kosmizacji — powolnego, systematycznie prowadzonego wykupu wszechświata przez byty wyższe, czyli przez bogatszych i potężniejszych. Wszystko to sprawia, że książkę Dukaja można czytać jak antyutopię opowiadającą o końcu nowoczesnych złudzeń Fausta. Marzył on, że jego wiedza pozwoli stworzyć doskonałego człowieka, zapanować nad przestrzenią i skonstruować ustrój polityczny, który zlikwiduje wszelkie niesprawiedliwości. Nauka miała doprowadzić do osiągnięcia kresu historii. Perfekcyjna niedoskonałość byłaby w tym kontekście opowieścią o rozpadzie faustowskich marzeń: oto postczłowiek, stojący ewolucyjnie nieskończenie wyżej, nadal pozostaje „tylko człowiekiem” — istotą kierowaną przez proste emocje; co prawda geografia nie stawia oporu, więc znika, jednak kosmos to — po staremu — zbiór przestrzeni do zawłaszczenia; demokrację można przekroczyć, lecz warunek owego przekroczenia, czyli informatyka ontologiczna, okazuje się podstawą najsilniejszych podziałów w dziejach ludzkości103.

W takim ujęciu trudno byłoby jednak wytłumaczyć walkę Adama Zamoyskiego i zwycięstwo, które odniósł. Cyniczne wyjaśnienie ekstazy, jaką przeżywa bohater pod koniec powieści, gdy osiąga nowy status, mówiłoby tylko tyle, że Zamoyski dał się wciągnąć w nową wojnę cywilizacyjną — związaną z autoewolucją, wymagającą poświęcenia własnej tożsamości na rzecz nieokreślonego rozwoju. Można jednak spojrzeć na ten problem inaczej, traktując Perfekcyjną niedoskonałość jako anty-antyutopię. Perspektywę taką odsłania znany tekst Donny Haraway Manifesto for Cyborgs z 1985 roku104. Sięgam do niego z pełną świadomością, że w powieści Dukaja nie znajdujemy czystych cyborgów. Nie jest to jednak istotne, jako że włączam cyborga do interpretacji ze względu na kłopoty, które przynosi — nie zaś z racji oczywistości definicyjnych, którymi można by się posłużyć. W definicjach tych cyborg bywa najczęściej określany jako istota, która łączy elementy organiczne z elektronicznymi i/lub mechanicznymi (jak lord Vader, Robocop, Replikanci, Terminator)105. Elementy wzmacniają jednostkę, wyposażając ją w dodatkowe umiejętności, lecz ograniczając jej samosterowność; układ nerwowy współpracuje z programem komputerowym na zasadzie niejasnej konwergencji, która pozwala obu stronom rozwijać się w tempie przyspieszonym (osiągać więcej razem, niż osiągnęłyby każda z osobna), jednak nie rozwiązuje dylematu ośrodka decyzyjnego. Zawsze mogą pojawić się dwa sprzeczne polecenia wychodzące z dwóch ośrodków decyzyjnych, a wtedy cyborg „zawiesza się” i zastyga w bezruchu.

Wszystko to nie odgrywa większej roli w tekście Haraway. Inspirująca w jej manifeście wydaje się właśnie rezygnacja ze ścisłej definicji na rzecz obrazu rozchwiania106. Powstaje on wtedy, gdy zamiast patrzeć na cyborga z perspektywy człowieka, spojrzymy na człowieka z perspektywy innych bytów. Wówczas granice oddzielające ludzi od zwierząt, ludzi i zwierzęta od maszyn oraz byty fizyczne od niefizycznych zaczną się zacierać. Człowiek widziany oczyma maszyny jest zwierzęciem; z perspektywy zwierzęcia — jako nosiciel rozlicznych „wszczepek” (od protez i rozruszników aż po implanty) — zbliża się do „automatu”; z kolei z perspektywy boga, który układałby drabinę bytów od „materialnych” do „niematerialnych”, człowiek byłby gorszą wersją cyborga, ponieważ „najlepsze maszyny robi się obecnie z promieniowania słonecznego: są lekkie i czyste, bo to tylko sygnały, fale elektromagnetyczne, części widma. [...] Cyborgi są eterem, kwintesencją” (MC, s. 54). Nasza tożsamość fundowana na różnicy ulega zatarciu.

