Jeśli chwytasz ten tekst, Czytelniku... to powstrzymaj się nieco, zastanów! Ciekawy jesteś wyłącznie światów powieściowych Jacka Dukaja? Zacznij od nich, a kto wie, czy nie wrócisz do początku. Jeśliś ciekaw jednak indywidualnej interpretacji tych światów, brnij przez tekst od pierwszych zdań. Podjęcie „gry w klasy” zależy od Ciebie. Najniżej podpisany zaleca sposób drugi, „objawieniowy”... I pomiń „Perfekcyjną niedoskonałość”, jeśli nie chcesz popsuć sobie przyjemności późniejszej jej lektury...
„Przekleństwa nagłych analogii ciąg dalszy: rozmawiamy o temacie A, A przywodzi mi na myśl B, zaczynam o tym mówić; mówię, a zanim skończę zdanie, B kojarzy mi się z C, C z D, D z E, i one wszystkie między sobą, i tak rośnie barokowa konstrukcja, abstrakcja wyjaśniająca świat z porażającą łatwością; więc próbuję ją w miarę wzrostu opowiedzieć, przerywam sam sobie, jąkam się i gonię za słowami; i podczas gdy moje usta zaczynają drugie zdanie, mój umysł jest już przy X, Y i Z; pierwotny temat przestaje mnie interesować i w końcu milknę, zawstydzony, po raz kolejny nie zrozumiany. Najdalej potrafił nadążyć za moimi skojarzeniami[...]”
Słowa te, wyjęte z „Extensy”, w sposób zamierzony przez autora bądź nie, oddają najwierniej jego indywidualne myślenia i umiejętność kojarzenia faktów z wielu dyscyplin wiedzy na różnych poziomach poznawczych. Znajduje wśród nich na tyle głębokie analogie, że one same zasadą indukcji i dedukcji zawiązują mu ową wyjaśniającą „abstrakcyjną barokową konstrukcję”, na której buduje światy swoich utworów. Spoglądając wstecz na ewolucję jego twórczości nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż o ile fragmenty tej konstrukcji zaledwie rysowały się w pierwszych utworach, to już pełny „barok” konstrukcji roztoczył się w utworach obszerniejszych: „Aguerre w świcie”1, „Czarne oceany”2, „Extensa”3, „Córka łupieżcy”4 i „Perfekcyjna niedoskonałość”5.
Warto wgłębić się w tę prozę, przeanalizować ją i odkryć źródła „abstrakcji”, bowiem być może kolejnych utworów, jakie przyjdzie w przyszłości czytać, nie sposób będzie do końca pojąć. A o pewnym niezrozumieniu zaczyna już świadczyć albo wybiórczy odbiór ich treści i przesłań, albo towarzyszący odbiorowi dreszczyk emocji kwitowany najczęściej słowami: „nowy Dukaj!”, albo nieliczne powierzchowne czy wręcz wymijające recenzje krytyków, którzy nie potrafią należycie ująć jego twórczości. Toteż celem niniejszej pracy jest próba – co prawda indywidualna – przybliżenia i wyjaśnienia powodów uroku tkwiącego w percepcji zjawiska zwanego „Dukajem”.
Cóż tak naprawdę wciąga czytelników w światy literackie Jacka, zwłaszcza wybrańców rozumiejących i wielbiących „twardą” sf? Mnogość dostrojonych w logiczną całość pomysłów, zaskakująca ciekawą beletrystycznie realizacją? Mroczny nastrój wykreowanych światów, nadzwyczajność wizji, zapadające w pamięć plastyczne sceny kreślone słowem? Godne powieści sensacyjnych wartkie akcje z mnożeniem intryg i zwrotów sytuacyjnych, którymi autor posługuje się sprawnie i z właściwym sobie rozmachem? Niezwykłość wykreowanych postaci czy magiczność gadżetów, którymi się posługują? A może narracja, zmuszająca czytelnika od pierwszych zdań do wysiłku intelektualnego przy lekturze, do nieustannej koncentracji uwagi na tekście, do interaktywnej gry z pomysłami i wyobraźnią autora, do rekonstruowania światów z fabuły? Czy w końcu powiew świeżości konceptualnych na tle skostniałych wtórności i schematów trapiących sf?
Oczywiście, wszystko to razem. Brawurowe akcje, mariaż koncepcji z nauk ścisłych i przyrodniczych, filozofia, wątki metafizyczne i religijne, warstwy wywodów naukowych, przesłania intelektualne... Ale tak naprawdę tym, co najmocniej wybija się z jego prozy, co w niej tkwi i co jest jej nicią przewodnią, to wywodzący się z archetypowej gnozy gnostycyzm. Gnostycyzm, dziś już prawie nie uświadamiane dążenie poznawcze człowieka ukierunkowane na zgłębianie tajemnic świata i rozwijanie sposobów podporządkowywania sobie natury. Gnostycyzm, który zakorzenił się nie tylko w wiarach, w magii, mistyce, mitach, ale obecny jest także i w nauce, gdzie znany jest pod nazwą techgnozy6. Gnostycyzm, który nie przypadkiem wydał pierwsze „religijne” teksty autora „Katedry”, a który – należy mniemać że przez autora nie do końca świadomie – na stałe został wpleciony w jego utwory. Aby tę tezę wykazać, oczywistym jest, by gnozę i gnostycyzm przynajmniej skrótowo omówić i wskazać ich związki z magią i z nauką, tak aby podczas omawiania światów Jacka Dukaja zbieżności między myślą gnostycką a przewodnim wątkiem twórczości JD same się czytającemu „objawiły”.
Działalność poznawcza człowieka, ów „pęd do wiedzy”, który pozwalał poznawać świat i podporządkowywać go sobie, nosiła najpierw formę gnozy, następnie formę magii, w końcu racjonalną formę nauki. Poznanie (i myślenie) objawione, potem magiczne, następnie naukowe, nie następowały jednak kolejno po sobie, ale wyrastały ze wspólnego rdzenia i współistniały obok siebie jako alternatywne, autonomiczne formy dociekania prawdy. Myślimy werbalnie (słownie), symbolicznie (obrazowo), naukowo (modelowo i analitycznie). Dziś obok wiedzy racjonalnej funkcjonuje wciąż wiedza nieracjonalna, wykraczająca poza doświadczenie, obok obiektywnego doświadczenia naukowego – doświadczenie religijne, obok naukowego wyjaśniania świata – mit.
Gnoza7 (od gr. gnosis: poznanie) to najpierwotniejsze, wrodzone człowiekowi – kto wie czy nie bliskie zaiskrzeniu samoświadomości – doświadczenie poznawcze. Gnoza jest błyskiem wiedzy, olśnieniem, „oglądem całości rzeczy”; objawia się w sposób proroczy, nadnaturalny, we śnie, w urojeniu, w ekstazie. Gnostyk podczas poznania objawionego doznaje niejako wizji rzeczy odległych w przestrzeni i w czasie, a posiadłszy moc daną mu wraz z wiedzą objawioną czuje się magiem. Jeśli gnostyk doznał objawienia od bóstwa i obcował z bóstwem – miano go za mistyka, któremu podarowana została wiedza boska, a z kolei zostawał prorokiem, gdy w ślad objawienia kładł podwaliny religii. Podług wierzeń gnostyków, świat materialny jest strzeżonym przez Demiurga światem fałszywym, cieniem świata duchowego, a rzeczywistość materialną ludzie przeżywają w nieświadomości, w stanie podobnym do snu, gdyż Demiurg utrzymuje ich w niewiedzy. To wierzenie utwierdzało człowieka w przekonaniu, że jest on uwięzioną w ciele istotą z niebios, strąconą na świat ziemski i pozostawioną własnemu losowi, i od tego czasu wpatruje się w niebo z tęsknoty za utraconą boskością...
Gnostycyzm8 z kolei jest postawą poznawczą opartą na praktykowaniu gnozy. Postawa gnostyczna jest przekonaniem (upraszczam), że aby odkryć prawdziwą naturę świata musi człowiek pójść ścieżką poznania, a poznawszy wiedzę (jej rodzaj nie jest sprecyzowany) o prawdziwej naturze rzeczywistości, wydostanie się z cielesności i już jako istota duchowa wkroczy do świata boskiego, z którego się wywodzi. Przekonanie takie przekazuje przypisywany Hermesowi Trismegistosowi 9 traktat Corpus Hermeticum. Ukazując ludzi jako gwiezdne istoty w cielesnym przebraniu Corpus daje przepis, jak kumulowaniem wiedzy oraz doskonaleniem ciała i umysłu mogą zmienić ich niższą, glinną doczesność w mistyczny błysk wiedzy – w światło gnozy rozbudzające boski rdzeń jaźni. Dzięki zdobyciu wiedzy spełnić się miało gnostyckie marzenie o dorównaniu bogom i wstąpieniu w transcendentne zaświaty, do prawdziwej, doskonałej krainy „ponad platońskimi cienie”. Podług kanonu hermetystów kosmos posiadał duszę świata (anima mundi) oraz oplatał mikrokosmos (człowieka) siecią oddziaływań: cokolwiek działo się w makrokosmosie, wpływało na mikrokosmos. Zakorzenia tym samym w człowieku kolejne utajone przeświadczenie (aczkolwiek fałszywe), że obok sił nadnaturalnych istnieje na świecie doczesnym ład naturalny, na który to ład można wpływać poprzez zabiegi i moc dane człowiekowi w olśnieniu i na ścieżce poznania.
Hermes, pół-bóg pół-człowiek, wysłannik bogów i mag zarazem, rządził światem za pomocą technik symbolicznych zapisujących umysł: alfabetu, pisma i obrazu. Pochodzący od boga zapis (utrwalony i przenośny symbol przenoszący informację), oderwany od umysłu ekstrakt myśli, nabiera dzięki temu charakteru mistycznego. Jest przedmiotem kontemplacji (odczytywania). Wszak do dziś mamy „nabożny” stosunek do słowa pisanego, czcimy święte księgi, miejsca, symbole... Słowo i obraz jako symbol tai w sobie nadprzyrodzoną moc, jest swoistym zaklęciem. A moc skryta w symbolu, którą to mocą zmieniać można ład natury, to nic innego jak istota myślenia magicznego. Wyłania się więc magia jako umiejętność wpływania na świat zaklętymi w formuły i symbole mocami nadnaturalnymi. Wystarczy wszak nazwać rzecz (poznać jej „imię”) i tak poznaną „zakląć” w utrwalony symbol, by pozbawić rzecz mocy, by później – wyrzekłszy symboliczną formułkę, uczyniwszy opisany w księgach gest, dokonawszy rytuału – obrócić zaklętą moc nadprzyrodzoną przeciw światu... Ponieważ mógł człowiek władać siłami nadprzyrodzonymi, uważał się za maga posiadającego oręż przeciw obojętności bezdusznego świata, obojętności, którą dotkliwiej uwypukli późniejszy egzystencjonalizm, poprzedzony słowami Pascala o „przerażającej samotności człowieka utopionego w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie zna i które go nie znają”.
Z czasem symbole poczynają żyć własnym życiem, przeradzać się w formuły... matematyczne. Obok magii nastaje nauka. Założenia nauki są te same co magii: obserwować ład naturalny, odkrywać obiektywnie kody liczbowe praw przyrody, „zaklinać” je w „magiczne” formuły matematyczne (równania), po czym moce tychże formuł – technomagię (inżynierię i technikę) – zaprząc do zmieniania mechanizmu świata jego własną bronią – prawami natury. Z magicznej ars alchimica wyrosła wszak chemia, z astrologii – astronomia, z geometrii – matematyka. Gromadzenie wszelkiej wiedzy o prawach przyrody, zapisywanie jej słowami, symbolami i równaniami (przekształcanie w informację), przetwarzanie i przekazywanie informacji w oderwaniu od physis świata – oto dzisiejsza ścieżka poznania. Poszukiwanie „raju utraconego” to sięganie w otchłanie wszechświata, w głębiny materii, odgadywanie kodów świata, kodu życia... A ponieważ już dziś nauka sprowadza procesy leżące u podstaw świata do gromadzenia, przepływu i przetwarzania informacji – przeto rozwijając nauki brnąć będzie ludzkość ścieżką wiedzy i zmieniać Naturę technologiami. Dzisiejsi naukowcy, uczeni – współcześni głodni wiedzy „gnostycy” – podświadomie (memy?) karmią się zakorzenionymi w wyobraźni duchowej człowieka dawnymi gnostyckimi i magicznymi wyobrażeniami czy natręctwami, które w obliczu postępu naukowego i przemian technologicznych „jedynie” nieustannie mutują. To źródło techgnozy – mistycznych nurtów w naukach, technologiach, kulturach. Aby w gnostyckich marzeniach dorównać bogom, aby poznać oblicze ukrytego przed nami prawdziwego transcendentnego „zaświata” i wkroczyć do niebiańskiej „ponad platońskimi cienie” prawdziwej krainy, będziemy jak magowie doskonalić autoewolucyjnie swą glinną formę i umysły dopóty, dopóki podług zasady sir Arthura C. Clarka osiągniemy nieodróżnialne od magii, ekstremalnie zaawansowane technologie, aż nas – posługującej się nimi cywilizacji ludzkiej – nie odróżni się od bogów 10.
I taka współczesna namiastka technomagii, acz jeszcze niedoskonała, jest już w zasięgu. To technika informatyczna, poprzedzona elektromagnetycznymi mediami (radiem najpierw, potem telewizją). Przebiegające w komputerach i sieciach procesy obliczeniowe na elementarnych porcjach informacji, bitach, to sprowadzona do „magicznych” symbolów i „kodów” wykonawczych logika i matematyka – czysta informacja, podstawa świata. Komputery lub ich systemy sieciowe obliczają i obrazują twierdzenia i równania matematyczne, teorie i modele fizyczne, sekwencjonują geny i modelują molekuły biologiczne, dynamikę nierównowagową i chaos, modele gwiazd, galaktyk, teorie kosmologiczne, a bliżej – projektują leki, sztuczne cząsteczki, nowe materiały, produkty. Zaawansowany program może udowadniać twierdzenia, udawać rozmówcę, modelować złożoność obliczeniową, tworzyć sztuczne życie, ba, świat. Ileż jest gier komputerowych tak sugestywnych, iż zatraca się granicę realności i fikcji... W informatyce widzimy szanse na udoskonalenie ciał i wzmocnienie umysłów. Jeśli cyfrowe zmysły wzbogacą sensorium człowiecze, a biochipy, krzemowe obwody scalone z wrośniętymi w nie strukturami białkowymi, usprawnią mózg, wtenczas zamiast tradycyjnymi sposobami będziemy „wszczepkami” podłączać się do komputera, wchodzić zmysłami i umysłem w świat cyfrowy, chłonąć wiedzę wprost do głowy. Kiedy wirtualia zastępują rzeczywistość, wtenczas nasuwa się gnostyckie przeświadczenie, że oto wkroczyliśmy do „prawdziwej” rzeczywistości, którą symuluje jakiś komputer11 wyższego rzędu, więc stawiamy znak równości między real life a virtual life. A jeśli prawdziwą naturą rzeczywistości jest cyberprzestrzeń, to może i Wszechświat jest obliczany przez Wyższego Programistę w jakimś „ponadświatowym” urządzeniu obliczeniowym, superabstrakcyjnej maszynie Turinga12?
