?Inne pieśni? to najlepsza powieść Jacka Dukaja

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w portalu gazeta.pl dnia 13 października 2003.

Dobra fantastyka nadal jest lustrem odbijającym rzeczywistość, tyle że lustrem pofałdowanym jak w gabinecie śmiechu w wesołym miasteczku. Jacek Dukaj zmusza do zadania pytania: na ile to, co uważamy dziś za racjonalne, oczywiste, jedynie słuszne, jest w gruncie rzeczy takim samym przesądem jak arystotelesowe bajania o niemożności istnienia próżni?

Dukaj to pisarz obdarzony niesamowitym talentem do wymyślania fantastycznych światów. Dzięki temu nie ulega pokusie takiej jak na przykład Orson Scott Card, który po napisaniu wielkiej „Gry Endera” nieustannie wraca do świata Endera coraz mniej wartymi uwagi książkami. Dukaj tymczasem potrafi niezwykle bogaty obraz świata wymyślić zaledwie dla krótkiego opowiadania („Ruch generała”, „Ziemia Chrystusa”), po czym beztrosko te światy porzuca i zabiera się za tworzenie następnych, jakby za cel swojego pisarstwa uznał empiryczne obalanie tezy, zgodnie z którą w fantastyce wszystko już było i nic się nie da wymyślić.

Tym razem zabiera swoich czytelników do świata, który różni się od naszego tym, że naprawdę obowiązują w nim fizyczne poglądy starożytnych Greków. A więc istnieją cztery żywioły - ziemia to centrum wszechświata, próżnia nie istnieje, bo wszystko przepełnia eter i tak dalej. Wszystkie te koncepty Dukaj przelewa na papier z metodycznością typową dla science fiction, a więc np. obmyśla, jak mógłby wyglądać w takim świecie statek powietrzny albo wyprawa na inne ciało niebieskie. Tylko że jest to nie tyle science fiction, ile sophia fiction, bo podstawą tutaj nie jest to, co my nazywamy nauką, tylko to, co starożytni Grecy nazywali mądrością (czyli sophia).

Świat na opak

Akcja powieści rozgrywa się w XII stuleciu po upadku Rzymu. Nie wiadomo jednak, czy w świecie Dukaja Rzym upadł w tym samym roku co w naszym. Nie da się więc tego jednoznacznie przeliczyć na lata po narodzeniu Chrystusa. Tym bardziej że w świecie Dukaja ten upadek przebiegał inaczej - ocalały największe kulturowe ośrodki starożytności, na przykład Biblioteka Aleksandryjska (którą odwiedza główny bohater). Co za tym idzie, również nadejście Chrystusa nie zyskało w tym świecie rangi porównywalnej z rzeczywistym. Dla większości wykształconych Europejczyków Chrystus to tylko „ten nieszczęsny żydowski wariat religijny” - jak go określa główny bohater.

Główny bohater to najciekawsza postać, jaka dotąd wyszła spod pióra Dukaja. Wybitny wojskowy przywódca (Dukaj zawsze miał słabość do takich postaci), a jednocześnie wrażliwy intelektualista; dowodzący wielkimi armiami, lecz zdumiewająco bezradny wobec kobiet; stykający się z problemami rangi wszechświatowej, ale jednocześnie nieporadnie próbujący ożywić swoje umarłe małżeństwo. Jest przy tym Polakiem - na tyle, na ile to słowo ma sens w odniesieniu do Europy Dukaja (królestwo, z którego pochodzi, nosi nazwę Vistulii), czytelnikowi jest więc nieco raźniej oglądać wytwory wyobraźni Dukaja oczami „rodaka”.

Powieść przerosła film

Ci, co nie znają prozy Dukaja, mogli mieć próbkę tej wyobraźni, oglądając film „Katedra” pokazujący zaledwie niewielki fragment jednego krótkiego opowiadania. Podobno na tym właśnie polega jego warsztat pisarski - najpierw wyobraża sobie jakąś niezwykłą scenerię, a potem ją opisuje tak, jakby streszczał film wyświetlany w jego głowie. Jeśli to prawda, to tym razem ten film przyćmił swoimi efektami specjalnymi wszystkie poprzednie - mamy tutaj m.in. oniryczny opis Aleksandrii i jej biblioteki, miasto unoszące się nad Morzem Śródziemnym, statki powietrzne i międzyplanetarne, kolonię księżycową, Moskwę pod władaniem czarnoksiężnika, pałace, fortece i pola bitew, wszystko to opisane niesłychanie plastycznie i głęboko zapadające w wyobraźni.

Nie jest to tylko pusta igraszka. W świecie Dukaja to, co my uważamy za naukę, jest najwyżej barbarzyńskimi przesądami. Nasze spojrzenie na politykę - jak to ujmuje jeden z bohaterów - to brednie głoszone przez „szaleńców z sekty demokratów”. Religie monoteistyczne wprawdzie istnieją, ale to margines taki, jakim dziś jest np. zaratustryzm, wciąż jeszcze wyznawany przez niedobitki wiernych w Iranie i Indiach.

Wojciech Orliński
13 października 2003