Odwrócone spojrzenie proponowane przez Haraway jest dokładnie tym, co odnajduję w powieści Dukaja. Jego mit o postczłowieku ukazuje świat, w którym człowiek to „półtrup”, coś w rodzaju antropologicznego zombie, tracącego dotychczasową pewność epistemologiczną i ontologiczną, niezdolnego do określenia, kim jest i czy na pewno jeszcze jest107. W odpowiedzi na nowe warunki usiłuje on spojrzeć na siebie z perspektywy pośmiertnej, powoli ogarniając reguły nowego istnienia. Granice między fizycznym i niefizycznym (w powieści: metafizycznym) zostały więc przekroczone i zamazane: Adam Zamoyski dąży do osiągnięcia wyższego statusu, który wiąże się z utratą materialności na rzecz istnienia eterycznego, czyli informatycznego. „Postludzki” nie oznacza tu zatem „nieludzki”, „odczłowieczony” czy „mechaniczny”, lecz „należący do innej antropologii”. Jej podstawą jest wychodzenie poza ciało, jednak efektem transgresji okazuje się nie tyle nowy podmiot o trwałej tożsamości, ile podmiot, jak określa to Donna Haraway, „bez stałej przynależności” (MC, s. 57). Usunięcie dotychczasowych podstaw tożsamości (człowiek to istota, która jest nie-zwierzęciem, nie-mechanizmem, nie-komputerem) i pojawienie się postczłowieka (który już wie, kim nie jest, ale jeszcze nie wie, kim jest) rodzi kluczowe pytania — o ciało, genezę i władzę.

Pytanie pierwsze wiedzie w stronę wizji postępującej hybrydyzacji, usuwającej naturalne i własne ciało jako podstawę tożsamości. Jeśli genetycznie można stworzyć poszczególne organy, to przyjmujący je człowiek jest nietożsamy i tożsamy ze sobą. Utracił tożsamość, jeśli uznamy, że jej warunkiem jest zachowanie integralności; zyskał nową, gdy założymy, że protetyczność, czyli zdolność przyjęcia nowego organu, jest rodzajem potencjalności tkwiącej w ciele i polegającej na możliwości współistnienia z wieloma nieznanymi sobie istotami. Nabycie nowej tożsamości oznacza mniej więcej tyle, że jest ona zbiorem możliwości — poszerzanych, niestałych i odkrywanych w ramach kontaktowania się ze światem — nie jest zaś substancją niepowtarzalną i niezmienną. U Dukaja stahsowie dzielą się jeszcze na kobiety i mężczyzn, ale pheobe są już postpłciowi — mówią o sobie za pomocą form gramatycznych, które nie odsyłają do żadnego z istniejących rodzajów108. Człowiek traci więc ciało, odzyskując je — w innej postaci — razem z naruszoną tożsamością109. Staje się bytem z mięsa, metalu i informacji110. Tracąc identyfikacyjne oparcie w ciele, traci też naturę i staje przed koniecznością wymyślenia jej na nowo111.

Pod tym względem powieść Dukaja zdaje się mówić, że „wymyślić” naturę to „stworzyć” ją w całości. Ów akt powtórnej genezy prowadzi od prac nad genetyczną hodowlą organów do przyszłościowego „ciała jako organu” — w Perfekcyjnej niedoskonałości istnieją już „pustaki”, czyli swoiste organiczne skafandry, które dopasowują się do programu osobowościowego, jaki zostaje w nie wpisany112. Jednakże nawet mniejsza dawka „wymiennych organów” nasuwa kwestię szerszą — czy pragnienia, dążenia, plany, ambicje i odczucia, a więc wszystkie motywy, które decydują o podmiotowym działaniu, są autonomiczne.

Wiedzie to w stronę pytania o genezę. „Kto mnie stworzył?”, zastanawiają się bohaterowie powieści, mając na myśli różne procesy i procedury — kod genetyczny, wychowanie113, genetyczne implanty114, psychologiczne sugestionowanie, manipulację, wszczepianie snów... Skoro można wszczepić geny przeciwchorobowe, to dlaczego nie założyć, że psychiczne układy odpornościowe podmiotu są implantami? Że jego wolna wola nie jest ani jego, ani wolna? Kwestia „Kto mnie stworzył?” wywołuje zbyt wiele odpowiedzi sprzecznych lub niejasnych i popycha podmiot ku poszukiwaniu indywidualnego systemu sprawdzeń. W sieci o rosnącej złożoności i wymienności ciał i organów istnienia uwalniają się od pytania genetycznego i wychodzą poza związaną z tym koncepcję winy i zbawienia. Etyki nie da się już ufundować na „pochodzeniu” (od człowieka, od Boga, od natury), więc zostaje ona zorientowana na byty podobne. Byty owe, mimo zróżnicowania, łączy zamazana geneza, co popycha je do uwalniania się od kreatorów. A ponieważ tak rozumiane podobieństwo istot nietożsamych (ludzi, postludzi, cyborgów) jest powszechne, lecz słabe, więc wynikające stąd relacje społeczne będą prawdopodobnie hierarchiczne. Dlatego konstruowanie solidarności musi przybrać nowy charakter — uznania zamazanych granic międzygatunkowych za podstawę więzi115.