Człowieka wszak uznać można za taką jak wyżej maszynę, która programem „embriogenezy” na kodzie DNA oblicza go od zarodka aż po śmierć. Druga zasada termodynamiki mówi, że uporządkowanie dowolnego układu zamkniętego musi zmierzać do stanu bardziej prawdopodobnego aniżeli stan zorganizowany – do nieładu, co zawiera się w zbanalizowanym stwierdzeniu, że umieranie to wzrost entropii układu zamkniętego. Bo czymże jest życie? Według E. Schrödingera (współtwórcy mechaniki kwantowej), życie to „ujemny przepływ entropii” – negentropia. Żywe organizmy (systemy otwarte), aby zachować swą strukturę i funkcje, muszą się na środowisko otworzyć: nieustanną produkcją ujemnej entropii kompensować naturalne dążenie swej struktury do rozpadu, a funkcji do stanu nieuporządkowania. Innymi słowy systemy ożywione równoważą negentropią wzrost entropii, żywią się ujemną informacją. A negentropia z dokładnością co do znaku jest przecież informacją. Każdy organizm, zorganizowana informacja, jest jakby żywym komputerem na organicznym hardware’ze (szacuje się, że organizm człowieka to pojemność rzędu 1015 bitów i takaż sama moc obliczeniowa na sekundę). Ujemny przepływ entropii i jej przetwarzanie zapewnia organizmowi minimalizację entropii własnej, czyli strukturalno–funkcjonalną homeostazę w stanie dalekim od równowagi termodynamicznej. Organizm „oszukuje” drugą zasadę termodynamiki dopóty, dopóki przepływ starczo osłabnie, układ „zamknie się” i podda wzrostowi entropii, czyli podąży do stanu równowagi.
Zamrożenie w momencie śmierci powinno zatrzymać system ożywiony w stanie extropii (obok, poza entropią), utrwalić jego strukturę, zachować stan pamięci i umysłu. Kiedy moc obliczeniowa komputerów na to pozwoli, po odmrożeniu można będzie organizm zeskanować, „obliczyć” ab ovo molekuła po molekule, odtworzyć umysł bit po bicie, i wskrzesić w nowym wcieleniu. Można w ten sposób kopiować ciała, wpisywać w ich mózgi zarchiwizowane świadomości, a więc tworzyć na przekór entropii kolejne wcielenia (klony) organizmu. Oto nieśmiertelność! Ale po co odtwarzać człowieka, po co krzyżować go z komputerem, skoro cyfrowa osobowość może być symulowana w postaci informacyjnej, czyli może istnieć w świecie cyfrowym obok emergentnego (powstałego spontanicznie wskutek wzrostu wydajności obliczeniowej komputerów) zjawiska, jakim będzie Osobliwość13, sztuczna inteligencja mająca się objawić światowej sieci gdzieś około 2030 roku? Oto gnostyczne porzucenie ciała! Osiągniemy z owym artilektem (i zapewne z Osobliwościami obcych cywilizacji z kosmosu) wyższy poziom bytu, punkt Omega, infosferę, której w F. Tipler nadał wymiar informacyjny i rozciągnął na skale kosmologiczne14 wzorując się na wizji noosfery Teilharda de Chardin: „ogólnoziemskiego organizmu, w którym […] ponowny rozbłysk ewolucji, która sama stała się świadomą siebie, zdaje się zapowiadać przeniesienie tworzywa wszechświata w wyższy stan planetarnej superrefleksji […]”15. Wszystko będzie się samoobliczać w przestrzeni informacyjnej: ludzie, umysły, rzeczy, materia, Wszechświat, oby tylko nadążała pojemność i moc obliczeniowa przyszłych przetwarzaczy informacji. Oto gnostyckie wizje „naukowej religii” extropian16. Tuż przed końcem Wszechświata, po przekodowaniu go na informację, w punkcie Omega, ludzkość ma osiągnąć boskość i nastąpi powszechne zmartwychwstanie... A może już jako wskrzeszeńcy z poprzedzającej Wszechświat „fabryki rzeczywistości” zmierzamy do świata kolejnego, do wyższej od naszej rzeczywistości, której jesteśmy zaledwie cieniem, a którą zwiastują nam w umysłach... duchy zmarłych?
Takie i im podobne mistyczne przekonania zawładnęły dziś nauką. Wychodzić będzie ludzkość naprzeciw utraconej metafizyczności samodoskonaląc ciało i ducha za pomocą „technomagicznych” technologii przyszłości, by dorównywać bogom. Sięgnie po technologie genomowe i proteomowe, które zaprzęgnie do przebudowy ciała, a uwolniwszy się od ograniczeń fizjologicznych i fenotypowych opanuje oceany, inne planety, przestrzeń, a kto wie czy nie stworzy nowych gatunków ludzkości. Sięgnie po nanotechnologię17, dzięki której nanoroboty wytwarzać będą w przyszłości dowolne dobra materialne, a wcześniej – naprawiać i powielać białkowe struktury molekularne. Mają nanoroboty budować – jak to wynika z zasad samoorganizujących się automatów komórkowych18 J. von Neumanna – pokolenia samowystarczalnych, coraz doskonalszych, nanomonterów, które ewolucyjnie zaprogramowane „zmontują” nowe życie, nie istniejące w naturze , żywiące się przepływem informacji „negentropiany”, zacierając granicę między żywym a nieożywionym. Ewoluującymi automatami komórkowymi wyjaśniano już nawet genezę Wszechświata19. Zbuduje ludzkość wydajniejsze komputery „na dowolnych strukturach logicznych”: komputery kwantowe na splątanych qubitach, z kwantowymi algorytmami i oprogramowaniem, które przyspieszą obliczenia zajmujące dzisiejszym komputerom klasycznym wieczność i usprawnią przetwarzanie informacji dzięki teleportowaniu stanów kwantowych. Wyhoduje programami ewolucyjnymi procesory na białkach, na genach, na kodzie genetycznym zawartym w DNA, na węglu, na RNA lub na sztucznych molekułach; pozwoli programom hodować się samym „w rozbłysku ewolucji”. Zbuduje komputery przetwarzające chaos, algebry, topologie, symetrie... Te drogi technologiczne zbiegać się poczną na skalach niższych aniżeli skale molekularne – na strukturach pamięci atomowych, orbitalach elektronowych, jądrach atomów, nukleonach..., aż oprą się o samą strukturę czasoprzestrzeni, o próg Plancka20, opisywany li tylko... zasadą holograficzną, o której w innym miejscu. Ludzkość przepisze się na informację, ba, przetworzy na informację Wszechświat aż po najniższą jego skalę – po samą czasoprzestrzeń. Powinniśmy móc zmieniać nawet prawa fizyki... matematyką. Czyż to nie magia?
Tak w zarysie ma wyglądać cywilizacyjna przyszłość człowieka we Wszechświecie, który – podług ostatnich obserwacji – przyspiesza swą ekspansję. Astrofizyka i kosmologia nie pozostawia złudzeń: Słońce miało początek i z czasem zużyje zasoby energetyczne. Miał początek Wszechświat i będzie miał koniec, mimo że wiecznie się będzie rozszerzał. Z czasem, gdy zdominuje go ciemna energia, kosmos rozedmie się, a galaktyki poczną znikać za horyzontem zdarzeń. Jak długo będzie istnieć gatunek ludzki w układzie słonecznym? Jakie są szanse przeżycia osamotnionej ludzkości w Galaktyce? A w pustoszejącym Uniwersum? Czy ze stygnącego i umierającego Wszechświata można uciec w kumulowaną miliardoleciami informację? Takie jak wyżej wizje snutych wariantów losów przyszłej ludzkości we Wszechświecie, ocierające się o spekulacje rodem z science fiction, były, są i będą codziennością dla naukowców takich jak F. Dyson (ten od sfery21 otaczającej Ziemię ze Słońcem i energetycznych przejawów życia), J.D. Barrow i F. Tipler (ci od zasady antropicznej 22, a ten drugi wraz z V. Vinge’em od kosmologicznego punktu Omega i Boga), L.M. Krauss i P. Davies (ci od różnych rozważań o przyszłości cywilizacji) 23.
Owe spektrum – od gnozy poprzez obecne w religiach, magii i mitach jądro gnostycyzmu tudzież immanentne wątki technostyczne w technologiach obecnych i przyszłych – jest „barokową konstrukcją” światów JD. To jest ta jego „wyjaśniająca abstrakcja”, po której JD z erudycją krąży jak po atraktorze i na której buduje światy swoich utworów. Abstrakcję tę przekłada językiem literackim na dzieła sf, mieszając w stosownych proporcjach i eksponując tkwiące w niej archetypy. Każdy jego utwór to zaskakujące inteligentną realizacją fabularne fantazje części tych wizji, poszerzone o odautorskie rozmyślania filozoficzne. Jeśli jeszcze postacie osadzi (uwięzi) w tych światach i prawem akcji nakaże im działać (poznawać), to postacie te na ścieżce swej wiedzy przeglądają „na oczy”, poznają „prawdę”, wyzwalają się z materialnej egzystencji24 i „idą w bogów”. Brzmi to jak echo klasycznego gnostyka sf, Ph. K. Dicka, gdzie obsesyjne odkrywanie prawdziwego oblicza świata narkotykami i objawieniami zastąpione zostaje gnostyczno-mistycznymi nurtami w naukach. Może to właśnie zastrzeżenia do nielogiczności czystej fantasy25 doprowadziły JD okrężną drogą do wprowadzenia w teksty science fiction właściwej światom fantasy magii w wydaniu naukowym, zwłaszcza magii informatycznej. Dlatego w utworach Jacka jest miejsce i na naukę, i na technomagię, i na religię, i na duchy czy inne byty „świadome same siebie”, bowiem wynikają one samoistnie z „wiedzy ezoterycznej” parającego się nią autora. Stąd wysoka jakość jego twórczość sf.
Aby gnostyczną myśl przewodnią światów powieściowych JD wykazać, trzeba je omówić, a uczynić to w kilku zdaniach jest niełatwo, albowiem światy te są nader złożone, wielowymiarowe, wieloznaczne, bogatsze od zarysowanych jedynie nurtów gnostyckich w naukach...
Ad rem.
Osnuwająca Ziemię myślnia, psychomemetyczny eter, w którym pływają memy i psychomemy (ludzkie myśli) jest przedmiotem inżynierii memetycznej stosowanej do celów marketingowych i militarnych. Podlegając podobnie jak memy doborowi naturalnemu, psychomemy w wyniku rywalizacji o przetrwanie przechodzą w formy bardziej złożone – (neuro)monady. Pod wpływem memów i psychomemów kosmicznych psychozoów, monady przeobrażają się w osiągające samoświadomość szczepy dewiacyjne neuromonad, które atakują wszelkie „umózgowione” formy żywe na Ziemi i wpływają na zachowania i stany umysłów ludzkich. A to zmieniają mentalność osób, a to nakładają ludzkie psychiki na siebie bądź je podmieniają, a to zniżają ludzi do poziomu egzystencji roślinnej czy zwierzęcej. Po Ziemi przetaczają się niezwykłe wydarzenia. Od indywidualnych zabójstw i szaleństw po samobójstwa i szaleństwa zbiorowe; mnożą się sekty, religie, kulty, prorocy, wzmocnieniu ulegają zjawiska paranormalne, pojawiają się nawiedzone duchami miejsca, gdzie można ujrzeć własną przyszłość, etc.
Establishment to dobierani genetycznie osobnicy; zachowują się podług protokołów nowej Etykiety, ustanowionych prawem i nadzorowanych elektronicznie norm zachowań międzyludzkich, a zamieszkują wysokie poziomy drapaczy Nowego Yorku. Używają gadżetów informatycznych w rodzaju chipów gotówkowych, implantowanych wzmacniaczy intelektu, wzmacniaczy sprawności zmysłowej; ludzie w bezpośrednim kontakcie ze światem informacji wyglądają na nieobecnych duchem, zaślepionych.
Na takim to tle społecznym i w obliczu swoistej inwazji z kosmosu działa (obok innych) program rządowy, którego celem jest wykorzystanie telepatii do celów komercyjnych. Pracują i rywalizują wszelkiej maści naukowcy, od kosmologów i fizyków po memetyków i kognitywistów (ci drudzy od teorii poznania), a każda dyscyplina nauki przystawia swoje teorie do myślni i wynajduje jej zastosowania. Produkowane są i testowane na dobranych telepatach odporne na szczepy monad szczepionki o żargonowych nazwach... Projekt obrasta mnóstwem odkryć i praktycznych zastosowań, że aż staje się przedmiotem intryg, rywalizacji i prywatnych działań.
Kierujący projektem N. Hunt zwołuje konferencję podsumowującą dotychczasowe prace i przyszłe strategie badań. W burzy mózgów krzyżują się liczne teorie i koncepcje w rodzaju myślnia-komputer albo układ entropowy, tudzież filozofie przykładające do monad i myślni modele kosmologiczne i zasadę antropiczną. Prezentowane są wzmacniacze telepatii, przewidywacze najbliższej przyszłości, nanomatyczne szczepionki antymonadalne w postaci nowych wszczepek i związków biochemicznych. Z wojskowych zastosowań prezentowany jest preprogramowalny neuroimplant, który oblekłszy korę mózgową nanomatyczną warstwą tworzy interfejs z mózgiem i pozwala umysłowi wytwarzać monady obronne. Hunt, idąc śladem odmian neuroimplantów, trafia do miejsca śmierci polityka; podejrzany o współudział wychodzi jednak z sytuacji obronną ręką, by niebawem zdobyć od prywatnej firmy nowe antidotum przeciwko monadom.
Działanie neuromonad poczyna wymykać się spod kontroli... Wybuchają wojny monadalne. Aby zachować światową równowagę, odporne na myślnię świadome komputery parkietów giełdowych i komputery militarne usiłują przejąć władzę, lecz wzmacniają jedynie chaos. Hunt, w obronie przed monadami, decyduje się dokonać „przesiadki”: modyfikuje sobie nanomatycznym neuroimplantem mózg. Odtąd wspomagać jego zmysły i siły będzie wyspecjalizowany zestaw programów implantu, a pośredniczyć w dostarczaniu informacji z wirtualnej rzeczywistości będzie Lucyfer, czarci interfejs sztucznej inteligencji nanomatu. Hunt, w trakcie dokonującej się w nim przemiany, kontynuuje kierowanie Zespołem, śledzi Wojny i jednocześnie idzie tropem produktów konkurencyjnych programów. Po otrzymaniu tajemniczej przesyłki i nieudanej próbie złamania u hakera kodu dostępu Modlitwy, wikła się przypadkowo w udaremnienie zamachu na wybrankę swego życia, Marinę Vassone.
