To najdłużej chyba wyczekiwana książka polskiej fantastyki. Zapowiadana kilka lat, przeszła cztery przemiany treści sugerowane przez wydawcę. W końcu na ostatnim Polconie odbyła się zapowiadana prapremiera. I niżej podpisany był pierwszym (w ogóle) czytelnikiem, który nabył Czarne Oceany.
Trudno jest o tej książce opowiedzieć nie zdradzając zbyt wiele ze świata i fabuły; sam autor podkreślał, że konstrukcja świata jest tu elementem intrygi. Nie wchodząc w wielce smakowite szczegóły, powieść traktuje o momencie zmiany. Wielkiej zmiany jakościowej w ziemskiej cywilizacji.
Jest rok około 2060, świat od czasów, jakie znamy, przeszedł conajmniej jeden cykl przekształcenia balance of power. Rzecz dzieje się w Stanach w kręgach kompleksu wojskowo-przemysłowego. Ale nie w naszym tego słowa znaczeniu. Trzonem armii są wojska ekonomiczne chroniące gospodarkę przed wrogimi wpływami. Establishment oddzielił się biologicznie i społecznie od nieprzekształconego genetycznie plebsu nazywanego pogardliwie dzikusami. Większość funkcji państwa podległa prywatyzacji.
W tym świecie, jak ryba w wodzie, czuje się Nicholas Hunt, polityk i lobbysta. Główną jego chorobą jest zwichnięta kariera. Przypadek wysadził go z siodła w jeździe do sukcesu i gnije teraz jako kierownik dziwacznego, podrzędnego projektu badawczego na pograniczach DARPA i NSA. Kapitalne są sceny obyczajowe, pokazujące Nową Etykietę ówczesnych elit.
I na ten świat wyścigowego kanibalizmu szczurów przychodzi Zmiana. Następna, kolejny cykl społecznych i gospodarczych przemian i przetasowań. Bohaterowie nie są na nią przygotowani, ale są na nią gotowi. Sensem ich życia jest wyczuć wzbierający pod powierzchnią trend. Wyczuć i być gotowym do surfowania po nim, gdy zmieni się w falę. Po to mają implanty naładowane strategicznym softwarem, powiązania z grupami kapitałowymi, latami ćwiczoną bezwzględność.
Jacek Dukaj pokazuje - z sukcesem - świat nieliniowy, świat gdzie ważna nie jest zmiana, ale matematyczna pochodna zmiany - przyspieszenie zmian. Świat wiarygodny, gęsty, nasycony szczegółami. Świat, w którym wpływają na siebie częstości pojawiania się morderczych milenarystycznych sekt i przemiany technologiczne w telekomunikacji.
Najważniejsza książka polskiej SF (nie fantastyki, właśnie SF) od czasu Fiaska Lema.
Janusz A. Urbanowicz