Dukaj nie jest jednak naiwny. W jego powieści antyutopia pozostaje raczej jawną niż zakrytą stroną postępu. Pisarz pokazuje, że walka o więcej władzy i walka przeciw władzy toczą się przy użyciu tych samych środków — informatyzacji istnienia. Warunki autonomii są zatem sprzężone z warunkami uzależniania. Posłuszeństwo służy niejasnym instytucjom, opór — nieoczywistym celom. Zasada egoizmu sprawdza się częściej niż altruizm, choć główny bohater często atakuje społeczne niesprawiedliwości odkrywanego świata. To prawda, że inicjacja polityczna Zamoyskiego przypomina raczej ścieżkę parweniusza niż rewolucjonisty, ale nawet takie rozpoznanie sprzyja w powieści wypowiadaniu intuicji dotyczących przyszłej władzy i przyszłych relacji społecznych. Strategie polityczne nie odbiegają tu od współczesnych, jednak władza przesunęła się na inny obszar — bioniki i psychoinformatyki116. Mechanizmy kontroli politycznej przemieszczają się zatem wedle wskazań nauki i nabierają skuteczności wraz z wyprowadzką człowieka z tradycyjnego ciała — ponieważ atomizacja dawnego podmiotu jednostkowego rozbija również dawne podmioty zbiorowe. Równocześnie jednak szanse oporu wzrastają, gdy istoty należące do różnych „klas bionicznych”, w dodatku hybrydyczne, więc zawsze różne, dostrzegają wzajemną jedność. Z tego samego miejsca, w którym toczy się walka o definiowanie istnienia, wypływa zatem źródło władzy i solidarności.

Pojawienie się cyborga, czyli zdecentrowanego podmiotu pozbawionego genezy i tożsamości płciowej, zawiadującego samym sobą, a jednocześnie kierowanego z zewnątrz, wyznacza moment przejścia od mediów pojmowanych jako ludzkie protezy, jako przedłużenia naszych ciał, do mediów usytuowanych wewnątrz nas i funkcjonujących jako wzmocnienie procesów mózgowych. Dukaj wymyślił tedy świat, w którym w miejsce ekstensji wchodzi incepcja117 — złożony i rozwijający się zespół biotronicznych środków przechwytywania informacji i wpisywania ich w ludzką świadomość. Eksperyment, którym posłużył się pisarz, zaprasza do spojrzenia na biologiczną i polityczną rzeczywistość z futurystycznej perspektywy, która unieważni dzisiejszą siatkę pojęć — wojnę płci, wykluczenia odmieńców seksualnych, różnice ras i wyznań — choć zachowa uprzywilejowanie władzy. Będzie to jednak władza wynikająca nie z posiadania dóbr, z przewagi militarnej czy z wyborów dokonywanych przez większość, lecz z biopolitycznej technologii kodowania życia. Mapa przyszłości rodzi się więc z sojuszu informatyki, biologii i techniki. Ukazując odległe skutki owego sojuszu, Dukaj wyobcował naszą teraźniejszość. Oparł fabułę na zderzeniu dwóch kodów, z których żaden nie jest już „naturalny”: postludzkie istoty mówią językiem obcym, bo futurystycznym; Adam Zamoyski mówi językiem obcym, bo archaicznym. Potężny, liczący dziewięć stuleci rozziew między nimi uświadamia — tak również można rozumieć tę powieść — nową funkcję literatury: konieczność wymyślania języka integrującego życie. Dlatego pisarz stworzył słownik dla istnienia pojmowanego fizycznie, genetycznie i informatycznie, rozwinął fabułę o hybrydycznych podmiotach, które nie mają już dostępu do natury i które muszą wymyślić nowe zasady solidarności przekraczającej granice gatunków i biotronicznych klas. Człowieka, społeczeństwo i naturę trzeba opowiedzieć na nowo — z nadzieją, że samowiedza i więź zależą od narracji, a zarazem bez pewności, że z owej samowiedzy wyniknie jakakolwiek więź.