Odcięty od swoich, w obawie przed konsekwencjami za pogwałcenie Etykiety i współudział w śmierci zamachowca, Hunt w obstawie cienia ochroniarza decyduje się na wspólną ucieczkę z Vassone. Prawda stopniowo wychodzi na jaw: Marina jest szpiegiem prywatnej firmy i dlatego chciano pozbawić ją życia, zna odpowiedzi na nurtujące Hunta pytania, wie o Modlitwie... Atak na klinikę, w której Vassone w celu uniknięcia pogoni zamierzała zmienić tożsamość, doprowadza z kolei Marinę do podejrzenia, że szpiegiem jest Hunt. Zainfekowani podczas ataku postanawiają uzyskać w wolnej politycznie podmiejskiej enklawie azyl. Kontaktują się z mieszkańcami enklawy, otrzymują pomoc: rozproszonymi grupami, pomiędzy „zezwierznicowanymi” tłumami i opętanymi indywiduami, przemykają się nocami przez pełne posterunków Necropolis do celu. Jednak skuteczniejszy atak ścigających agentów rządowych omal pozbawia ich życia i dopiero mylący pościg cień ochroniarz daje Huntowi szansę ucieczki z Mariną. Utraciwszy dłoń, osaczony w kanałach, z zaawansowanym już w niekontrolowanym rozkładzie wskutek autokuracji nanokomórkowej ciałem Mariny i jej wirtualnym odwzorowaniem, Hunt postanawia za wszelką cenę ratować kobietę od śmierci. Dozbraja się: wstrzykuje w neuroimplant chemiczny wzmacniacz telepatii – futuroskop, i antycypując na kilka minut przyszłość wyprzedza ataki agentów. Wszczepkami przejmuje kontrolę nad ich obezwładnionymi ciałami i za pomocą tak podporządkowanych mu zombi opanowuje zniewolonych monadami ludzi. Odwróciwszy w ten sposób uwagę ścigających od siebie, bierze siłą klinikę publiczną, gdzie utrwala osobowość i świadomość niepodobnej już do człowieka Mariny w rzeczywistości wirtualnej oraz protezuje informatycznie swą dłoń i wirtualizuje samego siebie, a w końcu, przełamawszy kod, sięga po moc Modlitwy, programu memetycznego pozwalającego wpływać na monady i ukierunkowywać zachowania ludzkich tłumów.
Tak uzbrojony, sypiąc z palców „informatyczne uroki” i rzucając „informatyczne zaklęcia”, zwiera szeregi żywo nieżywej armii marionetek i niczym wielogłowa biblijna Bestia prze przez Necropolis, odpierając w ogniu walk monady i śląc na Grobowce zastępy legionów do walki przeciw agentom rządu. Pozostawiwszy za sobą mgły czerni i dymy zgliszcz, przemyka z Mariną skrycie do enklawy. Po drodze doświadcza mentalnego kontaktu ze źródłem psychomemów myślni – oceanem bezświadomego konstruktu zmysłowego oraz zdaje sobie sprawę z życia w dwóch ontologicznych rzeczywistościach jednocześnie: realnej i wirtualnej. Przed wolnym miastem – jako zbawiciel świata – zaraża ludzkość, by ta, odporniejsza na telepatię i obce psychomemy, sama podjęła w przyszłości decyzję zjednoczenia z myślnią na drodze do świadomości kosmicznej. Odegnawszy następnie osiadłą nad enklawą monadę wkracza – wirtualny – do ziemi obiecanej, a realny – wpada w ręce oczekujących na Modlitwę konkurentów z projektu wojskowego.
W real life’ie wrak człowieka, bez wybranki losu, za to w rzeczywistości wirtualnej król Necropolis – Hunt Belzebub ze służącym mu interfejsem Księciem – pływa na statku widmie po oceanie czerni i przyjmuje „ludzi” ze swego zaświata. Robi piekielne interesy: komercyjna ochrona przed monadami, komputery psychomemetyczne, drenaż myślni z wiedzy, którą kiedykolwiek jakakolwiek rasa rozumna kosmosu wymyśliła. I spisuje krwią pamiętnik...
Nadmiar akcji, intryg i nieoczekiwanych zwrotów sytuacji w powieści przytłacza wydźwięk zgrabnie powiązanych pomysłów snutych wokół memetyki. Memy, jak wiadomo, to jednostki kulturowego i umysłowego naśladownictwa; są dziedziczone, replikują się (powielają), podlegają selekcji; ewoluują „biologicznie” niezależnie od genów. Wszystko, czego się uczymy, uczymy się naśladując: języka, stylu życia, zachowania, idei, schematów kultury masowej, pojęć naukowych. Memom w grupie łatwiej się powielać, toteż powstają kompleksy memów: mempleksy, np. religii, mitów, doktryn politycznych, teorii. Ponoć komputery zostały wymyślone nie przez ludzi, lecz przez memy, by dzięki komputerom mogły przetrwać... Miejscem, w którym memy (przekazywane przez kulturowe wpływy i środki masowego przekazu) się replikują, są nasze umysły i myśli. Toteż jeśli zaczną owe myśli-psychomemy swobodnie „pływać” w myślni (telepatia), podlegać ewolucji i manipulacjom marketingowym oraz memom potencjalnych obcych z kosmosu, a ponadto i poddawać się modelowaniom naukowym – koncepcja myślni, przenikającej Ziemię i kosmos psychosfery wszechświata, i związana z nią mnogość pomysłów dozwolonych w takim światostwórstwie, narzuca się sama. Dziś wystarczyłoby sięgnąć po Susan Blackmore26, by na podstawie „maszyny memowej” skonstruować świat podobny do świata „Czarnych oceanów”, co ich autor dokonał z wyprzedzeniem i z powodzeniem.
To nic, że memy, psychomemy i myślnia to byty parafizyczne, a memetyka jest wysoce spekulatywna, nadinterpretacyjna – ale w syntetycznym ujęciu autora „Czarnych oceanów” jakże taka „psychiczna teoria wszystkiego” wiarygodnie, logicznie, że aż estetycznie została ustanowiona! Memami i psychomemami wyjaśnić można i kontrowersyjne pole morfogenetyczne (rezonans kształtotwórczy), i tzw. kolaps funkcji falowej, i holizm, i mnożenie się sekt, wiar, przejawy religijności, telepatię, zjawiska pozazmysłowe, etc. Efekty wiarygodności uzyskane zostały poprzez przyłożenie do myślni koncepcji z różnych dyscyplin nauki: kosmologii, zasady antropicznej, ewolucjonizmu... Myślnia to i maszyna Turinga na psychomemach, i układ silnie entropiczny, powstrzymywany przed śmiercią interakcjami z systemami nerwowymi kosmicznych bytów. Nieistotny w tym przypadku jest brak weryzmu koncepcji myślni, ale wybijający się porządek logiczny ogarniający i objaśniający wszelkie przejawy sfery duchowej ludzkości (i psychik obcych), podobny do „estetycznych” literackich koncepcji z sf, np. toczonych przez cywilizacje w „Nowej kosmogonii” S. Lema gier astroinżynieryjnych, troficznej piramidy nadistot A. Wiśniewskiego-Snerga czy zagnieżdżonych światów M. Huberatha, jak i do spójnych systemów filozoficznych, tudzież do tzw. „pięknych” matematycznie teorii fizycznych, np. strun czy kwarków.
Obecne w powieści jest i to, co najbardziej cieszy krytyków: odniesienia do innych dzieł literackich, zwłaszcza lemowej sf: inwazja monad to jak list z gwiazd z „Głosu Pana”, projekt rządowy – analog Projektu Manhattan, Kubuś Puchatek – wyższa od Golema XIV generacja komputerów, źródło myślni – ocean Solaris. Nieobce są motywy kinowe epoki massmediów: „Master of Puppets”, „Ucieczka z Nowego Yorku”, etc. Monady jawnie nawiązują do leibnitzowskich substancji duchowych. W metamorfozie N. Hunta można na przykład dopatrzyć się zbeletryzowanej wersji paradoksu kota Schrödingera, roztrząsanego w interpretacjach kolapsu funkcji falowej układu: Hunt stopniowo przekraczając granicę real life’u i virtual life’u staje się żywo-martwy, a do jednego z tych „stanów życia” skolapsuje się „wolną wolą”, dokładnie tak jak pomiar wielkości kwantowej „wybiera” dopiero określoną wartość tej wielkości z wielu możliwych (podobnie jest i z odbiorem dzieła literackiego przez czytelnika – dany utwór każdy inaczej odbiera i inaczej odczytuje przesłanie w nim zawarte).
Powieść zawiera jawne elementy cyberpunku: zaawansowane techniki informatyczne, dostępne establishmentowi w enklawach luksusu, a ludzkości w suburbiach i slumsach ich resztki albo zgoła nic. Wszczepki, przechodzenie ze świata rzeczywistego do świata wirtualnego, czy traktowanie samej rzeczywistości jako rzeczywistości wirtualnej, nie jest także novum: to motywy z cyberprzestrzeni inicjującego cyberpunkowy nurt sf „Neuromancera” W. Gibsona i z filmowego „Martixa” L. i A. Wachowskich. Ucieczka przez Necropolis przypomina sugestywną, interaktywną grę komputerową. Technika informatyczna jest tu technomagią; pozwala poszerzać doznania, a nawet żyć w dwóch formach bytowych pospołu: fizycznej i cyfrowej.
Środki ekspresji i wyrazu nadające nastrój wizji zawartej w „Oceanach...” – sceneria miasta nieżywych, monady, zwierznice, tłumy nawiedzonych – przywołują na myśl i obrazy piekła Hieronima Boscha, i malarstwo Zdzisława Beksińskiego (Beksiński! Beksiński). Zbieżność wizji JD ze sztuką tego ostatniego widać wyraźnie w animowanej komputerowo „Katedrze” T. Bagińskiego; zbieżności te można i dostrzec w scenerii np. podziemia krasnoludów filmowej „Drużyny Pierścienia”. Takimi przywołaniami trafia do ducha i doświadczeń „znających się na rzeczy” czytelników. Zwłaszcza że okrasi je dekonotacyjnymi, nie mającymi związku ze swą istotną funkcją czy działaniem nazwami rzeczy, i to pisanymi z dużej litery, albo żargonem czy akronimami (a takie zabiegi nawet banały zamieniają w niezwykłość!)...
Czy widoczne są w „Czarnych oceanach” atrybuty postawy gnostycznej i techgnozy? Myślnia to teilhardowska noosfera, ów punkt Omega ludzkości, a poszerzona o psychomemy obcych – kosmosfera rozumów Uniwersum. Hunt, idąc śladem konkurencyjnych projektów wykorzystania myślni kroczy ścieżką poznania ku wiedzy. Udoskonala swe ciało i zmysły technikami cyfrowymi, softwarem, nano-neuroimplantem, a tak zmieniony przeistacza się w maga rzucającego informatyczne zaklęcia. Doświadcza gnostyckiego, nierozumowego objawienia – olśnienia źródłem myślni. Gdy uwalnia się z materialnej egzystencji, dokonuje wyboru ontologicznej wersji swego istnienia – z formy glinnej przechodzi w formę transcendentalną (wirtualną), ku czemu zmierzają w swych wizjach extropianie, a co jest i wątkiem przewodnim gnostycyzmu.
Ludzkość zamieszkuje planety Galaktyki, nanotechnologia i informatyka ziszcza wszelkie technologiczne potrzeby. Aguerre City, żywokrystna stolica Zakonu xenotyków na Aguerre, rośnie po ocienionej stronie i zarastając planetę podąża ku linii terminatora. Między Aguerre a osłaniającym ją przed materią i światłem gwiazdy dysonowskim pierścieniem, rozciągają się Ogrody Orbitalne, „sztuczny” świat wraz z fauną i florą wyhodowany z zaprogramowanych na alternatywnym do DNA kodzie biologicznym – kutrypie (QTRP). Kasta OHX (Ordo Homo Xenogenesis) prowadzi na Aguerre eksperymenty z glejem, gromadząc go w wielkich ilościach w peryferyjnych Bagnach oraz wynajmuje organizacji ICEO (Interstellar Commercial Enterprises Organization) xenotyków do poszukiwania planet glejonośnych w Drodze Mlecznej.
Xenotycy, nadludzie o „memetycznie” urobionym statusie społecznym, poddali komórki swych DNA-owych ciał nieodwracalnej syzygii (połączeniu) z powszechnymi w Galaktyce jak plankton w morzu prokariotycznymi transkomórkami glejowymi. Glej27 ma własność zeroczasowego (niezależnego od odległości) komunikowania rezonacyjnego na poziomie kwantowym oraz mocno zaburza czasoprzestrzeń. Zależnie od stopnia zaawansowania technologii syzygijnej i szczepów prokariotów glejowych, kolejne generacje xenotyków różnią się między sobą zarówno wyglądem zewnętrznym (fenotypem), jak i mocą otaczającej ich stampy, grawitacyjnej aury, która zakrzywia czasoprzestrzeń i pochłania światło jak czarna dziura czy też dodaje czasoprzestrzeni wyższych wymiarów. Taki grawitacyjny „odcisk ciała” xenotyków przejawia się stopniem albeda ich czarnej skóry (np. fiolet) oraz zaburzaniem myśli i zachowań znajdujących się w pobliżu osób.
Oprócz umiejętności Rzeźbienia, czyli odkształcania swą mocą oktomorficzną czasoprzestrzeni, glej wnosi w darze xenotykom także odmienne myślenie. Impulsy nerwowe w ich mózgach biegną nie tylko po synapsach, ale i po resztkach (residuach) transkomórkowców. Wskutek tego OHX są nie tylko glejomyślni, ale i glejintuicyjni: kierują się przeczuciami i pozaobliczalnymi rozumowaniami, czego zewnętrznym objawem jest wrażenie roztargnienia czy wręcz nieobecność duchem. Aby „się uświadamiać”, muszą sprzężeniem zwrotnym wspierać myślenie systemami tajemnymi o losowo tasowanych (permutowanych) elementach, takich jak na przykład trigramy z Księgi Przemian (I Cing)28, rzucanie kośćmi zwierzęcymi, wróżenie z fusów, krwi, etc. Xenotycy układają wróżby z tarota i w letargu poddają podświadomość kontemplacji odczytywanych znaczeń. Każdy xenotyk ma nanomatyczną wszczepkę i programowalnego nadzorcę (Stróża), który utrzymuje homeostazę psychofizjologiczną: wytłumia uczucia, emocje i ubezsennia. OHX są jednak śmiertelni; ich zgon to Śmierć: miejsce sperwertowanej (podziurawionej zależnie od stampy czasami, wymiarami, krzywiznami) czasoprzestrzeni.
