Świat nieprzewidywalny

Poniższa recenzja ukazała się pierwotnie w portalu Gazeta.pl dnia 2 grudnia 2004 r.

Swoją „Perfekcyjną niedoskonałością” Jacek Dukaj funduje czytelnikom prawdziwe wyzwanie. Ten piekielny amalgamat pozornie niemożliwego - fizyki z przyszłości i myśli Gombrowicza - jest jak podróż przez literacki czyściec wysokiej próby. Prawdopodobnie jedna taka podróż nie wystarczy.

Powieści Jacka Dukaja, amalgamat science fiction, fantasy, filozofii, fizyki i teologii, wymykają się łatwym definicjom, w dużej mierze za sprawą konstrukcji większych fabuł, w których zawsze jednym z głównych bohaterów jest Niewiadome. Nad „Extensą”, „Innymi pieśniami” oraz najnowszą „Perfekcyjną niedoskonałością” unosi się ten sam duch mrocznego niedopowiedzenia.

Jedno nie ulega wątpliwości: „Perfekcyjna niedoskonałość” udowadnia, że Jacek Dukaj należy do grona najkonsekwentniejszych pisarzy polskich. Celowo nie zawężam tego stwierdzenia przydawką „science fiction”, bo też wrzucanie jego książek do niszowej przegródki byłoby uproszczeniem. Autor z pieczołowitością demiurga zabiera się do formowania kolejnych światów, ale czyni to w szczególny sposób - z książki na książkę powiększają się ich rozmiary, chyba proporcjonalnie do ambicji autora. Dlatego w pogoni za coraz bardziej skomplikowanymi rzeczywistościami oddala się coraz bardziej od ziemi, biegnąc ku...

No właśnie, ku czemu?

Odpowiedź wydaje się prosta: kłopoty z najnowszą i napisaną z największym jak dotąd rozmachem książką biorą się z chęci skonstruowania świata możliwie najpełniejszego, opartego nie tylko na frapującej fabule, ale też osadzonego w dokładnie opowiedzianych post-fizykach. To dlatego historia Adama Zamojskiego, kosmonauty z XXI wieku, wskrzeszonego w tajemniczych okolicznościach około 800 lat później, w świecie wymykającym się obecnie używanym siatkom pojęć, miażdży czytelnika.

W poszukiwaniu wyjaśnienia zagadki zmartwychwstańca, na którym skupia się nagle zainteresowanie postludzkiego świata, musimy przyswoić sobie niezwykle rozgałęziony zestaw obcych narzędzi, wskoczyć w rzeczywistość zaludnioną przez stahsów, phoebów, inkluzje, przyjąć, że wszystkie te wydarzenia - operowanie przez jednego osobnika dwoma wcieleniami jednocześnie, podejmowane w tym samym czasie wędrówki w teraźniejszości i przeszłości, supeł z wektorów czasu i przestrzeni, fizyczne oderwanie ciała od duszy i wspomnień - są tak oczywiste jak podróż osobowym z Krakowa do Kielc. Niezbędna jest też chociażby powierzchowna znajomość zasady antropicznej (udowadniającej, że kosmos skonstruowany jest jak podglebie do rozwoju form białkowych).

Autor nie ułatwia

Niby nic w tym dziwnego, bo w końcu „Perfekcyjna niedoskonałość” to ambitny, wielowymiarowy przewodnik po świecie oddalonym od naszego o dobrą garść parseków. Ale Dukaj, inaczej niż w poprzednich powieściach, nie ułatwia zadania czytelnikowi. Nic to, że za zniwelowaniem różnic płciowych idzie zmiana fleksji - ten akurat chwyt jest najłatwiejszy do ogarnięcia. Lekturze musi jednak towarzyszyć ciągłe uczucie dyskomfortu: podczas gdy Adam Zamojski przeskakuje błyskawicznie stopnie wtajemniczenia, osiągając kolejne piętra świadomości, opis tych doświadczeń prowadzony jest klasyczną metodą ignotum per ignotum, spoza której rzadko przebłyskują zrozumiałe definicje. Co sprawia, że „Perfekcyjna niedoskonałość” pozostaje zagadką, a jednorazowa lektura jest dopiero wstępem do świata Plateau i Dukajowej metafizyki.

W „Innych pieśniach” Dukaj osiągnął stan równowagi. Z jednej strony był to świat znacznie bardziej skomplikowany i rozgałęziony niż w „Extensie”, z drugiej - dawał się stosunkowo szybko objąć i zrozumieć. Takiego komfortu czytelnik „Perfekcyjnej niedoskonałości” nie ma. Książka przypomina Sak, w który na początku opowieści wpada Zamojski. Bohater krąży po replikującej się, powyginanej w ekwilibrystyczny sposób przestrzeni, bez pewności, że znajdzie wyjście.

„Pornografia” wśród orbit

Kłopoty ze zrozumieniem „Perfekcyjnej niedoskonałości” - tego rozdygotanego świata, który nieustannie dąży w górę po krzywej postępu, ku coraz bardziej zaawansowanym wcieleniom - nie kończą się na komplikacji świata przedstawionego i konieczności opanowania nowych definicji. Napisałem wcześniej, że wrzucanie książek Dukaja do worka z napisem „science fiction” jest uproszczeniem. Na przykładzie „Innych pieśni” i „Perfekcyjnej niedoskonałości” widać bowiem, jaką myślą posiłkuje się autor. Przewija się nieustannie, zhiperbolizowany i doprowadzony do ostateczności problem konwencji albo tzw. manifestacji, czyli wyglądów przyjmowanych w zależności od rodzaju kosmicznego towarzystwa, w jakim przebywają bohaterowie. Rozdwojenia i roztrojenia, kosmiczne problemy z tożsamością, z jakimi boryka się Zamojski, to nic innego, jak przełożone na język wyższych inteligencji problemy z nomen omen, „Kosmosu” i „Pornografii”.

„Perfekcyjną niedoskonałością” Dukaj funduje nam piekielny amalgamat pozornie niemożliwych do połączenia czynników, fizyki z przyszłości i myśli Gombrowicza. Książka jest jak podróż przez literacki czyściec wysokiej próby. Prawdopodobnie jedna taka podróż nie wystarczy. Co więcej, nie sposób wyruszyć w nią bez kartki i długopisu. Bez prywatnej mapy trudno się w tym świecie połapać.

Warto również zwrócić uwagę na zakończenie: „Koniec pierwszej tercji”. Jeżeli ewolucja prozy Dukaja przebiegać będzie liniowo, nie sposób wyobrazić sobie, co stanie się w następnej książce.

Na szczęście świat Dukaja jest nieprzewidywalny.

Michał Olszewski