Przypisy:
100 J. Dukaj, Perfekcyjna niedoskonałość, Kraków 2004, s. 19. Dalsze cytaty opatruję skrótem PN, odsyłając do odpowiedniej strony.
101 Doskonała forma istnienia to ta, która potrafi dostosować się do każdych warunków W powieści pojawia się także koncepcja odwrotna, obejmująca możliwość stworzenia „wszechświata o takiej kombinacji stałych fizycznych, w której bylibyśmy Formą Doskonałą już tacy, jacy jesteśmy” (PN, s. 403).
102 „Im większa władza intelektu — a więc pieniądza — tym mniejsza władza większości” (PN, s. 425).
103 Tak zinterpretował powieść Wojciech Orliński, pisząc, że w przyszłości wykreowanej przez Dukaja o charakterze świata będzie decydować władza, nie zaś poziom rozwoju technicznego. Innymi słowy, „najważniejszym pytaniem w XXIX wieku jest to samo pytanie, co w wieku XXI i XI. Brzmi ono: «Kto kogo?»” (Zmartwychwstanie w XXIX wieku, „Gazeta Wyborcza”, 9.11.2004).
104 D. Haraway, Manifesto for Cyborgs: Science, Technology and Socialist Feminism in the 1980s, „Socialist Review” 1985, nr 80, s. 65–108. Korzystam z przekładu polskiego: Manifest cyborgów: nauka, technologia i feminizm socjalistyczny lat osiemdziesiątych, tłum. S. Królak i E. Majewska, „Przegląd Filozoficzno-Literacki” 2003, nr 1, s. 49–87. Przytoczenia w tekście opatruję skrótem MC.
105 Zob. M. Radkowska-Walkowicz, Od Golema do Terminatora. Wizerunki sztucznego człowieka w kulturze, Warszawa 2008, s. 27.
106 „W tym manifeście opowiadam się za przyjemnością w rozmywaniu granic i odpowiedzialnością za ich konstruowanie” (MC, s. 51).
107 Powieść można czytać także jako zapis świadomości umierającego Adama Zamoyskiego: samolot, którym leciał do Londynu na zwykłe spotkanie biznesowe, uległ katastrofie, więc ciąg przygód bohatera to tylko ostatnie fantazje gasnącego umysłu. Nie unieważnia to jednak wysiłku zrozumienia samej treści fantazji, a więc szczególnej przygody człowieka w świecie postludzkim.
108 Zaimek dzierżawczy przybiera postać „jenu” (czyli: jego); końcówka czasownika brzmi „-łu” (powiedziału, przyglądału, zerknęłu, czekału, przesunęłu). Jeden z internetowych komentatorów napisał: „Początkowo myślałem, że redaktoru coś się popierdoliłu”, mnie jednak od niewątpliwej niezręczności ważniejsze wydają się implikacje, te zaś mówią, że tożsamości pheobe nie da się określić w ramach naszej klasyfikacji językowo-genderowej. Pheobe nie są ani męskie, ani żeńskie, ani obojnacze, ani nijakie — są postpłciowe. Dlatego pisarz musiał naruszyć polską fleksję.
109 Zob. np. J. Halberstam, I. Livingston, Posthuman Bodies, Bloomington 1995.
110 Zob. O. Dyens, Chair et métal. Evolution de l’homme: la technologie prend le relais, Montréal 2000 (korzystam z wersji angielskiej: Flesh and Metal: The Evolution of Man. Technology Takes Over, transl. by E.J. Bibbee, Cambridge 2003). Dyens omawia narodziny biologii kulturowej oraz zamazywanie się cielesnej tożsamości człowieka: dzisiejsze ciała ludzkie są mieszanką maszyn, obrazów i informacji — stają się kulturowymi ciałami w świecie zamieszkiwanym przez cyborgi, klony, genetycznie zmodyfikowane zwierzęta i niepoliczalne gatunki symbiontów ludzko-informatycznych. Zob. także następną książkę Dyensa: La condition inhumaine. Essai sur l’effroi technologique, Paris 2008.
111 Donna Haraway pisała o tym w późniejszej książce pt. Simians, Cyborgs, and Women: The Reinvention of Nature, New York 1990.
112 Pomysł ten wydaje się bliski „wcieleniom” występującym w powieści Houellebecqa Możliwość wyspy (2005; wyd. polskie: tłum. E. Wieleżyńska, Warszawa 2006), w której — głównie za sprawą kobiet emancypujących się od swoich genderowych ról — człowiek osiągnął możliwość nieskończonego powielania swojego ciała. Różnice między pisarzami są ogromne: w Możliwości wyspy podstawą reinkarnacji pozostaje organiczne ciało ludzkie, które nie zawiera żadnych heterogenicznych elementów; ponadto technologia klonowania przyspiesza rozpad społeczeństwa, pogłębiając osamotnienie jednostki odizolowanej już nie tylko od natury, lecz także od innych ludzi. U Dukaja zarówno ludzkie ciało, jak i więzi ulegają zmianom (można nawet powiedzieć: transformacja więzi jest pochodną biotransfiguracji człowieka).
113 „Przez wychowanie rzeźbimy dzieci jeszcze głębiej, niż po prostu rzeźbiąc ich DNA” (PN, s. 27).
114 Istnieją tu np. „genblokady antygerontyczne”, czyli wdrukowywane stahsom programy powstrzymujące starzenie się (PN, s. 26).
115 Zamoyskiego oburza antydemokratyczność świata XXIX wieku. Nie wiadomo jednak, czy „równościowe” odruchy bohatera należy potraktować jako zapowiedź jego przyszłych działań, czy też jako anachronizmy (fizyka nie zna pojęcia „demokracja”), których on sam się wyzbędzie.
116 O cyborgicznym obywatelstwie i wynikającej stąd polityczności zob. Ch.H. Gray, Cyborg Citizen: Politics in the Posthuman Age, London 2001.
 Pożyczam słowo z filmu Christophera Nolana Incepcja (2010), przedstawiającego szpiega, który zajmuje się wykradaniem i implantowaniem myśli.