Na rzeczywistość glinną cywilizacji ludzkiej (od C-Lay, ang. glina) nałożony jest system łączności zeroczasowej VR: Iluzjon. To sieć wirtualnych i rzeczywistych poziomów połączeń międzywszczepkowych, zhierarchizowana na wzór drzew katalogowych systemów plików. Wystarczy mieć wszczepkę i uprawnienia do wejścia na wyższe poziomy, by w czasie rzeczywistym skakać umysłem z poziomu glinnego w połączenia wirtualne i doznawać zmysłowo „rzeczywistości” danego poziomu, a nawet zwielokrotniać się na wielu poziomach jednocześnie, co przypomina eksterioryzację oderwanego od ciała umysłu...
Spokój Aguerre City, zarządzanego przez Primusa OHX, Fredericka Aguerre, zakłóca zabójstwo angielskiego lorda, Amiela. Poprzez Iluzjon zaufany xenotyk rusza w pościg za zabójcą; ten jednakże po schwytaniu w wyrzeźbioną czasoprzestrzeń spala się w ogniu samobójczego nano. Frederick rozpoczyna śledztwo a zarazem zabiega o serce Carli, wdowy po lordzie, swej dawnej miłości. Dochodzi do wniosku, iż zleceniodawca zabójstwa lorda podszywał się pod innego xenotyka i pod szyldem wirtualnej spółki podróżował po Drodze Mlecznej. Rejestry w archiwach Zakonu nie odnotowują lotów, a celu zleceń nie chce wyjawić współpracownica lorda, toteż Frederick poradziwszy się wróżby, wyrusza w glinnej postaci Ogrodem na „wyrzeźbionym siodle czasoprzestrzennym” – fali FTL (faster than light, szybszej niż światło) – na poszukiwania. Wspomagany tarotem, meandruje po układach gwiezdnych wzdłuż Punktu Ferza (wektora reprezentującego galaktyczne interesy ludzkości), licząc iż znajdzie odwiedzane miejsca, a równolegle, iluzyjny, kieruje śledztwem i pełni obowiązki publiczne w City.
W układzie gwiezdnym Głupca procedury poszukiwawcze gleju naprowadzają Fredericka na szczątki rozkładanego analitycznym nano ftl-owego komputera glejokrystnego (z gleju i żywokrystu). Pojąwszy, że szereg takich rozrzuconych po Galaktyce komputerów wykonywało rozproszone obliczenia, Primus zamierza włamać się przez wszczepkę do umysłu lorda, by poznać lokalizacje węzłów komputera i cel obliczeń. Jednocześnie nakazuje Inkwizycji, wewnętrznej policji Zakonu, przeprowadzić śledztwo w sprawie tajnego projektu i rozłamu w szeregach xenotyków. Działania Fredericka wywołują wrzenie w szeregach „odszczepieńców”. W drodze powrotnej omal nie ginie „z rąk” zamachowca-schizmatyka, by niebawem zostać zaproszonym na iluzyjne spotkanie z ich nieformalnym przywódcą, podczas którego to spotkania Schizmatyk odkrywa Primusowi powody rozłamu w Zakonie. Dość służbie ludzkości, xenotycy stworzeni są do wyższych celów... Zyskawszy na czasie schizmatycy ciągną z Galaktyki trzema Ogrodami na glinnego Fredericka. Odsiecz jest zbyt odległa, toteż Primus dostosowuje swój Ogród do walki i przez Iluzjon dobiera programy obronne dla swojej wszczepki. W wyprzedzającym ataku pokonuje najbliższego schizmatyka: blokuje go w Ogrodzie, a jego pamięć, finezyjnie zhackowaną i skopiowaną, lokuje w Zamku Ordo i...
Poznaje schizmatyczny Projekt REVUM, który miał zbadać powód Silentium Universi (milczenia cywilizacji wszechświata). Pomimo zweryfikowania Drake’owego równania, poszukiwania innych cywilizacji wciąż nie przynosiło xenotykom rezultatów, podobnie jak nie dawał ich dawny programu SETI. Zamiast obcych znajdowano jedynie glej na różnych etapach ewolucji. Konwergencjonaliści utrzymywali, że cywilizacje przechodzą drogę xenotyków i kończą jako komórki glejonośne, a spiraliści – że na spirali rozwoju po erze xenotycznej cywilizacje osiągają granice praw fizyki kosmosu i znikają poza nim. Schizmatycy natomiast domniemywali, że brak cywilizacji spowodowany jest etapami ich rozwoju: wejściem w erę xenotyków, potem glejotyków – istot rozwijanych embrionalnie z gleju, które tworzą postglejotyków, ci z kolei generacje następne... W ślad za rozwojem postępuje wzrost rozdzielczości Rzeźbienia czasoprzestrzeni aż po próg Plancka, po osiągnięciu którego ostatnie generacje postglejotyckie znikają w otwieranych tam szczelinach. REVUM, zainicjowany w Bagnach, miał przeliczyć wstecz masy i pędy Galaktyki po to, by „zaciąwszy się” na planckowskich szparach dowieść „odrzeźbienia” się cywilizacji poza kosmos.
Opatentowanie glejokrystu oznacza ftl-owe złamanie wszystkich kodów kryptograficznych wszczepek, programów i Iluzjonu; grozi przejęciem przez schizmatyków władzy, ICEO już zawiera kontrakty z założonym przez nich Societas Rosa. Primus, w nawale obowiązków zewnętrznych i wewnątrz Zakonu, czuje się zagrożony, chce się ugadzać, zapobiec narastającemu kryzysowi. Wiedziony intuicją krąży po łączach iluzyjnych. Na Błękicie wspiera pogrążoną w depresji Carlę. Przyjmuje zaproszenie Schizmatyka do rozmów w C-Layu, co oznacza dalszą Rzeźbę przez Galaktykę. Odwiedza Instytut lorda: morze wszelakich odmian gleju, skumulowane w Bagnach, wpływa swą kwantową funkcją falową na Błękit i kosmos. Poznaje bliżej kutrypiczne glejożycie, które miało wydać pierwszą generację postglejotyków, a które może xenotyków zniszczyć. Glejomyślność rezonuje w umyśle Aguerre nieświadomym ciągiem skojarzeń i postanowień. Spotkanie z pierwszym syzygentem, chirurgicznym wrakiem człowieka o anielskiej stampie, znającego skutki glejomyślności, glejwróżb i metody niszczenia glejem mózgów xenotyków, utwierdza Fredericka w domysłach, iż nieustanna glejintuicja – podczas której chodzącej wróżbie-wyroczni świat wydaje się być kabałą – jest piętą achillesową xenotyków.
Tymczasem glinny Frederick w odbudowanym po uprzednim starciu Ogrodzie rusza wedle wróżb tarota po Galaktyce na spotkanie twarzą w twarz ze Schizmatykiem. Konsultuje się z militarystami. Chroniony zmyślnie zaprojektowaną przez nich „zbroją” – hermeneticum, i glejintuicją, jest przygotowany na wszelkie sposoby walki. Hermeneticum to odporna na xenotyczną rozdzielczość oktomorfowania czasoprzestrzenna rzeźba: atak z zewnątrz potrzebuje godziny, by dotrzeć do ciała, a uruchamiana skojarzeniem mentalnym reakcja z wnętrza, wspomagana oprogramowaniem, to rząd sekundy... Schizmatyk, już nadxenotyk pod pełną glejintuicją, bez zabezpieczeń wszczepki, świadomy „stanu obronnego” Primusa, rozpoczyna właśnie otwieranie szczeliny poza kosmos i proponuje gościowi wspólne poprowadzenie Zakonu w erę postglejotyków. Jedynie wróżba może zmienić postanowienie Schizmatyka, toteż Frederick inicjuje pojedynek na karty. Świat kontra odwrócone Męstwo... Przepowiedni staje się zadość: w zmaganiach „czarnoksiężników” zwycięża Frederick. Później, świadomy już swojej sukcesji po schizmatyku, zasysa pobojowisko z residuów (resztek) postampowych pokonanego.
Rozkodowane pliki z ostatnich chwil życia lorda ujawniają, że zamierzał on ujawnić rozłam, ponieważ podważał tezy schizmatyków i niecelowość ich działań. To z niższych kosmosów odrzeźbili się w nasz wszechświat postglejotycy; glej to właśnie Oni, to Ich postglejowcami są xenotycy. Wszechświat natomiast może być gałęzią drzewa wszechświatów odrzeźbioną od pierwotnego wszechświata na wskutek toczonych tam wojen, bowiem zeroczasowość rozciąga się na wszystkie wszechświaty... I Frederick Aguerre, żywy cmentarz generacji postglejotyków z niższych kosmosów, wkracza w świt zainicjowanej przez schizmatyków wojny o wyższą formę bytu. City zaś, na skutek przyspieszenia obrotów planety zaburzeniami grawitacyjnymi Śmierci, wyrasta w słońce, w jutrzenkę nowej ery...
Wizja świata w „Aguerre w świcie” to prawdziwie gnostycka perła w twórczości JD, obrosła motywami nie tylko techgnostycznymi, ale i wątkami samej gnozy, jak i religijnymi. To misterna, w scenerii astrofizycznej i aurze niezwykłości, technologiczno-kartomantyczna literacka realizacja pomysłów na styku spekulacji na temat przyszłości ludzkości w kosmosie i obcych cywilizacji, z przetworzonymi na język literacki modelami fizycznymi i pozaobliczalnością algorytmiczną.
Tarot to matematyczna Wyrocznia. Wróżba z tarota jest Przepowiednią, której „pytają się o radę” pozaobliczalnie intuujący xenotycy; bez tarota nie byliby w stanie uświadamiać myśli. Podobnie jest z maszyną Turinga: nie jest w stanie zaprzestać rozwiązywania nieobliczalnego algorytmicznie zadania29, dopóki nie zapyta się Wyroczni, matematycznej „wróżby”, która podpowie jej „stop” lub „nie”. Kabała rozwiązuje xenotycznej intuicji problem stopu. Glejotycką równowagę umysłową w starciu z problemami pozaobliczalnymi można też ujmować alternatywnie jako matematyczną grę o sumie zerowej z tzw. strategią zrandomizowaną (losową)30. Dlaczego Frederick miał pewność, że błądząc losowo od gwiazdy do gwiazdy z tarotową przepowiednią natrafi wcześniej czy później na nieznane miejsca wypraw schizmatyków: węzłów rozproszonego komputera? Odpowiedzią jest model teoretycznofizyczny takiego ruchu – swobodne błądzenie przypadkowe „pijanej mrówki” wspomagającej się monetą31: po trafieniu w dowolny węzeł sieci rewers lub awers monety „wróży” jej węzeł najbliższy, który ma osiągnąć. Wspomagana taką przepowiednią mrówka statystycznie, czyli średnio, zawsze trafi do celu w sieci, więc dotarł „skacząc po gwiazdach” do celu sam Frederick.
Widać wyraźnie symbolikę tarota 32, która jest pochodną symboliki gnostyckiej. Wskazuje na to kontekst, w jakim ujmowane są nazwy kart. Wieża Aguerre to karta Wieży Boga, symbol despotyzmu władcy, Siódemka Mieczy przed wyruszeniem w Galaktykę – karta symbolizująca samotną walkę bez wyników. Gwiazda z glejokrystnym komputerem to pierwsza karta tarota: Głupiec, symbolizująca początek przygody – trop projektu REVUM. Aguerre i lady Amiel to karta Kochankowie, Stróż – karta Demon oznaczająca uzależnienie od Iluzjonu, groźne Śmierci xenotyków – karta Śmierć symbolizująca przejście z jednego etapu życia w drugi. Przewija się Papieżyca, Pięć Mieczy, Wisielec, Rydwan... Aguerre i schizmatyk to magowie, a karta Mag oznacza twórczość, witalność, odkrywczość. Pojedynek na karty – Karta Świat a odwrócona karta Męstwo – to wskazanie przez Wyrocznię z jednej strony zwycięzcy, z drugiej wskazanie porażki z kimś silniejszym, potężniejszym. Jeśli się z tarota wróżyło – to nie sposób nie dostrzec, iż „Aguerre...” jest literacko ułożoną kabałą. Bez tarota utwór nie miałby tak mistycznego, a w konsekwencji gnostyckiego, wydźwięku.
Frederick przypomina opisane w średniowiecznoarabskiej literaturze archetypowe wyobrażenie Hermesa; podobnie jak Hermes wykorzystuje do swoich celów naukę, sztuczki techniczne i magię (informatyczno-informacyjną i kartomantyczną), podobnie jak on wybudował utopijne Miasto, z którego Wieży (Zamek Ordo) kontroluje świat technikami symbolicznymi (Iluzjonem i wyrocznią). Niczym technomag na falach FTL przebywa iluzyjnie na wielu poziomach połączeń wirtualnych VR jednocześnie, zachowując swą podstawową egzystencję – glinną (C-Layer).
Xenotycy to istoty wybrane, na wskroś boskie; glejomyślnie i glejintuicyjnie przeczuwają istnienie innego, doskonałego świata, i podejmując wezwanie wstępują na ścieżkę do innych wszechświatów. Schizma zdaje się być wzorowana na rozłamie dawnego rzymskiego kościoła chrześcijańskiego na ezoteryczne chrześcijaństwo św. Jana Ewangelisty z czasów wypraw krzyżowych do Palestyny. Kasta OHX, od której odrywają się schizmatycy, przypomina ówczesne rycerstwo zakonne, od którego odłączył się głoszący idee gnostyckie Zakon Templariuszy (Różokrzyżowców). Wskazuje na to nazwa Societas Rosa schizmatyków. W interpretacji „różokrzyżowej” Frederick jest po prostu Inkwizytorem niszczącym własną policją zakonną, Inkwizycją, odłamowców...
Zielony Kraj wypełnia pył nanoinformacyjny, rozproszony byt, w który ludzkość przetransformowuje się (inwolweruje) w nowy gatunek postludzki, a który żyje własnym życiem wewnętrznym w jednoczącej umysły poludzi „informacyjnej sferze Dysona”. W Zielonym Kraju duchy są normalnością, której jedynie dzieci się nie dziwią; śmierć nie jest Śmiercią, lecz odmiennym stanem istnienia – informacyjnym – o ile tradycyjny człowiek przystąpi do Bezimiennych. Kosztem transformacji są baśniowe dziwy, klątwy, pustoszące i zmieniające Zielony Kraj zjawiska, wytrącenie Ziemi z orbity, rozpad Marsa, zaburzenia pasa Kuipera i obłoku Oorta. Nieformalne Przymierze neoludzi i nielicznej normalnej ludzkości pozwala tym drugim żyć z własnego wyboru w Tradycji, jednak kosztem uzależnienia się od produktów poludzkich potomków poprzez handel wymienny w Targu, głównej osadzie Zielonego Kraju, gdzie transakcje zawierane są w podziemnej budowli osady – Krypcie.
