Dukaj trudny jest, Dukaj wysublimowany jest, Dukaj traci kontakt z czytelnikami - słyszę chór czytelników zawiedzionych lekturą „Innych pieśni”. Ale on się nie zraził tęsknotą mas za łatwym, prostym, krwawym wątkiem, szybką akcją, wyrazistym bohaterem i zrobił kolejny krok. I dobrze, że zrobił.
Oto bowiem mamy Dukaja wizjonera. Dwudziesty dziewiąty wiek, gatunek ludzki zaczyna opuszczać swoją gatunkowość. Tempo rozwoju informatyki i fizyki rośnie wykładniczo. Mamy więc do czynienia już nie tylko ze „stahsami” (standard homo sapiens), ale również z „phoebe” (post human being), ale również z inkluzjami (o nich sami sobie przeczytajcie). A wśród tych abstrakcji Autor rozwija całkiem wartką akcję, pełną nieoczekiwanych zwrotów, ale przede wszystkim kunsztownie prowadzoną na wielu planach odpowiadających możliwościom technologicznym epoki, w której umieszcza swoich bohaterów. Czasem w głowie się kręci.
Jestem jak oczadziały. To ogromnego formatu literatura. To prawda, że trudna, to prawda, że wielu odrzuci pierwszy tom trylogii, bo nie lubi tego nurtu w science fiction. Ich prawo. Jednakże sądzę, że miłośnicy jądra fantastyki naukowej, ci, którzy lubią się zanurzyć w spójnym wizjonerstwie popartym do tego talentem, dostali do ręki przysmak intelektualny. Aż się boję czekać na kolejny tom, dmucham bowiem na zimne. Ostatnio uznanym autorom przydarza się pisać coraz słabsze rozwinięcia podstawowych wątków.
Z tego meta-fizycznego gąszczu wyziera też aspekt społeczny. Tu Dukaj jest bezlitosny. Nie wszyscy dostąpią dobrodziejstw Krzywej Progresu. Można się zgadzać, lub protestować, ale to już odrębna historia.
Chyba najmniej udany jest wątek miłosny. Bo okropnie trudno jest kochać już nie wiadomo co, manifestacje, „pustaki”, czy sam intelekt.
W moim przekonaniu dostaliśmy do rąk skarb. A czy będziemy umieli z niego korzystać, to już inna sprawa.
Dariusz Cichocki