PRZEMYSŁAW CZAPLIŃSKI, RESZTKI NOWOCZESNOŚCI, WL, 2011

2003
Inne Pieśni

Wydawnictwo Literackie, 2003


Wydawnictwo Literackie, 2008


AST, 2014 


Typotex, 2015 


Nagroda im. Janusza A. Zajdla 2003


Nie science fiction, nie fantasy, nie historia alternatywna – lecz rzecz dzieje się w innej Europie, w innym świecie, gdzie prawa rządzące rzeczywistością bliższe są domysłom Arystotelesa na temat Formy i Materii, aniżeli teoriom Newtona i Einsteina.

Hieronim Berbelek kiedyś był wielkim strategosem, póki nie dostał się w czasie wojny pod wpływ Formy nieprzyjaciela, ona omal nie pozbawiła go tożsamości i woli życia. Może odrodzi się teraz, w kontakcie ze swymi dorastającymi dziećmi, których nie widział od lat - gdy udadzą się w podróż do Afryki, krainy złotych miast i bestii amorficznych, do serca Czarnego Lądu, gdzie pod tajemniczą Formą rodzą się potworne cuda i przerażające piękno...


fragment
„Co sprawia, że świat jest, jaki jest? Co czyni kamienie kamieniami, wodę wodą, konia koniem, człowieka człowiekiem? Forma, Forma, która organizuje Materię do konkretnych Substancji. Gdyby nie morfa, istniałoby tylko jednorodne błoto nieurobionej hile, nieskończone bagno nieskończonego wszechświata. Gdzie wszakże zapisana jest potencja danej Substancji, zanim w ogóle stanie się ona Substancją? Co zmienić musi teknites ciała, gdy zmienia Formę łysego na Formę kędzierzawego bruneta, raz tylko objąwszy owego człowieka swym anthosem? W czym zawierają się te siły, które formują Formy? Nazywamy ów domyślny poziom rzeczywistości kerosem, woskiem, ponieważ każda morfa odciska się w nim jak pieczęć, lecz żadna na stałe i żadna nie potrafi zmienić natury samego kerosu. Co jednak by się stało, gdyby keros został zniszczony? Czy potrafisz to sobie wyobrazić, esthlos? To nie byłby nawet koniec świata; koniec świata też posiada swoją Formę. Tego w ogóle nie sposób sobie wyobrazić, bo to jest śmierć wszelkiej Formy. Czy rozumiesz, co ryzykujesz, wchodząc do Skoliodoi? Nie zdrowie, nie życie, nie ciało, nie duszę. To wszystko możesz stracić, a mimo to pozostać esthlosem Berbelekiem: chorym, martwym, bezcielesnym, bezdusznym. Lecz gdy pęknie twój keros... Nie będzie można wypowiedzieć w zgodzie z prawdą żadnego twierdzenia o Hieronimie Berbeleku, nawet tego, że nie ma już Hieronima Berbeleka”.