Taki oto świat uchylany jest krok po kroku oczami dziecka Tradycji wyrastającego w otoczeniu duchów, egzorcyzmów i trapiących Kraj nieszczęść. Pełnia tego świata odsłonięta zostaje dopiero w wieku dojrzałym, pod okiem Mistrza Bartłomieja, który hołduje naukom uprawianym przed transformacją. Bohater poznaje wiedzę astronomiczną, a już jako głowa rodziny przejmuje po mistrzu tradycje badawcze i ciekłym światłem Organów poddaje się aktowi reprozji.
Reprozja „splata” jego umysł z samoświadomym, wysłanym przed setkami laty w anomalię grawitacyjną systemu planetarnego Meduzy info-mózgiem. Doświadcza stanów owej nanoinformacyjnej sieci logicznej – extensy właśnie; odczuwa jej rozrastanie się, samoorganizację, eksplorację układu, co okupuje ułomnością ciała i umysłu. W układzie Meduzy sonda odkrywa podobną sobie informacyjną sieć logiczną innej cywilizacji i to staje się przyczyną zabiegów Bezimiennych o zawartość ziaren reprozyjnych jego mózgu. Nie mogąc pogodzić się z ubezwłasnowolnieniem, ucieka od siebie, od przeznaczenia, i tak osamotniony, pchnięty niespodziewanym impulsem sondy, inwolweruje w pył infosfery neoludzkości. Odtąd jako nieśmiertelny przenika Krainę informacyjnym duchem i materializuje się żywym...
Liczba elementów „barokowej konstrukcji”, nikła w stosunku do liczby z „Czarnych oceanów” czy z „Aguerre…” – infosfera, nano i poddanie umysłu reprozji (neologizm od u-R/EPR-owienia, zjawiska EPR rozszerzonego o literę R nazwiska fikcyjnego fizyka) – wywołuje jakże złożony efekt! Paradoks EPR, czyli natychmiastowe „przenoszenie” splątanych stanów kwantowych na dowolne odległości (nie ograniczone skończoną prędkością światła), jest globalnym zjawiskiem kwantowym, które wielu naukowcom daje podstawy do uznawania teorii kwantów jako niekompletnej, wymagającej uzupełnień lub zamiany na inną teorię. Zjawisko EPR w naturze nader trudno utrzymać w ryzach, gdyż w oddziaływaniu otoczeniem zewnętrznym ulega natychmiastowemu rozplątaniu (dekoherencji). Nieweryfikowalne jest ponadto przypuszczenie, że ludzka świadomość ma charakter kwantowy, a myślenie cechy procesu nieprzeliczalnego33. Przełamanie takich werystycznych zastrzeżeń modyfikacją zjawiska EPR o „R” jest zręcznym pomysłem na uniknięcie krytyki naukowej, a literacko – zabiegiem pozwalającym „telepatycznie” splątać stany różnych umysłów, a przez ten „pryzmat” – pretekstem do opisania dramatów człowieka doznającego innych stanów świadomości, widocznych zwłaszcza w dość oryginalnej scenie erotycznej „z gwiazdami”.
W tekście tym JD uczynił bohaterem nie człowieka wyższego gatunku, ale człowieka bliskiego człowiekowi współczesnemu, którego dotykają zmiany postludzkie. Narracja pierwszoosobowa, prowadzona przez nienazwaną postać „Extensy”, za pośrednictwem której autor odsłania świat powieściowy, w naturalny sposób ograniczyła autorowi prezentację świata. Nie ma rozmachu, widocznego w innych utworach, należy się nad lekturą zastanawiać, by ze skąpych słów zarysować zręby jego konstrukcji. Ale dzięki właśnie okrojeniu wizji świata zabiegiem pierwszoosobowej narracji, utwór na tle innych tekstów wydaje się dojrzalszym humanistycznie, głęboko psychologicznym, pełnym dramaturgii i rozterek ludzkich jej bohatera i jego rodu. Gdyby jednak JD położył większy nacisk na przenikające Zielony Kraj dziwy i nadprzyrodzoność, po czym uwikłałby głębiej ludzi Tradycji w uboczne przejawy transformowania się postludzkości – z perspektywy lirycznej postaci „Extensy” mógłby napisać utwór bliski humanistycznemu wydźwiękowi „Pikniku na skraju drogi” Strugackich. Pomimo autorskiego ograniczenia narracją, motania się pomiędzy stłumioną wizją świata a dramaturgią bohatera, mimo pozornego pęknięcia na pół – najpierw dziecięce postrzeganie nadprzyrodzoności a późniejsze umysłowe jej doznawanie – powieść, po zakończeniu lektury, scala się, bowiem wracając do początków widać, jaka jest egzegeza otaczającego dziecko świata duchów.
Droga bohatera „Extensy” to zarówno archetypowa ścieżka inicjacji (dojrzewania), jak i gnostyczna ścieżka poznania prowadząca do wiedzy, z tą różnicą, że poznana wiedza nie wyzwala, ale – przekornie – zniewala, bowiem uciekając przed nią bohater niefortunnie jednak traci cielesność i wkracza w „niebiańską” infosferę. Motywem techgnostycznym jest transinformacja, totalne zjednoczenie duchowe ludzkości w informacyjnej noosferze, technomagii na tyle zaawansowanej, że jej skutki nieodróżnialne są już nie tak od magii samej w sobie, jak od zjawisk nadprzyrodzonych. Przenikające Zielony Kraj duchy i baśniowe dziwy mają wyjaśnienie racjonalne: materializacja informacji. Człowiek tradycyjny jest więźniem ciała (gliną), transludzkość – więźniami infosfery; oba gatunki, obojętne w stosunku do siebie niczym człowiek w obojętnym gnostycznym świecie, a przeto osamotnione w swoich formach istnienia, kroczą własnymi ścieżkami poznania i wyzwalają się inaczej: ten pierwszy w infosferze ludzkości, ten drugi w infosferze z obcymi...
Powszechne są: nanotechnologia, syntetyzująca np. pożywienie i hodując kronowe budowle o elfickiej architekturze, sztuczna genetyka; przedurodzeni przed ucieleśnieniem wzrastają w chtonicznych maszynach, organicznych komputerach, pozwalających modelować osobowość; pośmiertni żyją w Cieniu jako informacyjne wcielenia obok swoich nieumarłych oryginałów. Biznesy robi pokolenie-T, dziesięciolatków, na rynku kapitałowym grają pośmiertni z Podziemnego Świata oraz vipowie z Cienia. Legalne „psychotropy” umożliwiają bezzmysłowe komunikowanie się: libaryt pozwala lśnić umysłem wiadomości, lśnić z nieurodzonymi. Na rynku dostępne niezwyczajne produkty i gadżety...
Zuzanna Klajn otrzymuje na swoją osiemnastkę trzy wyjątkowe prezenty. Symulator prekoncepcyjny od przedurodzonej przyjaciółki ze świata Cieni, który symuluje w umyśle przedżywą dziewczynkę, pierścień ipsacyjny od pośmiertnej prababki, który kształtuje osobowość właściciela na zaprogramowany „obraz i podobieństwo” siebie, oraz testament nagrany w przeszłości od zaginionego na wykopaliskach archeologicznych ojca. W Abominado, wirtualnej budowli życia chtonicznego, Zuzanna znajduje pozostawione w spadku rzeczy, z których jedynie memochip i klejnot przypada jej do gustu. Odwiedziwszy z sentymentu symboliczny grób ojca, staje przed wyrosłą znikąd nad cmentarzem starożytną metropolią. Wiedziona ciekawością wkracza w taktowane świetlnym wahadłem monumentalne budowle, lecz gdy je opuszcza – Miasto znika; a jedyny dowód jego chwilowej realności to krystaliczny okruch z ornamentem.
Chip zawiera jedynie pejzaże obcych planet i zdjęcia Miasta z czasów pracy ojca w Instytucie. Dziewczyna zleca zbadanie losów ojca prywatnemu detektywowi z generacji T. Ale prace Instytutu Wernera w Brukseli okrywa zmowa milczenia, poza nielicznymi emerytami nikt z Instytutu nie odszedł... Wolne chwile spędza Susy z chłopakiem, Kamilem, projektując wspólny domu i wypoczywając w willi dziadków na opustoszałej wsi. Sex na łonie natury puszcza klejnot na szyi Zuzanny w ruch i wyłania z niebytu odmienny obszar nieludzkiego Miasta. Zuzanna zwiedza je, oczekując detektywa z eks-pracownikami Instytutu, licząc, że sprowokuje ich do wyjawienia losów ojca. Jednakże przybysze z obstawą usiłują pozbawić dziewczynę klejnotu, który okazuje się być miniaturowym w stosunku do istniejących wzmacniaczem symetrii, przywołującym Miasto. Z opresji ratuje Zuzę upiór metropolii, ale Miasto „odrywa się” wraz z nią od Ziemi. Jedyną towarzyszką, po wyczerpaniu się pozwalającego na lśnienie libarytu, zostaje nakorowa symulka. Zuzanna błąka się po ruinach, bada korelacje między stanami klejnotu a zmianami miasta i obcymi niebami, a w końcu z opuszczonego stanowiska archeologicznego, ukrywszy amulet, czyni wypady, natykając się od czasu do czasu na ślady działalności ludzkiej.
Schwytana i uwięziona przez archeologów Instytutu, zostaje wtajemniczona w prace wernerowców przez bliskiego współpracownika ojca Zuzy. Nie wiadomo, kiedy Miasto powstało, skąd pochodzi, datowania przekraczają czas sprzed Big Bangu, a technologie odkrywane i wykorzystywane przez ludzkość to wiedza cywilizacji, kumulowana przez metropolię. Miasto lgnie do wytworów cywilizacji ukrytymi w nim, niezależnymi od materii i czasoprzestrzeni symetriami formy, kopiuje obiekty nieożywione nie tykając żywych, i przechowuje w kwartałach materialne artefakty egzotycznych architektur i fizyk pochodzących od nazwisk fizyków: LL, LS, LC i LG (eldżet). Archeolodzy naszego wszechświata z fizyką EQR (ikjurią, rozszerzoną einsteinowską), „zarazili się” innymi fizykami Miasta; także jej rodzic, zanim zginął we wrotach Sezamu Gór Neuro, w Urnie sfery Dysona obcych, gdzieś pod Andromedą. Zuzanna, obciążona genetycznie eldżetem i latami spędzonym w Mieście, została upiorem metropolii; wyższe generacje upiorów to jej dawny wybawiciel z rąk agentów. A prace Instytutu spowite są aurą tajemnicy tylko dlatego, by chronić ludzkość przed szokiem technologicznym, jakiego by doznała z powodu nagłego upowszechnienia odkryć; wprowadza się je stopniowo, niebawem wdrożona ma zostać antygrawitacja... Zuzanna, pod presją propozycji nie do odrzucenia, podpisuje zgodę na współpracę, po czym dostawszy pozwolenie wraca na Ziemię Piorunem przez „zgrane” generatorami między Miastem a Ziemią formy symetrii, a porządkując sprawy osobiste poczyna z Kamilem dziecko.
Po powrocie pracuje na stanowiskach eksploracyjnych grawitacyjnego Mchu, w którym tkwią szczątki obcych i wytwory ich technik. W środowisku kosmicznych archeologów, wieszczących upadek wszystkich nauk poza archeologią, bowiem zamiast tworzyć nauki wystarczy je odkrywać z wykopalisk i po prostu stosować – zadaje filozoficzne pytania. Może Miasto jest czyśćcem materii nieożywionej? Może śmiertelną pułapką na cywilizacje, a cywilizacji w kosmosie nie ma dlatego, że giną wykorzystując wiedzę wydobytą z Miasta? Albo „idą w upiory” – w inne kontinua? Jej poglądy bliskie są „religii” jakubistów, którzy w wykorzystywaniu technologii złupionych w Mieście widzą szczebel drabiny, która poprowadzi ludzi do wyższych hierarchicznie wszechświatów z egzotycznymi fizykami i materią. Zaświaty, zjawy czy duchy – to podług nich zwiastuny wyższego świata, a śmierć to jedynie przejście w wyższą czasoprzestrzeń, w miasto dusz, w kosmos o innej fizyce, a kto wie, czy człowiek nie jest już aby upiorem wygenerowanym z przeciekającej do jego świata mocniejszej rzeczywistości. Nasz niewyjątkowy wszechświat jest jednym z wszechświatów na „drabinie” od minus nieskończoności do plus nieskończoności, a generacjom światów odpowiada komplementarny ciąg zamieszkujących je cywilizacji. Miasto, zwierając symetrią formy i fizyki, i wytwory materialne cywilizacji, powiedzie ludzkość w boskość...
Kumuluje się działanie ipsatora, genów i eldżetu. Zuzanna przed służbowym wypadem na Ziemię zabiera ukryty klejnot-amplifikator. W lśnionym Abominado łup ojca składa w testamencie przyszłej córce, a z płodem z przepisanymi nań cechami nakorowej symulki powraca do Wysokiego Zamku Miasta. Ale w Mieście wybucha wojna z chińskimi archeologami i wernerowcy muszą ewakuować się przez ukrytą formę symetrii w Mieście do muzealnych ruin Urny. Tam z biegiem czasu dziewczyna stopniowo „dziwaczejąc” rodzi córkę. Podczas gdy na Ziemi technologia antygrawitacyjna zbiera pierwsze żniwa wiodące do jednej z czterech dróg „znikania” cywilizacji, Zuzanna przez leje symetrii czyni dalekie wycieczki po Urnie, i roztacza w myślach wizje o rodowej potędze, pokładając nadzieje w córce, gdy ta odziedziczy amulet. U wrót Sezamu, centrum kontrolnego Urny-amplifikatora, oczekuje wejścia na spotkanie ojcu w wyższym wszechświecie...
Koncepcję generacji fizyk, wszechświatów, ich cywilizacji, wiedzy oraz wytworów, aż prosiło się ubrać w prawdziwą archeologię fizyk i artefaktów cywilizacyjnych, na podobieństwo dzisiejszej paranaukowej paleoastronautyki. Nietrudno zauważyć w fabule paralelę pomiędzy sukcesją amplifikatora z pokolenia na pokolenie a generacjami wiedzy i fizyk kumulowanymi być może przez Miasto z wszechświata na wszechświat. Protagonistką uczynił autor dziewczynę, której imię kojarzy się z symetrią wewnętrzną cząstek, a nazwisko z powierzchniami topologicznymi34. W dłonie bohaterki włożył wzmacniacz, którego rolą jest manipulowanie symetriami praw fizyki tak, by Wszechświat (EQR) wichrował się topologicznie i symetrią formy (kształtu) stykał z symetriami innych fizyk w Mieście. Jest to zatem literacka realizacja teoretycznofizycznego procesu zwanego spontanicznym łamaniem symetrii35, a właściwie odwrotność tego procesu, który jest wyzwalany amplifikatorami oraz klejnotem („hellraiserowa kostka”). Przemieszczanie się po wszechświecie poprzez uzgadnianie form symetrii wydaje się oryginalniejszym sposobem od znanych dotąd z literatury SF środków: kosmolotów, gwiezdnych wrót (tuneli czasoprzestrzennych), deformacji czasoprzestrzennych (Star Trek) czy napędów makrokwantowych.
