Antologia "Trzynaście kotów" ukazała się w zeszłorocznym tradycyjnym jesiennym wysypie SuperNOWEJ. Jak nietrudno zgadnąć wspólnym mianownikiem opowiadań jest kot - najbardziej chyba tajemnicze z udomowionych zwierząt. Przyjrzyjmy się, "co z tego niebezpiecznego eksperymentu" wynikło.
Opowiadań jest (znowu łatwo zgadnąć) trzynaście. Dwunastu autorów (Andrzej Sapkowski dwukrotnie) zmierzyło się z kotem. Nie wszyscy wyszli z tej potyczki zwycięsko. Sam temat, choć uważany za frapujący, nie wystarczy widać, by napisać dobre opowiadanie.
Dwa utwory zrobiły na mnie największe wrażenie. "Złote popołudnie" Andrzeja Sapkowskiego i "Ponieważ kot" Jacka Dukaja to (moim zdaniem) najlepsze opowiadania tej antologii. Pierwsze z nich udowadnia, że AS wciąż pozostaje bezkonkurencyjny w przerabianiu bajek. Po dodaniu charakterystycznej, ironicznej narracji pierwszoosobowej otrzymaliśmy smakowite opowiadanie, które przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Przyjemnością tym większą, im więcej uda się odkryć wykorzystanych przez autora nawiązań. Zarówno do kanonicznego przekładu (jaszmije smukwijne), jak i do wiersza Williama Blake'a, którego słowami mówi Charles do kota z Cheshire. Po raz kolejny autor wykonuje skoki w odległą (względem czasu głównej linii akcji) przyszłość, z efektem równie ciekawym jak w tzw. "sadze o Wiedźminie"
Niezwykłość "Ponieważ kot" Jacka Dukaja bierze się przede wszystkim z kompozycji. Nie ma w nim prawie wcale akcji, zaś tworzący go dialog (zdominowany zresztą przez jedną stronę) bardziej przypomina naukowy wywód niż zwykłą rozmowę. Co więcej wywód, który wciąga wraz z kawałkiem dywanu, na który wcześniej spadły kapcie. Może ktoś powiedzieć, że opowiadanie to jest oparte na jednym pomyśle. Tak, ale ile z niego wyciśnięto! Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którym zdarzyło się wstawić do utworu gadżet, a potem zapomnieć go wykorzystać. Na koniec rzecz z tych, co to małe, a cieszą - wyjaśniająca tytuł pointa, dobitna jak słynne "Boerst zderzył się z księżycem".
Następne trzy opowiadania, choć już nie tak porywającę, nie dają się łatwo zapomnieć. Maciej Żerdziński uraczył nas porządnym horrorem, w którym kot, choć lichego zdrowia, pełni rolę zgoła demoniczną.
Tomasz Kołodziejczak w "Dotyku pamięci" przedstawił kolejny świat uniwersum Dominium Solarnego. Dodam, że jest to świat leżący na uboczu i pod każdym względem surowy. Ogromny rozrzut notowanych temperatur i jałowość planety pospołu z obowiązującym kolonistów szczegółowym kodeksem postępowania sprawiają, że do życia na tamtym świecie potrzeba dużo hartu ducha. Ci, którym go zabraknie, mogą być pewni, że wyrok dorówna surowością klimatowi Regelis.
Wreszcie "Rozpakuj ten świat Evitt" Andrzeja Zimniaka - zabawna, optymistyczna historyjka o tym, że wszystko złe można naprawić, gdy tylko mamy do dyspozycji komputer marki Apple. A jeśli już żartować - ciekawe, czy autor zasłuży sobie tym opowiadaniem na miano feministy.
Nie zawsze humorystyczny efekt jest zamierzony przez autora. Jeśli dobrze zrozumiałem Konrad T. Lewandowski w "Rydwanie bogini Freyi" całkiem na serio stworzył postać uznanego chrześcijańskiego filozofa, którego rozumienie wierności jako żywo przypomina definicję rozpowszechnianą ostatnio w okolicach Białego Domu. No, ale nie takie rzeczy można wybaczyć geniuszowi, gdyż jak inaczej nazwać człowieka, który idąc ulicą i wspominając mijane miejsca na bieżąco improwizuje systemy filozoficzne?
Pozostałe opowiadania niczym szczególnym nie wyróżniły się w moich oczach. Ciężko powiedzieć coś odkrywczego np. o opowiadaniu, które po raz pierwszy ukazało się 8 lat temu ("Muzykanci" Andrzeja Sapkowskiego). Ciekawostką jest może to, że Stany Zjednoczone pozostają atrakcyjnym miejscem akcji i dla debiutanta Włodzimierza Kalickiego ("Kot typu Stealth") i dla Eugeniusza Dębskiego ("Aaa, kotki dwa..."). Nic dziwnego, nie widać dziś państwa, które by rozmachem, zaangażowanymi środkami i uwielbieniem dla coraz to nowocześniejszej (choćby i niekonwencjonalnej) broni dorównywało USA. Choć kto wie, gdzie będą umieszczane tajne instytuty badawcze, w które wpompowuje się ogromne pieniądze, w opowiadaniach za kilka lat. Obyśmy dowiedzieli się tego z kolejnej antologii. A tę polecam. Warta jest wydanych na nią pieniędzy.
Łukasz Bujak