Recenzja:

DEKADA LITERACKA, ALEKSANDRA KLĘCZAR

2002
Extensa

Wydawnictwo Literackie, 2002 


Wydawnictwo Literackie, 2010


Typotex, 2012 


Akcja powieści rozgrywa się w Zielonym Kraju, dawnej Grenlandii. Równiny, stada koni i rancza nie powinny nikogo zmylić – Extensa opowiada o ostatniej enklawie ocalałej z kataklizmu rewolucji naukowych, zmieniających nieodwracalnie człowieka i jego środowisko. Teraz żywi obcują z umarłymi, a cudowne metamorfozy są na porządku dziennym. Bohater trafia do starego astronoma uprawiającego zapomnianą naukę i tak zaczyna się droga chłopca ku dorosłości - przez miłość, małżeństwo, ojcostwo, zdrady, żałoby i kompromisy - i ku gwiazdom, a także ku granicy człowieczeństwa. Poza którą „niemożliwości to rzeczy jeszcze nie dosyć przemyślane”.


fragment
„Pioruny biły od horyzontu po horyzont, czarny tłuszcz zalał niebo, w środku dnia paliły się w domu wszystkie światła, gdy tato zstępował z werandy z lampą we wzniesionej ręce i wołał na wiatr, we wściekłą ciemność:

- Ojcze! Ojcze!

Zatrzymał się przy starej studni, tam znajdowała się granica cienia, podwórze przecinała bowiem równo kurtyna mroku burzy. Postawił lampę na cembrowinie. Rozejrzał się, wzniósł twarz ku jeszcze większej ciemności. Wbijałem palce w dłoń matki, włosy zaczęły mi stawać dęba na głowie.

- Ojcze!

Powstał z ziemi, z nagłego tumanu pyłu, jak czarny golem. Błurch! – i oto stoi, wyciąga rękę do syna, drugą powstrzymuje huragan. W zmierzwionej brodzie błyskają zęby, gdy odpowiada na pytania, których nie słyszę; tych odpowiedzi nie słyszę również. Tato stoi plecami do nas, dziadek – twarzą. Wystarczy, że podniesie wzrok, przesunie spojrzenie i spotkamy się oczyma – przez kurz, przez wicher, przez cień. Spójrz! Spójrz na mnie!

Matka przyciskała mnie do boku, oddychaliśmy szybko; coś tu się działo, coś ważnego, lecz moment nie pozwalał na zadawanie pytań, mogłem tylko stać i patrzeć”.


Recenzja:

NEOLUDZKIM GŁOSEM, MARIA KOBIELSKA

2001
CZARNE OCEANY

Nowa, 2001


Wydawnictwo Literackie, 2008


Nagroda im. Janusza A. Zajdla 2001


Wojny Ekonomiczne i Wojny Memetyczne, Nowa Etykieta i nowa intymność, inżynieria genów, umysłów i cywilizacji.

Gęsta science fiction o bliskiej przyszłości, w tradycji postcyberpunka, socjologicznej fantastyki i obyczajowych dystopii, podana w sosie spisków politycznych, poszukiwań naukowych i thrillerowych rozgrywek.

Oto jest przykazanie na XXI wiek: Nie wiesz, czy to życie, czy gra, toteż zawsze postępuj jak gdybyś wszystko robił naprawdę.