O pokoleniach wszechświatów z odmiennymi fizykami mowa jest w koncepcji L. Smolina36 (także w głośnym ostatnio modelu ekpyrotycznym, zderzających się membran-światów w wyżej wymiarowym wszechświecie). Podług tej ewolucyjnej (w sensie neodarwinowskim) koncepcji wszechświat cyklicznie wybucha z osobliwości początkowej i zapada się w osobliwości końcowej, generując w każdym cyklu coraz to inną liczbę czarnych dziur, które dają początek nowym wszechświatom o zmutowanych w stosunku do wszechświata macierzystego prawach fizyki i własnościach materii. Stąd egzotyczne fizyki w ikjurii. Per analogiam powinno się zatem dziać z cywilizacjami tych pokoleń wszechświatów (jeśli miały miejsce i w nich zaistniały): poprzednia zostawia materialne artefakty i wiedzę, które miasto kumuluje i kopiuje z generacji na generację. Dostrzec można w powieściowych pokoleniach wszechświatów przeciwstawną zasadzie antropicznej swoistą myśl kopernikańską autora: ani nasz Wszechświat z obecnymi prawami fizyki, ani nasza w nim cywilizacja nie są w ciągu wszechświatów wyróżnione. Odnieść można także z lektury i wrażenie, że to wokół form symetrii dryfującego Miasta orbituje powieściowa ikjuria i wystarczy tylko znaleźć amplifikator, by przypływem formy jak falą przyboju przeskoczyć do dowolnego miejsca kosmosu. A wiedza i technologie pokoleń psychozoów czerpane z Miasta-pułapki i skutki ich zastosowań: totalne znudzenie szczęściem, samoodcięcie od świata, samozagłada czy samozgubny postęp w stosowaniu „wiedzy z wykopalisk”, to kolejne po „xenotyckich” filozoficzne przyczynki odautorskie o powodach „milczenia wszechświata cywilizacjami”.
Wątki gnostyczne dostrzegalne są w planie i fabularnym, i koncepcyjnym. Bohaterka w rocznicę „urodzin” mocą prezentów zostaje niejako wtrącona na ścieżkę poznania (i inicjacji zarazem), a już w obcym Mieście, by się zeń wyzwolić, musi poznać wiedzę w nim zaklętą: „I tak oto Zuzanna Klajn znalazła się na wygnaniu. Banita ze znanego świata, skazana na ten nieznany, zrozumie go lub zginie. […] Rozpoczyna grę w stanie zero.” Gnoza jako naturalny pierwiastek każdej religii wpleciona jest także w religijny wątek filozofii odłamu archeologów. Biblijna Drabina Jakubowa to droga w wyższe wszechświaty i koniec końców w boskość. Śmierć, duchy, zjawy, upiory to gnostycki odpowiednik ukrytej rzeczywistości świata: życie po życiu w wyższej „fizyce” we wszechświecie ponad Wszechświatem.
Także jawne są wątki techgnostyczne, obietnice osiągnięcia boskości za pomocą technik i technologii. „Wykopaliska” z miasta udoskonalają ciała i umysły, obiecują inny świat, acz kierują na ścieżkę samozagłady. Maszyny chtoniczne przedurodzonych na przykład to przebudzone greckie bóstwa chtoniczne miejsc: ciemności i śmierci, ale i także – energia magii chaosu technopogan6. Miasto także zdaje się być symbolem sił chtonicznych – istnieje jakby poza wszechświatami. „A co podtrzymuje Miasto? Jaki niby bilans masy i energii zostaje zachowany, gdy w Miasto kopiują się całe metropolie z Ziemi i innych planet wszechświata EQR? Czyż nie jest to […] czyściec materii nieożywionej, przestrzeń pośmiertna architektury? Powiedz mi, Zuzanno […] dlaczego nie miałby istnieć podobny eldżet dla materii ożywionej, wieczne Miasto duszy?”. Dostrzec można na przykład i nawiązanie do wszechmocnej entropii, której przeciwstawiają się extropianie: „Wybacz, Maria, ale - umieramy to umieramy, ciało się rozkłada, struktura umysłu ginie, nic nie podtrzymuje świadomości. Bilans masy i energii zostaje zachowany, natomiast informacja zanika. Po nas tylko entropia.”. Techgnoza podsumowana jest negatywnie: „– To rzeczywiście jest szaleństwo, rąbnięta religia, jakieś New Age’owe pomieszanie mistyki z fizyką; odkryliśmy nowe fizyki, więc powstają nowe mutacje starych bełkotów.”
Elficka technologia, Podziemny Świat, upiór Miasta (upiory pierścieni), Wieże, wrota Sezamu – czy aby nie tolkienowskie wpływy (równie gnostyczne)?
W przeciwieństwie do instrumentalnego traktowania techniki informacyjnej w „Czarnych oceanach” i „Extensie”, w „Perfekcyjnej niedoskonałości” mieć będziemy do czynienia z immanentnym zrównaniem świata z komputerem, a bytów żywych – z nieożywionymi. W założeniach tej powieści widać modną koncepcję kosmologiczną, a mianowicie interpretację wszechświata jako wieloarchitekturowego komputera37, w którym wszystko, wraz z bytami ożywionymi i nieożywionymi, będzie procesami obliczeniowymi na dowolnym hardware’ze. Strukturę tego pomysłu zarysowuje Multitezaurus, którego fragmenty będą mottami kolejnych rozdziałów. Ów słownik, odpowiadający „teorii wszystkiego”, będzie jakby Biblią prowadzącą po podstawach i hierarchiach konstrukcji świata – a właściwie już wszechświata – powieściowego.
Wszechświat ten będzie zawierał w sobie nasz Wszechświat z naszymi prawami fizyki: „Wykres Thieviego: n-wymiarowa przestrzeń, w której każdemu z wymiarów odpowiada konkretna zmienna meta-fizyczna (czyli stała fizyczna).” Mieć będzie także cechy samoorganizującego się komputera od poziomu budulca po komputer ostateczny: ”UC (Ultimate Computer), Komputer Ostateczny (KO): W ramach założonej kombinacji stałych fizycznych, konstrukt logiczny (na dowolnych negentropianach) osiągający najwyższą możliwą tam efektywność procesunku. (Wszystkie punkty na Wykresie Thieviègo indeksowane są właśnie podług swoich UC)”. Poziomami architektury będzie: „[…] pięć form negentropianów. […]:
„Hardware” - nośnik/realizator informacji; domyślnie: nieożywiony.
„Software” - informacja: zapis procedur samoorganizacji (podlegających ewolucji).[…]
„Bioware” - forma zintegrowana, konfigurująca się z biologicznych replikantów. W Cywilizacji Homo Sapiens: flora i fauna ziemskie i pochodne, w tym stahsowie. (Źródło-budulec: DNA/RNA).
„Nanoware” - forma zintegrowana, konfigurująca się z nanomaszyn. W Cywilizacji Homo Sapiens: nanoware cesarski; forma ograniczana prawem, tradycją i protokołami: inf (Imperial Nanoware Field).
„Kraftware” - forma zintegrowana, konfigurująca się z faktury czasoprzestrzeni. (Np.: niektóre inkluzje logiczne, w tym Cesarz; niektórzy phoebe’owie plateau’owi; Suzeren).”
Wszechświat „Perfekcyjnej niedoskonałości” przenikać będzie kod najniższego poziomu – nanoware, nanomatyczny inf, który będzie się przejawiał w różnych formach (postaciach), a którego budulcem będą elementarne, komplementarne do siebie trójki (triady) nanorobotów. Istnienie infu sugeruje powołanie do powieściowego bytu sztucznego życia opartego na automatach komórkowych i sztuczną inteligencję: „W Cywilizacji HS za optymalny budulec nanoware’owy uznaje się tzw.„triady Neumanna”, składające się każda z trzech komplementarnych nanoelementów: tonu, krotonu i/lub ortu. Pamięć nanoware’u (składowa software’owa) organizuje formy w przestrzennych sprzęgach: TKO, TTK, KKK, itd., itp. Istnieje 27 triad podstawowych i n-krotność ich izomerów (w tym np. uniwersalna triada destrukcji TOT XI i triada łańcuchowej krystalizacji OOO I) oraz, konsekwentnie, 19683 triad użytkowych, tzn. triad drugiego stopnia, dziewięcioelementowych (w tym 729 tzw. memotriad, konfigurujących się z qROM-u w nanoprocesory) i proporcjonalnie wiele ich izomerów.” Trójelementowy kod trójkowy oprogramowany specjalnym językiem powieściowym, będzie organizować przestrzenne kombinacje ciągów triad mające przykładową postać …KTOKTOKKKTOKKKKTTT… w nanoprocesory: kwantowe (qROM-y) i klasyczne (nanoboty). Łatwo dostrzec grę potęg: kombinacje „triad von Neumanna” dają 27 (33) triad podstawowych, a tych 27 triad kodem 27n daje 729 memotriad (272) i 19683 (273) triad użytkowych. Tak założona triadyczna symetria wewnętrzna pamięci infu staje się analogiem wewnętrznej symetrii koloru kwarków38 czy analogiem 4-elementowego kodu genetycznego39. Procesować będą „konstrukty logiczne na dowolnych negentropianach” wszystkich poziomów jego architektury, zatem cokolwiek we wszechświecie powieściowym zaistnieje, będzie jednym z toczących się równolegle samoobliczających się podprocesów wszechświata. Owo procesowanie negentropian po Wykresie sięgnie „komputera ostatecznego –– osiągającego najwyższą efektywność procesunku”, który będzie już inteligentną formą samej czasoprzestrzeni na najniższej skali Plancka, osiągając w ten sposób wydajność obliczeniową tkwiącą w zasadzie holograficznej40.
Inteligentni negentropianie, wyłaniający się z każdego poziomu wszechświata-komputera, uogólniają zasadę antropiczną: „Przypis do Zasady Antropicznej: gdyby mogły istnieć lepsze komputery, nie mogliby istnieć ludzie.” Toteż wszechświat powieści „zaludniony” będzie obserwatorami-psychozoikami sunącymi po uniwersalnym, mającym postać trajektorii w pewnej przestrzeni fazowej wykresie Remy’ego, „obrazującym zależność inteligencji [...] od stopnia wykorzystania przez daną formę życia stałych warunków wszechświata. [...] Droga przebywana po niej przez poszczególne realizacje cywilizacji danego gatunku stanowi jego Progres. W ramach danego Progresu może się na Krzywej odcinać dowolna ilość Cywilizacji. [...] Każdy Progres ma tendencję do ‘zbiegania się’ w kierunku szczytu Krzywej [...] wyróżnia się dwa progi, dzielące realizacje gatunkowe na trzy kategorie. Pierwszy Próg jest Progiem Autokreacji. Drugi Próg jest Progiem Meta-Fizyki. [...]”. Wykres Remy’ego zunifikuje istniejące i znane Cztery Progresy: Cywilizacji, form nanoware’owych, kraftware’owych oraz Deformantów.
Jak na informacyjny świat powieści przystało, oprócz protokołów zachowań przyjętych w kontaktach między manifestacjami, pięć tak odmiennych od siebie form negentropianów będzie musiało porozumiewać się między sobą sztucznymi językami wyrosłymi z pewnego metajęzyka. Będą to zwięzyki, wyhodowane programami ewolucyjnymi (niczym zwierzęta) z subkodów jednolitego kodu gramatyk generatywnych. Zwięzyk każdego Progresu z właściwym temu Progresowi podkodem nierzadko osiągnie homeostazę, a uzyskawszy samoświadomość rozpocznie autonomiczny byt.
Stopień zaawansowania cywilizacyjnego negentropianów zależeć będzie od umiejętności manipulowania stałymi fizyki Wszechświata. Będą przeto cywilizacje uprawiać kojarzącą się z metafizyką meta-fizykę41: naukę o prawach zmieniania praw i stałych fizycznych. Wiodącą ku tej sztuce technologią będzie kraftunek (kunszt), czyli inżynieria czasoprzestrzenna uogólnionej teorii względności o wyższej od obecnych liczbie stałych fizycznych. Czasoprzestrzeń będzie można kraftować, wycinać jej fragmenty o różnych fizykach (niższych liczbach stałych fizycznych i wymiarów), zmieniać topologię, zawijać w nierelatywistyczne podukłady, zahaczać czy odkraftowywać. Obszary na przykład spowolnionego czasu nad horyzontami zdarzeń czarnych dziur służyć będą za skrzynki pocztowe probabilistycznych wiadomości przesyłanych z przyszłości lub będą miejscami „długowiecznych spotkań” negentropianów.
Po wszechświecie-komputerze informacja i nanoware przepływać będzie ftl-owymi (zeroczasowymi) kanałami teletransmisyjnymi przez poziom planckowski (jak łudząco zdają się to robić dzisiejsze protokoły hipertekstowe, linki czy protokoły transmisyjne, np. ftp-owe). Rozumne systemy operacyjne będą samoświadomymi bytami, będą zarządzać Polami, protokołami transmisyjnymi, będą zamykać, otwierać czy konfigurować porty grawitacyjne, saki, inkluzje, zarządzać procesami, wątkami; będą i odpowiedniki chroniących serwery firewalli...
Obok infu, nanoware’u licencjonowanego, istnieć będą nanoware’y obce: Wyższych Progresów i „pirackie”. Ich nieznani właściciele (często ze światów o wyższej liczbie stałych fizycznych) zwalczać będą oficjalny software, a hakerzy odcinać będą strumienie informacji i modyfikować nanoware’owymi wirusami kody. Także będą Wojny: autonomiczne, samouczące się i samodoskonalące w zabijaniu innych Wojen zamknięte obszary odmiennych fizyk, siejące spustoszenie tak jak dziś czynią to wirusy komputerowe czy kody w „wojnach rdzeniowych”.
Standardowi potomkowie ludzi będą mogli istnieć w wielu wcieleniach jednocześnie. Ich ciała będą archiwizowane na wzór plików komputerowych – w każdej chwili gotowe do odtworzenia. Archiwizowane będą także świadomości: gotowe w każdej chwili do wkopiowania w odarchiwizowane ciała. Ludzie mieć będą swoje kolejne wcielenia cielesne, awatary, i kolejne kopie dusz – animy, co pozwoli im przebywać ciałem i duchem w wielu odległych nawet miejscach naraz.
Oczywiste, iż przy tak złożonych podstawach „rzeczywistość” będzie jednym z poziomów manifestacji infu, podobnie jak real, artificial czy virtual life są podprocesami uogólnionego global life’u. W tak oto „subtelnie ustrukturowionym komputerowo” wszechświecie powieściowym toczyć się będzie akcja, a w „zrelatywizowanych” bytowo i obliczeniowo rzeczywistościach powieści, snutych równolegle jak wątki obliczeniowe w komputerze, będzie się można nawet pogubić, bowiem akcja toczyć się będzie równocześnie w wielu miejscach i czasach.
Kanwą fabuły będzie katastrofa w układzie planetarnym anomalnej gwiazdy, w której zginą wszyscy członkowie załogi. Kilkaset lat później ciała kilkorga z nich zostanie odtworzonych, a jedno, Zamoyskiego, o intrygującej zawartości pamięci, kaprysem magnata wszechświatowego, stahsa McPhersona, zostanie przywrócone do życia. Nękany reminiscencjami z przeszłości Zamoyski zacznie...
Spaceoperowa fabuła powieści rozmachem wyrastać będzie ponad dotychczasowe utwory i porażać nawet wprawionego w sf czytelnika rozmachem fikcji; będzie jakby summą utworów wcześniejszych, zabawą ze stałymi fizycznymi, „skomputeryzowaną” wariacją literacką wszechświatów o odmiennych fizykach poruszoną w „Córce łupieżcy”. Po fizykach tam wskazanych można co nieco domniemywać, w jakie przygody, intrygi i światy wplącze autor bohatera, zwłaszcza że w utworze zarysowany jest wątek szczebli ewolucyjnych wszechświatów.
Bohater „Perfekcyjnej niedoskonałości”, człowiek z XXI wieku wtrącony w świat wieku XXVII (typowy zabieg literacki, który pozwala wyjaśniać świat przedstawiony), rozpoczyna po swojej naturalnej śmierci nowe życie jako „plik odtworzony” – albo też pośmiertną wędrówkę, kojarzącą się ze zwiedzaniem poziomów zaświatów „Boskiej Komedii” Dantego czy przywodzącą odmienne stany „emanacji obumierającej duszy” po Bar-Do42. Będzie gnostyczną ścieżką poznania w towarzystwie wcieleń o wiedzy wyższej od wiedzy dostępnej temu człowiekowi. Będzie kroczeniem ciałem i duszą (animami) po globalnym komputerze na infie, w środowisku czasoprzestrzennej i informatycznej magii, pośród manifestacji infu, mortomancji, deformantów i innych żywo-nieżywych bytów z informacyjnej krwi – nanoware’u i kości – czasoprzestrzeni, w scenerii pałaców, arystokracji, walk na szpady, w obecności smoków, horrorów, wielogłowych kruków – a przez to bliższej światom fantasy aniżeli sf. Bohater będzie poznawał ów świat, zgłębiał przeszłość i odkrywał swą nieprzeciętność w niedoskonałości. Wyzwalając się stopniowo z więzów niewiedzy i ograniczeń ciała, w jakich go odtworzono, kumulując zdobywaną wiedzę i moc w niej tkwiącą, stanie jako wybraniec u progu światów z wyższą od naszego świata liczbą „rozbudzonych” stałych fizycznych.
Gnostycyzm i techgnoza występują w pełnej krasie: wszystkie byty kosmosu mają ontologiczny status Informacji. Wszystko jest procesami obliczeniowymi, nawet czasoprzestrzeń na poziomie Plancka. Rozciągnięta na żywy, informacyjny Wszechświat, negentropiańska infosfera to już extropiański punkt Omega, informacyjny kosmobiont, noosfera psychozoików kosmosu. Ludzie, których można archiwizować: zapisywać, przepisywać, kopiować, a później wskrzeszać lub dawać im kolejne wcielenia – przywodzą na myśl cel i „wiarę” extropian. Nawet nazwy krzywych ewolucyjnych Progresów – Thievy’ego i Remy’ego – zdają się (?) współbrzmieć z nazwiskiem Theilharda de Chardin. Korporacja magnata wszechświatowego: Pola Gnosis – przypadkowy zbieg z gnozą? Manifestacje, które animami lub pod różnymi formami bytu przebywają jednocześnie w różnych miejscach, jak i główna postać powieści – to atrybuty magicznego Hermesa. Ginące wcielenia toczyć będą swoistą grę komputerową na scenie świata powieści. Ogród Pamięci, którym bohater wspomagał będzie kojarzenie faktów i poszukiwał przeszłości – to hermetyczne „pałace pamięci”, rozpowszechniona w baroku mnemotechniczna sztuka zapamiętywania na podłożu skojarzeń...
Nauki ścisłe, przyrodnicze, społeczne, ewolucje (nie tylko biologiczne), filozofie, techniki i technologie z nich wypływające, ale i wwikłane w nie pierwiastki gnozy, gnostycyzmu, magii, wątki religijne i nurty mistyczne... Jak lejtmotyw przewija się w twórczości JD gnostyckie przesłanie: świat materialny jest odbiciem świata duchowego, boskiego, rzeczywistość jest zmysłowym złudzeniem. Jesteśmy istotami nie z tego świata, a wstępując na ścieżkę wiedzy, technologiami oraz autoewolucją wcielać się będziemy w formy wyższe, które doprowadzą nas do świata prawdziwego, jak owego pielgrzyma ze średniowiecznej ryciny, który doszedłszy do krańca świata przebił głową nieboskłon i ujrzał Prawdę. Demiurgowi, który pozbawił nas boskiego bytu, dorównamy jako technomagowie: a to w postaci glinno-informacyjnej (Hunt), a to w glejomyślności (Aguerre), a to w zaświatach wyższego kosmosu (Zuzanna), a to już w fizykach wyższych wszechświatów (Zamoyski), ale też i niedostosowani unikać będą wyższej formy bytu (Extensa).
Nietrudno uchwycić wspólne elementy barokowego konstruktu JD-owych światów powieściowych. „Urabianie memetyczne” w „... oceanach” i „Agueree...”. Extensa jako zdalna wersja neuroimplantu Hunta. Magiczna ręka z „Ruchu generała” i informacyjna proteza ręki w „...oceanach”. Inf to wyższa od myślni „... oceanów” i nanoinformatycznego pyłu z „Extensy” ekstrapolacja infosfery. Miasto z „Córki łupieżcy” to materialne wcielenie myślni. Lśnienie za pośrednictwem libarytu to inna realizacja glejomyślności, zeroczasowej łączności i ftl-owej fali z „Aguerre...”, zeroczasowego łącza z „...niedoskonałości”, a także natychmiastowego przekazywania stanów kwantowych w zjawisku EPR z „Extensy” czy informatycznego zaślepu z „...oceanów” (także dzisiejszego „zaślepu” w telefony komórkowe). Pomniejsze niezmienniki: „perwertowanie” w „Extensie”, w „Aguerre w świcie” czy w „Perfekcyjnej niedoskonałości”. Żywokryst w „Aguerre...” to ten sam materiał nanotechnologiczny, który w syzygii z człowiekiem wydał Izmirową żywą katedrę... I symbolika gnostycka: Wysoki Zamek Miasta, Wieża Aguerre, wysokie poziomy drapaczy chmur NYC, Zamek McPhersona... Podobne, ale indywidualne dla każdego utworu, dworsko-arystokratyczne etykiety społecznych zachowań... Apoteozowanie Wojen i nadawanie im niezależnego bytu... I tak dalej, i tak dalej. Tropienie pozostawmy dociekliwszym.
Jednakże podstawy konstruktu światów Jacka Dukaja nie są odosobnione. Wystarczy sięgnąć po twórczość G. Egana43 i poddać ją analizie podobnej do powyższej, a następnie zderzyć porównawczo z sobą. Teoria prawdopodobieństwa dopuszcza konwergencję myślenia i poglądów. Zbieżności w poglądach, wiedzy, przemyśleniach i podstawach światów obu autorów okażą się podobne, ale środki wyrazu jakże odmienne! Proza i pomysły Jacka Dukaja wciągają, potrafią zaskoczyć, wprawić w zadumę. G.E. koncentruje się bardziej na warstwie koncepcji naukowej i filozoficznej, traktując akcję jako pretekst do ich wyłożenia. A może tak właśnie działa paradoks EPR przez antypody – przekazuje tylko stany? Słychać wszak porównanie: świat ma Egana, Polska Dukaja. Jeśli niektórzy uznają Egana za Lema XXI wieku44, to za kogo uznać JD?
[…] rozmawiamy o temacie A, A przywodzi mi na myśl B, zaczynam o tym mówić; mówię, a zanim skończę zdanie, B kojarzy mi się z C, C z D, D z E, i one wszystkie między sobą, i tak rośnie barokowa konstrukcja, abstrakcja wyjaśniająca świat z porażającą łatwością; więc próbuję ją w miarę wzrostu opowiedzieć, przerywam sam sobie […] mój umysł jest już przy X, Y i Z; pierwotny temat przestaje mnie interesować […]
Należy z tych słów domniemywać, iż ciąg analogii poprowadzi twórczość Jacka Dukaja ku wyższym obszarom wyobraźni światostwórczej na wykresie jego rozwoju intelektualnego. Jest on jednym z nielicznych pisarzy mocnej science fiction, który swą twórczość opiera na wiedzy umiejętnie dostosowanej do modeli swoich światów i który przewietrza, odświeża oraz odnawia gatunek sf. Wiedza się wszak nieustannie poszerza, a jeśli wyobraźnia autora wraz z nią też poewoluuje, to z czasem zmierzy się z odmiennym niż dotąd ujęciem pozbawionych sprzeczności światów fantasy.
I taki, pozbawiony sprzeczności świat, widoczny jest w „Innych pieśniach”45. W alternatywnym świecie arystotelesowskiej kosmogonii46 Jacek Dukaj „śpiewa” wątki swojej twórczości. Aż dziw bierze, że prawie nikt w literaturze sf nie oparł bądź cząstki swojej twórczości ma obrazach świata, jakie tworzyła ludzkość na przestrzeni dziejów, i nie powołał do bytu literackiego światów odmiennych od pseudośredniowiecznych światów fantasy. To drugi świat utworów Jacka Dukaja, którego z dotychczasowym „konstruktem” łączy jedynie forma (ale już nie symetrii) z „Córki łupieżcy”. Kosmogonia Arystotelesa to Ziemia w centrum wszechświata, siedem planet (Księżyc, Słońce, Merkury, Wenus, Mars, Jupiter, Saturn) o idealnie kołowych orbitach i 55 sfer ciał niebieskich („prawie” heliocentryczny system Ptolemeusza). Materia zbudowana jest nie z pierwiastków chemicznych, ale z czterech żywiołów: ziemi, wody, powietrza, ognia, a gwiazdy z żywiołu piątego, „quinta essentia” – eteru47. Ciężkie żywioły (ziemia, woda) „opadają” do centrum kosmosu – środka Ziemi, lżejsze (powietrze i ogień) oddalają się od centrum. Sfery planetarne wprawiane są w ruch „siłą wyższą” spoza gwiazd stałych, a ruch wszechświata przypisywany jest „nieruchomemu poruszycielowi”. Na początku był oczywiście chaos, dopiero pierwsza przyczyna: entelechia, niematerialna siła uformowała celowo materię z żywiołów (samorództwo). Hierarchiczny porządek w kosmosie arystotelesowskim określa „moc” formy. Sfery niebieskie na przykład miały formę proporcjonalną do ich odległości od centrum wszechświata: im sfera odleglejsza, mniej skalana bliskością Ziemi, tym jej forma była wyższa, mocniejsza, szlachetniejsza. I w takim to świecie fantasy toczy się akcja „rasowej” powieści sf, opartej na motywie inwazji obcych spoza gwiazd stałych, którzy chaosem zniekształcają morfę i morfologię mieszkańców arystotelesowskiego świata. Czy obecne są w „Innych pieśniach” wątki gnostyczne i techgnostyczne? Warto poszukać…
„Najdalej potrafił nadążyć za moimi skojarzeniami[...]”?
Grzegorz Rogaczewski
1 J. Dukaj: „Aguerre w świcie”, w „Wizje alternatywne 3”, Solaris 2001
2 J. Dukaj: „Czarne oceany”, SuperNOWA 2001
3 J. Dukaj: „Extensa”, Wydawnictwo Literackie 2002
4 J. Dukaj: „Córka łupieżcy”, w: „Wizje alternatywne 4” Solaris 2002
5 J. Dukaj: „Perfekcyjna niedoskonałość”, t. I; udostępniony grzecznościowo przed drukiem za zgodą autora za pośrednictwem Esensji.
6 Pełne światło na rolę gnozy w związkach z magią, nauką i techniką wyśmienicie i szeroko prezentuje Erik Davis w: „TechnGnoza. Mit, magia + mistycyzm w wieku informacji”, Rebis, Poznań 2002
7 Gnosis – inaczej – to wewnętrzne, nierozumowe doświadczenie umysłowe, olśnienie polegające na poznaniu całości istoty jakiejś rzeczy, zjawiska, procesu. Dziś takie olśnienie najbliższej określa słowo gestalt. Doświadczenie gnozy wydało światu wielu proroków i objawiło wiele religii.
8 Tu należy się nader istotna dygresja. Podług znawców tematu, gnoza a gnostycyzm, nie są tożsame. Gnozę w odróżnieniu od gnostycy-zmu prościej zrozumieć i rozróżnić, jeśli gnozę (wiedzę objawioną dawaną „wiedzącemu” – gnostykowi – w wewnętrznym, nierozumowym olśnieniu) potraktujemy jako poznanie introwertyczne, skierowane od wewnątrz siebie (stąd napis nad portykiem świątyni Apolla w Delfach: gnothi seauton, poznaj siebie samego), natomiast gnostycyzm jako poznanie ukierunkowane na zewnątrz siebie (ekstrawertyczne).
9 Hermes jest postacią fikcyjną i wieloznaczną. To boski wysłannik, mag, który wiąże sobą archetypowe nici wiedzy, magii, sztuczek i techniki. Ze swego zamku rządził światem technikami symbolicznymi i obrazami magicznym. Zmieniał naturę magią, siłami nadprzyrodzonymi, władał światłem, wcielał się w różne postacie, przemieszczał natychmiastowo z miejsca na miejsce, przebywał w wielu miejscach jednocześnie, etc.
10 Wg. cytatu wziętego z: „Ostatnie prawo M. Shermera”, Świat nauki 3/2002
11 Koronnym przykładem jest wykładnia filmu „Matrix”
12 Maszyna Turinga to abstrakcyjny (czyli myślowy) model uogólnionego komputera Alana Turinga. Składa się z głowicy, która rozwiązuje postawiony jej problem (zadanie) i nieskończonej taśmy podzielonej na jednakowe kawałki (komórki), z których każda zawiera instrukcję rozwiązania problemu. Głowica przesuwa się po komórkach taśmy (skanuje je), odczytuje instrukcje, zapamiętuje i stosując się do zapamiętanych instrukcji i niektórych warunków działania (np. polecenie: stop), rozwiązuje postawiony jej problem krok po kroku. Skończonymi maszynami Turinga są dzisiejsze komputery. Oczywiście są też abstrakcyjne „kwantowe” maszyny Turinga. Bliższy opis maszyny Turinga: R. Penrose: „Nowy umysł cesarza”, PWN 1995; R. Penrose: „Cienie umysłu”, Zysk i S ka 2000
13 „Extropy on line” na http://www.extropy.com. Synteza tych poglądów dostępna jest np. w „Requiem dla ludzkości”, J. Cyran; Nowa Fantastyka 9,10/1999 i 8/2000
14 O noosferze w kosmologicznym wydaniu, o boskim statusie ludzkości w punkcie Omega, o fizyce nieśmiertelności: najlepiej sięgnąć do opracowania J. Cyrana: „Czekając na punkt Omega”, Nowa Fantastyka 8,12/2001 i 5/2002
15 Pierre Teilhard de Chardin, „Moja wizja świata”, cz.1 Fizyka: „Fenomen człowieka”, w „Moja wizja świata”, Pisma, t.3; IW PAX 1987
16 J. Cyran: „Ekstropianie, albo niecierpliwość umysłu”, Nowa Fantastyka 10.12/2002
17 E. Regis: „Nanotechnologia, czyli świat cząsteczka po cząsteczce”, Prószyński i S-ka 2001, Świat nauki 11/2001 – poświęcony przyszłości nanorobotów, nanomaszyn i nanotechnologii.