fragment
„To jest inwazja, nie ma co do tego wątpliwości, to inwazja i nie będzie innej, nie spłyną z nieba kilometrowe statki, nie zaroją się na ulicach gwiezdne potwory, nie będzie kolorowego ognia i malowniczej zagłady, nikt nas nie będzie mordował, nikt nie weźmie nas w niewolę. Nie oczekuj dnia zero, nie spodziewaj się patetycznych apeli w telewizji. Nie spostrzeżesz. Nie ujrzysz. Nie usłyszysz. Nie poczujesz. Co możesz zrobić - obserwuj zmiany mód. Obserwuj zmiany mód, ich przypływy i odpływy, jak się odchyla wektor wypadkowej mentalności ludzkości. Wsłuchuj się w muzykę i słowa przebojów. Czytaj bestsellery. Oglądaj najpopularniejsze filmy. Analizuj ewolucję ubiorów. Smakuj brzmienie języka, zbieraj rodzące się neologizmy i notuj kolejne reinterpretacje idiomów. Smakuj brzmienie języka: on, odbiciem istniejącej umowy społecznej, opowie ci, w którą stronę zmierza gra znaczeń. Spaceruj po ulicach i chłoń kształt i kolor reklam. Przyglądaj się nowo wznoszonym budynkom: w którą stronę dryfują architektoniczne trendy. I, przede wszystkim, bądź czujny na zmiany behawioru, wychwytuj najdrobniejsze deformacje konwencji, przekształcenia obyczaju - jak żyją, jak umierają; jak nienawidzą, jak kochają; jak pracują i jak się bawią; jak reagują na siebie nawzajem. Niech cię nie zmyli ich pospolitość, śmiech dziecięcy, podobieństwo odbić w lustrze: oczy, uszy, nos, usta; niech cię nie zmyli. To nie ważne. Niech cię nie zwiedzie fakt, że ich rozumiesz - że to twoi bracia i siostry, że wychowali cię i że ty ich wychowujesz. To nie ma znaczenia. Bądź czujny. Bądź podejrzliwy. Niczego nie lekceważ. Być może przeważy sposób, w jaki twój sąsiad podlewa kwiatki, słowa dziecięcej rymowanki. Chłoń każdy szczegół, każdemu szczegółowi przypisz rolę: to jest miecz a to jest rozżarzone żelazo. Czy te ciastka ci smakują? Czy podoba ci się zapach tych perfum? Czy ekscytuje cię ta wirtualna gra? Czy ich marzenia są twoimi marzeniami? A sny? A lęki? Bądź czujny; nie lekceważ; obserwuj; analizuj. Może to tobie pierwszemu dane będzie spotkać Obcych”.


Recenzja:

WŁADZA LEŻY MIĘDZY, WOJCIECH ORLIŃSKI

2000
W kraju niewiernych

Nowa, 2000


Wydawnictwo Literackie, 2008


Voland, 2013


Nagroda im. Janusza A. Zajdla, 2000


W tym obszernym tomie opowiadań znalazła się m.in. Katedra – opowieść, która zainspirowała Tomasza Bagińskiego i stała się podstawą kilkuminutowej animacji nominowanej do Oscara. Samo opowiadanie otrzymało Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, prześcignąwszy inny utwór z tomu W kraju niewiernych - Ruch Generała. Zbiór - zawierający m. in. także zapowiadające fenomen Matrixa Irreehaare czy kontrowersyjną Ziemię Chrystusa - zdobył trzy inne nagrody.


fragment
„Więc teraz Katedra. Olbrzymia, wspaniała. Wychodzisz ze śluzy biosfery i widzisz ją — Katedrę — przed/ponad sobą: poszarpany cień na tle gwiazd. Trzeba światła, żeby docenić jej architekturę, a światła właśnie brak: Lévie już daleko, Madeleine jeszcze niewystarczająco blisko. Teraz, w długim okresie kosmicznego interhelium, Katedra jest przede wszystkim Tajemnicą. Do głównego portalu od śluzy prowadzi po stoku krateru kręta trakcja, schodzi się wyrąbaną w zimnym kamieniu ścieżką, z linką asekuracyjną obligatoryjnie zaczepianą u pasa przez automat zewnętrznych wrót. Zazwyczaj zwycięża wtedy ciekawość i schodzący włącza potężny reflektor próżniowego skafandra. Biały palec reflektora może jednak dotykać tylko poszczególnych fragmentów budowli, przesuwać po nich po kolei — jasnym naskórkiem po powierzchni Katedry: stąd dotąd, stąd dotąd. Kiedy się patrzy od strony śluzy kraterowej biosfery, wygląda to tak: hiperboloidalny korpus z wywiniętymi w krzywe skrzydła, łukowatymi żebrami pośrodku; na flankach zaś — asymetryczne wieże zakończone kamiennymi wykwitami strzępiastych liści, niczym zamrożone czarną próżnią w chwili eksplozji węglowe szrapnele. Forma mówi o ucieczce duszy, która w okrutnym bólu wyrywa się z okowów materii ku gwiaździstej pustce. Gdy światło zaczyna tu śledzić jakąś linię, krawędź, załamanie, żebro kopuły — szybko wyciska z mroku ostre szczegóły, ociekające gęsto twardymi cieniami, i oko wpada w spiralę dociekliwości, tym szczegółom nie ma końca, fraktalowe algorytmy żywokrystu przydały tu wszelkim figurom pozornie ułamkowe wymiary, oko się gubi. Asymetria wież powoduje, iż cały ten ażur żywokrystu zdaje się chylić ku kraterowi, ku patrzącemu, i na jego prawą stronę; natomiast przewrotność algorytmów redukcyjnych odpowiedzialnych za kształt zewnętrznych powierzchni nawy głównej — iż toczy Katedrę jakiś nowotwór kamienia, że mianowicie patrzący widzi właśnie ostatnią, przedśmiertną postać budowli, a zaraz — za dzień, dwa — zapadnie się ona w siebie, sklęśnie, przegnije, trzasną pod ciężarem udręczonego kamienia strzeliste żebra, zwieńczony krzyżem kręgosłup runie w cieniste przestrzenie organów wewnętrznych i spomiędzy szczęk wysuniętego portalu wytoczy się powolna lawina kruchej krwi Katedry.”