18 Automaty komórkowe twórcy teorii gier, Johna von Neumanna, to abstrakcyjny, wieloprocesorowy – czyli równolegle przetwarzający informację – odpowiednik jednoprocesorowej maszyny Turinga. Automaty na podstawie planu własnej budowy i dostępnego materiału budują pokolenia samych siebie. To zasada działania nanomaszyn, przyszłych „tworków” nanotechnologii. Wyobrażane są (trudno je jeszcze zbudować) jako elementarne komórki wypełniające dowolną przestrzeń (prostą, płaszczyznę, trój i wyżej wymiarowe przestrzenie). W automacie komórkowym komórka jest automatem. Wszystkie komórki w danej przestrzeni zmieniają swój stan jednocześnie, zgodnie z regułami sterującymi, jakie zostały w nich zaprogramowane lub same wyewoluują darwinowsko, w drodze mutacji i selekcji. Automaty von Neumanna mogą rozwiązywać skończone problemy logiczne, mogą budować kopie samych siebie, czyli mogą się rozmnażać, mogą zbudować każdy inny automat, a w końcu mogą wyewoluować do wyżej złożonych automatów i wydać „sztuczne” organizmy, analogicznie jak zasady ewolucji – organizmy żywe. Przykładem automatów komórkowych jest słynna „Gra w życie” Convaya.
19 E. Fredkin: „A New Cosmogony” i „Finite Nature” w Proceedings of the XXVIIth Rencontre de Moriond (1992), T. Ostoma, M. Trushyk: „Cellular automata theory and physics. A New Paradigm For The Unification of Physics” physics/990713 na: xxx.lanl.gov; patrz też M. Oramus: „Wszechświat jako komputer”, NF 6/1990
20 Skala Plancka to granica ciągłości czasoprzestrzeni; jej „kwanty” to długość 10-35 m, czas 10-44 sekundy i energia równoważna masie 10-8 kilograma.
21 Sfera Dysona to pomysł Freemana Dysona, który obserwowany brak sygnałów od cywilizacji we Wszechświecie wyjaśniał budowaniem przez cywilizacje z materiału planetarnego sfery otaczającej gwiazdę. Sfera taka pochłaniałaby całą energię macierzystego słońca, a jej wewnętrzna powierzchnia byłaby przestrzenią życiową cywilizacji. Cywilizacja otoczona sferą byłaby nieobserwowalna, jej istnienie oznaczałoby „wsobne” zainteresowanie cywilizacji samej sobą. Sfery Dysona wyjaśniały milczenie wszechświata i brak sygnałów obcych w kosmosie.
22 John D. Barrow, Frank J. Tipler : „The Anthropic Cosmological Principle”; Paul C. W. Davies: „Zasada antropiczna”, Postępy Fizyki 37 (1986). Zasada antropiczna ujmowana jest lapidarnymi słowami, iż Wszechświat z subtelnie dostrojonymi stałymi fizycznymi został stworzony wyłącznie po to, by mogło w nim pojawić się życie i rozum.
23 Freeman J. Dyson : „Time without Time: Physics and Biology in an Open Universe”, Reviews of Modern Physics, vol. 51, VII 1979; polski przekład: „Czas bez czasu. Fizyka i biologia w otwartym Wszechświecie”, Postępy Fizyki 34, 1983; Paul C. W. Davies: „Ostatnie trzy minuty”; CIS 1995; Lawrence M. Krauss, Glenn D. Starkman; „Life, the Universe, and Nothing: Life and Death in Everexpanding Universe” w http://xxx.lanl.gov/abs/astro-ph/9902189 ; Lawrence M. Krauss, Glenn D. Starkman: „Dalsze losy życia we Wszechświecie”, Świat nauki 02/2000;
24 Schemat ten jest powszechny w każdym właściwie dziele literackim, w sf szczególnie.
25 J. Dukaj: „Filozofia fantasy”, NF 8,9/1987
26 Susan Blackmore: „Maszyna memowa”, Rebis 2002
27 Glej to komórki nerwowe, tworzące tkankę łączną, która jest dla neuronów „rusztowaniem”, odżywia je, wspomaga ich odporność i funkcje regeneracyjne. Związek komórek glejowych z powieściowymi „gleyophyta” wynika z przesłanek, iż komórki glejowe mogą mieć związek z myśleniem, oraz z rozważań o życiu pozaziemskim: najpowszechniejszymi, zdolnymi do przeżywania organizmami w pełnej śmiercionośnych wybuchów supernowych i tzw. bursterów (rozbłysków promieniowania gamma) Galaktyce, mogą być jedynie proste organizmy (czyli co najwyżej jednokomórkowce) o wysokim potencjale samonaprawczym kodu genetycznego w rodzaju ziemskich bakterii Deinococcus Radiodurans.
28 „I cing, Księga przemian” w „Fikcje i fakty” KAW 1984 lub S. Reifler: „I cing, Księga przemian”, Zysk i S ka 1996
29 Nie tylko xenotycy. R. Penrose wykazał, opierając się na twierdzeniu o niezupełności Gödla, że nie ma odpowiednika maszyny równoważnej maszynie Turinga, nawet wyposażonej w mechanizm losowy, który mógłby dokładnie zasymulować działanie umysłu człowieka. Zarówno umysł człowieka, jak i xenotyka, są równoważne pozaobliczeniowo, zatem i człowiek powinien wspomagać się wyroczniami, m.in. i tarotem, co czynił od dawna i czyni do dziś wspomagając się myśleniem magicznym. Wynika to poniekąd stąd, że w przyrodzie oprócz procesów obliczeniowych, które da się symulować w komputerze, istnieje wiele procesów nieobliczeniowych, na symulowanie których potrzeba albo czasu dłuższego aniżeli wiek Wszechświata, albo komputerów innych jakościowo, np. kwantowych z algorytmami kwantowymi. A i tak istnieją procesy, których nijak się nie da zasymulować (m.in. właśnie umysłowe).
30 R. D. Luce, H. Raiffa: „Gry i decyzje”, PWN Warszawa 1958
31 Np. D. Staufer, H.E. Stanley: „Fraktale w fizyce teoretycznej” w „Od Newtona do Mandelbrota”, WNT 1996
32 Symbolika tarota – w np. J.W. Suliga: „Tarot. Karty, które wróżą”; Wydawnictwo Łódź 1990.
33 Patrz R. Penrose: „Nowy umysł cesarza”, PWN 1995; „Cienie umysłu”, Zysk i S ka 2000; oraz strony internetowe S. Hameroff´a
34 SUSY tu anglosaski skrót od supersymetrii, symetrii wewnętrznej pomiędzy cząstkami elementarnymi o spinach połówkowych i całkowitych. Susy to zdrobniała Zuzanna, a nazwisko – od butelki Kleina, dwuwymiarowej ale jednostronnej powierzchni topologicznej.
35 Spontaniczne łamanie symetrii to ogólnie przechodzenie z układu do najniższego stanu energetycznego, najczęściej powiązane z tzw. przejściami fazowymi oraz obniżaniem symetrii praw opisujących układ. Przykładem typowym są współczesne siły w fizyce (grawitacyjne, elektromagnetyczne, słabe – już powiązane wyższą symetrią w oddziaływania elektrosłabe – i silne), które – podług tzw. wielkiej unifikacji, w miarę ekspansji stopniowo wyłaniały się w rytm łamania (obniżania symetrii praw) z jednego oddziaływania o najwyższej symetrii, jakie miało miejsce na początku Wielkiego Wybuchu, dając znane oddziaływania. We współczesnych teoriach fizycznych symetria uważana jest za podstawową własność teorii opisywanych światów, a dopiero jej złamanie generuje prawa, oddziaływania, materię...
36 L. Smolin: „Życie Wszechświata. Nowe spojrzenie na kosmologię”, Amber 1997
37 Modna konwencja w pracach teoretyków. Jest widoczna i u R. Penrose’a, D. Deutcha, J.D. Barrowa , P. Zizzi i wielu innych.
38 Kwarki są elementarnymi (jeszcze) składnikami materii o ułamkowym ładunku elektrycznym i wewnętrznej symetrii zwanej kolorem. Są trzy rodziny kwarków i odpowiadających im antykwarków, a każdy z nich występuje w trzech odmianach-kolorach. Cząstki materii są zbudowane (obok leptonów) z trzech kwarków lub antykwarków o tak dobranych trzech kolorach, że cząstki te „białe” (są to np. nukleony, składniki jądra atomowego). Cząstki łączące składniki materii są z kolei parami kwark-antykwark o przeciwnych sobie kolorach i też w konsekwencji są białe. Owe 33=27 to wszakże i „dukajowe” podstawowe triady von Neumanna.
39 Na wzór triad: kod genetyczny to komplementarne, czyli uzupełniające się, dwójki (diady) nukleotydów (nieistotne tu jakich), oznaczane literami: A T i G C Wiadomo, że nukleotydy tworzą dwuniciową cząsteczkę kwasu dezoksyrybonukleinowego (DNA) w ten sposób, że zawsze A w jednej nici łączy się z T nici drugiej, a G jednej nici – z C nici drugiej. Trzy litery DNA w którejkolwiek z nici to jedno trójelementowe słowo, które koduje jeden aminokwas, np. GCT – alaninę, TTT – fenyloalaninę, ATG – metioninę, etc. aż 20 aminokwasów (które stają się potem budulcem białek). Reguła komplementarności A T i G C i kolejność trójek (kodonów) dowolnych diad w każdej nici, np. przytoczone kodony GCT, TTT, ATG, to klucz życia i różnorodności ziemskiego świata ożywionego. I właśnie owe 4 zasady A, T oraz G, C (w nomenklaturze JD byłaby to tetrada ATGC) wraz z trzyliterowym kodonami są kodem trójkowym: 43= 64 kodony kodują 20 aminokwasów (kod dwuliterowy kodowałby zaledwie 42 = 16 aminokwasów). Wiele procesów zatem da się modelować takimi automatami (przypis 18).
40 Zasada holograficzna ogranicza gęstość upakowania informacji. Podług niej informacja o dowolnej objętości czasoprzestrzeni jest proporcjonalna nie do objętości, lecz do powierzchni ograniczającej tę objętość (pochodzenie nazwy: od hologramu, powierzchni „zapisującej” trójwymiarowe obiekty). Każde cztery plancki kwadratowe (2 x 1035)2m2 powierzchni to jeden bit informacji, a zatem np. powierzchnia 10-30m2 zawiera jeden gigabajt1010 bitów). Jeśli potraktować Wszechświat jako szczególnego rodzaju procesor, to jego moc należy wyrazić „powierzchnią” widzialnego w świetle Wszechświata (zakładając, że jest sferą) w jednostkach długości Plancka: promień 1026 m podnieść do kwadratu, pomnożyć przez 4 π, i podzielić przez 4 x (10-35)2 m2. Otrzymamy coś koło 10123 bitów, równowartość entropii Wszechświata (przytaczana m.in. przez R. Penrose’a w „Nowym umyśle cesarza”). Ponieważ Wszechświat rozszerza się, rośnie powierzchnia jego „sfery”, wzrasta więc ilość informacji zapisana na jego powierzchni. Gdyby Wszechświat był procesorem, sam by się obliczał na własnej holograficznej powierzchni, czyli samoorganizowałby się wewnętrznie.
41 Czyżby nawiązanie do Wszechświata jako wypadkowej gier astroinżynieryjnych cywilizacji kosmicznych z „Nowej kosmogonii” (Doskonała próżnia, WL) S. Lema?
42 Bar-do Thos-grol (Tybetańska Księga Umarłych), w np. Literatura na świecie, 8-9/1985. Bar-do, z tybetańskiego, znaczy „przestrzeń pośrednia” albo „między byt”, a oznacza sytuację tego, kto rozstał się z życiem i nie wszedł jeszcze w nową formę istnienia. Bar-do Thos-grol to (roz)poznawanie tej sytuacji, rozumienie, wiedza (gnosis), która pozwala przebrnąć drogę od śmierci do nowej formy egzystencji poprzez rozpoznawanie właściwej istoty pojawiających się w bar-do różnych, dobrych i złych, emanacji bóstw tantrycznych. Bar-do to także przestrzeń jaźni, w której pojawiają się pośmiertne zjawy, tzw. emanacje, w drodze od śmierci fizycznej do nirwany. Wystarczy postawić emanacje = manifestacje infu, i…
43 Dotychczas w przekładzie polskim ukazało się niewiele utworów G. Egana, np. opowiadania „Wierność” w IACFM 9/1991; „Dywany Wanga” w „Nowe legendy”, Prószyński i S-ka 1997, „Oceanika” Sfinks 4/2002, „Wyrocznia” w NF 1/2003, recenzja J. Dukaja o „Diasporze” w SFinks 6/2002, oraz powieść „Stan wyczerpania”, Zysk i S-ka, 2003
44 I. Michałowska: „Greg Egan – Lem XXI wieku” , NF 2/2002
45 J. Dukaj: „Inne pieśni”; Wydawnictwo Literackie 2003
46 Patrz np. N.M. Wilders: „Obraz świata a teologia”, IW PAX 1985. Dla uzupełnienia: ruch w fizyce arystotelesowskiej był absolutny, a matematyka nie znała pojęć ciągłości i granicy (słynny paradoks Zenona z Elei, iż rączy Achilles nie jest w stanie dogonić powolnego żółwia). Twierdzenia matematyczne, które u Platona były odzwierciedleniem poznawalnego zmysłowo świata realnego (odkrywane), u Arystotelesa były abstrakcyjnymi idealizacjami umysłowymi z rzeczy świata realnego (wymyślane).
47 „Quinta essentia” – kwintesencja – to wzięta od Arystotelesa dzisiejsza nazwa ciemnej energii, która (pomiary sondy kosmicznej WMAP) wypełnia w trzech czwartych kosmos i powoduje odpychające działanie grawitacyjne, tak że przyspiesza rozszerzanie się Wszechświata i ucieczkę galaktyk.