KATEDRA, REŻ. TOMEK BAGIŃSKI/PLATIGE IMAGE
 

1997
XAVRAS WYŻRYN

Nowa 1997 


Wydawnictwo Literackie, 2004


Wydawnictwo Literackie, 2009


Transeuropa Edizioni, 2012 


Nie było Cudu nad Wisłą w 1920 roku. Polska przegrała wojnę z bolszewikami. Sowieci poszli dalej na zachód i zagarnęli pół Europy.

Od blisko wieku żyjemy pod okupacją rosyjską. Język polski jest zakazany. Po śmierci Stalina Republika Nadwiślańska stała się sercem Europejskiej Strefy Wojny, popromiennym pobojowiskiem niezliczonych starć Wschodu z Zachodem.

Nie ma nadziei dla Polski - znajduje się w złym miejscu na mapie i w złym czasie w historii.

Pułkownik Wyżryn, pseudonim „Xavras”, realizując straceńczy plan, na czele swojego oddziału partyzantów rusza z wykradzioną bombą atomową na Moskwę. Cały świat śledzi polowanie na najsłynniejszego polskiego terrorystę.


fragment
„Gówno będzie moje wnuki obchodzić, co tam się działo dwadzieścia, trzydzieści lat wcześniej; ani się nie będą chcieli o tym uczyć, ani się nie będą przejmować niewinnie pomordowanymi, czy to po naszej, czy po nie naszej stronie; za to mnie obchodzi, żeby one mogły rosnąć i żyć w ich własnym kraju, mówić na co dzień językiem rodziców i tego języka uczyć swoje dzieci, i przekazywać im swą wiarę, i mieć własną flagę, własny hymn, i być dumnymi, że są tym, kim są, nikim innym, tylko właśnie Polakami, że naprawdę są Polakami, bo jest na mapie kraj, który się nazywa Polska, i ni chuja mnie nie wzrusza, ilu śmierci dla sprawienia tego potrzeba, ani nikogo to nie będzie obchodzić w przyszłości, bo to oni będą zwycięzcami, oni, te nasze dzieci jeszcze nie poczęte, tak jak zwycięzcami roku dwudziestego są dzisiejsi Rosjanie, ten Sieriozny, i Krepkin, i milion Moskwiczan, którzy mogą wskazać palcem na globusie swój kraj, największe państwo planety, i cieszyć się, napawać potęgą swego narodu, i nikt z nich nawet przez sekundę nie pomyśli o zniszczonych, stłamszonych, wybitych dla ziszczenia wizji takiego globusa nacjach, o tych milionach nie-Rosjan, a jeśli przypomni się któremu Syberia, jeśli się któremu przypomną podbiegunowe łagry, to dlatego, że trafił do nich jego wuj czy dziadek, jego rodak, Rosjanin, a nie Polak czy Żyd, i teraz już wiesz, dlaczego słuszne i mądre jest rozstrzeliwanie bezbronnych uchodźców, matek z dziećmi, dzieci z kalekami, i wiesz, dlaczego Moskwa wyleci w powietrze”.